Mirek spod Smutnej Góry znowu walczy

Czytaj dalej
Grażyna Kuźnik

Mirek spod Smutnej Góry znowu walczy

Grażyna Kuźnik

Miał tylko 15 lat, gdy złamał kręgosłup. Pełen życia chłopak trafił na wózek inwalidzki. A po-tem spadały na niego same ciosy. Przez zwap-nienie kości musiał latami leżeć. Amputacja jednej nogi pozwoliła mu usiąść, teraz trzeba usunąć drugą. Szpitale nie chcą o tym słyszeć.

Służba zdrowia traktuje pacjenta, który marzy o amputacji nogi jak kogoś, kto ma nierówno pod sufitem - przyznaje Mirek Pocielej z Chełma Śląskiego. - A dla mnie to sprawa życia lub wegetacji. Muszę usunąć nogę, bo inaczej nie usiądę na wózku inwalidzkim. I zderzam się z obojętnością - w szpitalach mało kogo obchodzi, czy sparaliżowany leży w domu czy może się poruszać. Jestem kimś, na kim kładzie się kreskę. Chorym niewidzialnym.

To prawda, jest rzadkim przypadkiem. Budzi zdziwienie; ma paraliż, a jeszcze chce zostać bez nóg. Słyszał w różnych lecznicach: - Ale po co panu taka operacja? I tak jest pan inwalidą, już taki los, nic pan nie zwojuje. Amputacja jest skomplikowana, ryzykowna i tak w ogóle nie ucina się nóg na życzenie.

Wszystko to już przeżywał. Pamięta, jak biegał na własnych nogach, wolny i zdrowy. Był silnym nastolatkiem, miał się za kogoś niezniszczalnego. Popisywał się, spadł z wysokości, przez jeden błąd zwykłe życie chłopaka ze wsi nagle się skończyło.

Była rozpacz, depresja, ale powoli okazało się, że na wózku też można być wśród innych. Przedtem nie ciągnęło go do książek, chciał szybko zdobyć zawód, zakochać się, wyjechać w świat. Po wypadku wziął się za naukę, skończył liceum. Wcześniej nawet o tym nie myślał. Ale kiedy nabierał optymizmu i wiary w siebie, spadł kolejny cios. Lewa noga zaczęła kostnieć w stawie biodrowym, nie mógł już jeździć na wózku. Nikt nie chciał podjąć się operacji, tym bardziej, że podczas leczenia nabawił się gronkowca.

- Nic nie da się zrobić, koniec z wózkiem - stwierdzili lekarze. Trudną operację chłopak bez pieniędzy i znajomości powinien wybić sobie z głowy. Został mu mały pokoik w domu we wsi, nad którą wznosi się Smutna Góra. Spędził tam na leżąco, w izolacji osiem lat.

- Desperacja, straszne pragnienie wyrwania się do ludzi, do wolności - określa swoje uczucia. W tym czasie zmarła mu matka, musiał stać się bardziej samodzielny, cierpiał, że jest ciężarem dla rodziny. Pomogli mu wtedy przyjaciele poznani w sieci w czasie strategicznej gry Ogame. To oni zawiadomili naszą redakcję. „Dziennik Zachodni” opisał los Mirka, towarzyszył mu w poszukiwaniu ratunku. Zainteresował się nim życzliwy człowiek i wybitny lekarz prof. Damian Kusz, wtedy wojewódzki konsultant ortopedii i traumatologii narządów ruchu oraz świetny lekarz dr Piotr Wojciechowski.

Okazało się z czasem, że po wzmocnieniu organizmu niemożliwa dotąd operacja jest możliwa. W 2011 roku Mirkowi amputowano prawą nogę.

- Marzenie się spełniło. Zniosłem ból długo gojącej się rany, także ból słabych mięśni, które odzwyczaiły się od ruchu, ale usiadłem w końcu na wózku. Zaczęło się nowe, godniejsze życie - mówi Mirek. I dodaje ze ściśniętym gardłem: - Spokój trwał trzy lata. Po tym czasie w lewej nodze rozwinęło się to same schorzenie co wcześniej w prawej. Staw skostniał jak kamień, nie może się zgiąć.

Nie ma na to sposobu, choroba znowu skazała go na samotność i bezradność; Mirek teraz leży. Trudno mu ze swojej wsi walczyć o operację, o opinie specjalistów. Nie może wyczekiwać w kolejkach, pod drzwiami. Nigdy zresztą nie był dobry w proszeniu. Znowu jest niewidzialny.

- Myślałem, że skoro pierwsza amputacja się powiodła, to spotkam się z większym zrozumieniem - mówi Mirek.- Ale tak nie jest. No bo jak to, miał już jedną amputację, a teraz chce jeszcze drugiej? To są koszty, ryzyko. Nie wiem, jak wyjaśniać, że to dla mnie jedyna szansa na to, żeby wytrzymać na tym świecie, stać się mniejszym ciężarem dla siebie i rodzeństwa.

Mirek słyszy, że amputacja nogi nie jest konieczna, bo to nie ratuje jego życia. Ale jeśli są operacje ratujące duszę, to właśnie ta do nich należy.

Jeśli chcesz, możesz pomóc Mirkowi w leczeniu:
Fundacja Dzieciom “Zdążyć z Pomocą” http://dzieciom.pl/podopieczni/20904#

Lub wypełniając odpowiednią rubrykę w rocznym zeznaniu podatkowym PIT (28, 36, 36L, 37, 38), należy wpisać KRS: 0000037904.

W pozycji INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE: Tu należy wyraźnie wpisać: 20904 Pocielej Mirosław.

Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.