Moja Dąbrowa Górnicza, miasto budów i skarbów socjalizmu. Świętuje 100 lat [ZDJĘCIA, LINIA CZASU]

Czytaj dalej
Fot. arc. prywatne, mat. Muzeum Miejskie Sztygarka
Piotr Sobierajski

Moja Dąbrowa Górnicza, miasto budów i skarbów socjalizmu. Świętuje 100 lat [ZDJĘCIA, LINIA CZASU]

Piotr Sobierajski

To nie ulice, drogi i huta. To Pani, Pana i moje wspomnienia tworzą obraz Dąbrowy Górniczej. Miasta trudnego do kochania. Ale na zawsze naszego.

Sto lat. W życiu człowieka to zdecydowanie dużo, w życiu miasta - zdecydowanie mało. Jak by na to nie patrzeć, to jednak przyznać należy: historia świętującej w tym roku stulecie Dąbrowy Górniczej jest fascynująca i burzliwa. Spójrzmy choćby na lata 70. i 80. XX wieku. Wtedy to 40-tysięczna Dąbrowa rozrosła się do miasta ze 152 tysiącami mieszkańców.

Posłuchajmy ludzi związanych z Dąbrową Górniczą. Tych, którzy pamiętają czasy przedwojenne, tych, którzy budowali największy kombinat metalurgiczny w Polsce - Hutę Katowice, jak również tych, którzy tu zaczynali wędrówkę przez życie. Bez autobusu, za to z azbestem Jedną z tych osób byłem również ja. Po raz pierwszy Dąbrowę Górniczą zobaczyłem w 1980 roku.

Wtedy z rodzicami zamieszkaliśmy na budującym się wciąż osiedlu Mydlice. Samo zdobycie mieszkania graniczyło z cudem, ale udało się. Pamiętam wokół „księżycowy” krajobraz, który zaczynał się już pod naszym blokiem przy ówczesnej ul. 27 Stycznia (data upamiętniająca wyzwolenie miasta z rąk Niemców), a kończył setki metrów dalej.

Jeden wielki plac budowy.

Baraki, góry drenów, konstrukcje z siatki, w której przechowywana była szkodliwa jak diabli wata szklana, wykorzystywana do ocieplania bloków. Wszędzie pełno azbestowych płyt, którymi otulano budynki. Dla dzieci taki plac budowy to był prawdziwy raj! Godzinami bawiliśmy się w chowanego w tych górach betonowych konstrukcji, zrzuconych byle jak na kupę. Największa z nich znajdowała się blisko lasu, w rejonie ul. Ludowej.

Mieszkanie za czytanie

Tam, gdzie stoi budynek Zespołu Szkół Muzycznych. W zasadzie nikt tego nie pilnował, choć czasami zdarzało się, że musieliśmy zwiewać przed stróżem tego socjalistycznego dobytku. Najważniejsze, by nie połamać nóg. Na początku lat 80. na Mydlice nie kursował prawie żaden autobus. Pojawiła się linia 27, bo trzeba było dojechać z tych ogromnych sypialni do pracy w Hucie Katowice. Jeśli jednak ktoś chciał dojechać do dzielnicy Ząbkowice, to już był problem. Autobusy 175 podjeżdżały tylko pod kopalnię Generał Zawadzki (potem wróciła pierwotna nazwa Paryż). Trzeba było więc biegać spory kawałek.

Dopiero potem zajezdnia autobusowa pojawiła się w środku osiedla, obok bloku przy ul. Ludowej 17. I zaczął się inny kłopot: lokatorzy kilku bloków mieli spanie z głowy, bo w środku zimy już od 4 rano kierowcy odpalali swoje czerwone ikarusy, by rozgrzać je przed trasą.

Były narzekania i kłótnie.

W końcu władza rozstrzygnęła: to jest jedynie słuszne miejsce na zajezdnię autobusową. I tyle. Aquapark i hotel za tor i boisko.

Miasto pamiętam jako szare i bure. Wszędzie gdzieś coś się budowało. Wszechobecne błoto, kurz i brud. Blask świecił tylko pod Pałacem Kultury Zagłębia. To tam odbywały się największe koncerty. Gmach, który powstał w 1958 roku, dysponował ogromną salą widowiskową. To tam miałem okazję jako nastolatek po raz pierwszy na żywo zobaczyć i usłyszeć Beatę Kozidrak z zespołem Bajm. Beata Kozidrak, wtedy gwiazda pierwszego sortu... Nie mogło oczywiście zabraknąć „Józka”, któremu nie można darować nocy...

Ale najważniejsza - wiadomo - nauka. Na osiedlu wyrosła więc nowa szkoła. Wielka, z przestronnymi korytarzami, salami lekcyjnymi i salą gimnastyczną. Pierwszy dzwonek w Szkole Podstawowej nr 30 zabrzmiał 13 lutego 1984 r. Naukę rozpoczęło tu 940 uczniów, którymi opiekowało się 55 nauczycieli. Powołana została rada młodzieżowa, powstała próbna drużyna harcerska. Dzieci przybywało. Takie to były czasy, że wszyscy chcieli mieszkać w mieście.


Dąbrowa, będąca (gdy patrzymy na jej powierzchnię) jednym z największych miast w Polsce, przyjmowała coraz więcej ludzi, którzy chcieli pracować czy to w Hucie Bankowej, czy Hucie Katowice, a może w kopalni Generał Zawadzki, Dąbrowskiej Fabryce Maszyn Elektrycznych Damel, Dąbrowskiej Fabryce Obrabiarek Defum i innych zakładach.

Tak więc w roku szkolnym 1985/86 okazało się, że uczniów w SP 30 jest już 1698, co skutkowało nauką na trzy zmiany. Tak, tak. Ze szkoły wracało się o 19, po ciemku.

Co jeszcze pamiętam, poza nauką? W zimie jednym z ulubionych miejsc zabaw był tor saneczkowy nad boiskiem na skarpie, na skraju parku Hallera. Tam zasuwało się szybko w dół, a potem z sankami wspinało na górę. Dziś nie ma już ani toru saneczkowego, ani boiska. W tym miejscu powstaje obecnie hotel Holiday Inn, a na placu stanął aquapark Nemo Świat Rozrywki. No i mamy obok ogromną halę sportową Centrum.

Kowadełko, młoteczek i przemysł

A co działo się w Dąbrowie przed II wojną światową? Te czasy pamięta m.in. Janusz Bazarnicki. Ma ogromną kolekcję militariów i broni białej, o których potrafi opowiadać godzinami. - Urodziłem się w 1933 roku. W oczy rzucała się wszechobecna bieda. Nie było utwardzonych dróg. Błoto po kostki i egipskie ciemności.

Prąd był, ale światło miały nieliczne mieszkania. Duże bezrobocie. Plotkujące baby, czekające na swoich mężów, wracających z Huty Bankowej czy z kopalni Paryż, ale też tłumy bezrobotnych. Dzień w dzień domokrążcy. A to Żydzi z workami na plecach, a to handlowcy z furą, którą ciągnęła wychudzona szkapa, a to rzemieślnicy ze swoim warsztatem na plecach. Na sznureczku kowadełko, młoteczek w rękach. Wszyscy wiedzieli, że przez osiedle idzie fachowiec, który mógł zaszklić okno, zanitować garnek czy też naostrzyć nożyczki - barwnie opowiada pan Janusz.Z domku do bloków.

I znowu lata 70.
Przełomowe czasy budowy Huty Katowice wspomina z sentymentem Roman Kulej, który wtedy zarządzał miastem. Odwiedziłem go wspólnie z dyrektorem Muzeum Miejskiego „Sztygarka” Arkadiuszem Rybakiem i szefem Miejskiej Komisji Historycznej „Pokolenia” Maciejem Gadaczkiem w ubiegłym roku z okazji 86. urodzin. Wkrótce potem dotarła do nas wiadomość, że pan Roman zmarł.

- To huta sprawiła, że Dąbrowa zmieniała się w tamtych latach nie do poznania. Kombinat metalurgiczny budował cały Śląsk i cała Polska, przyjechało do nas ok. 60 tysięcy pracowników i specjalistów z całego kraju. Dąbrowa składała się przeważnie z domków, domeczków, do których ludzie byli przywiązani i początkowo nieufnie podchodzili do propozycji ich zamiany na mieszkania w blokach. Choć często takie domki nie miały toalet, wody, łazienek, centralnego ogrzewania. Dopiero potem ludzie przekonali się, że bieżąca woda i ogrzewanie to jednak dobrodziejstwo. No i zamieniali je na te nowe mieszkania - wspominał były prezydent Dąbrowy Górniczej.

Jaka dziś jest Dąbrowa Górnicza?
Czy potrafi opowiedzieć o sobie Zagłębiakom i Ślązakom, a może całej Polsce? Może nastąpi to podczas najważniejszych jubileuszowych uroczystości, które przypadną w „Weekend stulecia”, od 18 do 21 sierpnia br. To właśnie 18 sierpnia 1916 r. Dąbrowa Górnicza otrzymała prawa miejskie. W pierwszym dniu, przed Pałacem Kultury Zagłębia, przy współudziale przedstawiciela Domu Habsburgów, będzie miała miejsce inscenizacja historyczna prezentująca wydarzenia 1916 r., salwa armatnia na cześć miasta i koncert Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. W piątek obchodzić będziemy przesunięte o kilka dni Święto Wojska Polskiego z piknikiem historyczno-militarnym w roli głównej. Sobota będzie miała muzyczny charakter. Dla mieszkańców Dąbrowy Górniczej zagra przynajmniej 100 akordeonistów.

Piotr Sobierajski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.