Myszkowska Papiernia umiera śmiercią tragiczną. Komornik zlicytuje maszyny [WIRTUALNY SPACER, FILM]

Czytaj dalej
Adrian Heluszka

Myszkowska Papiernia umiera śmiercią tragiczną. Komornik zlicytuje maszyny [WIRTUALNY SPACER, FILM]

Adrian Heluszka

Przed laty myszkowska papiernia była obiektem pożądania. Przed wybuchem drugiej wojny światowej Myszków borykał się z ogromnym bezrobociem, a praca w zakładzie dawała przepustkę do lepszego życia. Kryzys zaczął dotykać papiernię w latach 90. ubiegłego wieku. To symboliczna data, bo fabryka powstała w 1894 roku. Od kilkunastu lat na naszych oczach papiernia, zatrudniająca w latach świetności ponad 1500 pracowników, przechodzi do historii. Agonia trwa w najlepsze.

Artur Steinhagen, właściciel myszkowskiego zakładu stworzył swoistą społeczność związaną z fabryką. Papiernia miała nawet swoje osiedle, do dzisiaj mówi się o nim “Kamienice”. Teraz jest to własność Współnoty Mieszkaniowej. Drugie powstało już po drugiej wojnie światowej, w latach siedemdziesiątych.

– Łza się w oku kręci, jak się patrzy na to, co zostało z zakładu – mówi Maria Mach, która była liczarką w papierni. – Zanim się człowiek dobrze nauczył przeliczać ryzy papieru, to ile razy miało się palce we krwi. Bo papier jest ostry jak brzytwa. Ale atmosfera była w pracy fajna – dodaje pani Maria.

Papiernia miała swoje piękne ośrodki u podnóża gór w Szczawnicy, ale w sercu Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Ośrodek “Sapporo” zlokalizowany w Zaborzu w gminie Żarki, otwierano w 1972 roku, po olimpiadzie w Sapporo, gdzie Wojciech Fortuna zdobył złoty medal w skokach narciarskich.

Technologicznym motorem napędowym zakładu było sześć maszyn papierniczych, zdolnych do produkcji papieru o gramaturze od 42 g do nawet 100 g w szczytowym okresie. Zakład specjalizował się przede wszystkim w produkcji papieru gazetowego, ale i wysokiej klasy papier ofsetowy, który trafiał do produkcji kolorowych magazynów. Z sześciu potężnych maszyn na terenie papierni pozostała już tylko jedna, której wartość oszacowana jest na kilkanaście milionów złotych. Po pięciu pozostałych nie ma już śladu.

– Maszyny posprzedawali, budynki rozwalili – narzeka pan Andrzej, długoletni pracownik papierni. – A przecież to były zabytki architektury przemysłowej. Pochodziły z końca XIX i początku XX wieku. Tu gdzie był wielki zakład przemysłowy jest market i plac parkingowy. Zakłady polikwidowali i teraz stawiają markety.

Maszyna papiernicza nadal budzi duże zainteresowanie przedsiębiorców. Wcześniej, jak mówią zakładowi związkowcy, którzy strzegą tego, co pozostało w fabryce, chcieli ją kupić inwestorzy z Indii i Egiptu. Wówczas jednak jej żywot zakończyłby się na złomie.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat papiernia przeżywała różne koleje losy. Prawdziwe “czarne chmury” nad zakładem zaczęły się zbierać już w 2003 roku, gdy rękę na majątku zakładu po raz pierwszy położył syndyk masy upadłościowej.

– Syndyk przejął zakład w katastrofalnym stanie, ale nadal czynna była produkcja. Za czasów poprzedniego syndyka zakład pobijał nawet rekordy produkcji, która sięgała nawet ponad 200 ton papieru na dobę i to ze ścieru drzewnego. Zakład tętnił życiem, a wypłaty były regulowane na bieżąco wraz z premiami – wspomina Marek Wizor, przewodniczący zakładowej Solidarności.

Sił starczy tylko na... kilka miesięcy
Marek Wizor wraz z kilkoma pracownikami postanowił na własny rachunek pilnować dorobku papierni. Liczą oni na to, że dla fabryki zaświeci jeszcze światełko w tunelu i z zakładowych hal znów dobiegać będzie specyficzny odgłos maszyny. Ich nadzieje odżyły na dobre, gdy jeden z wiodących raczy na rynku papieru w Europie, firma Schumacher Packaging z Grudziądza zadeklarowała chęć zakupu zakładu w całości, co w perspektywie kolejnych kilku lat pozwoliłoby uruchomić produkcję.

Marek Wizor podkreśla, że wraz z nowymi rządami zatrudnienie znalazłyby setki doświadczonych pracowników. A oni nigdy nie stracili nadziei na reaktywację potężnego zakładu, w którym każda hala wygląda przygnębiająco. Wiszące robocze stroje, buty, czy nawet kubki z kawą dają złudzenie, jakby lada chwila wszyscy znów mieli wrócić do pracy. A wszystko to w kontraście z powybijanymi szybami i hulającym dookoła wiatrem. Zakład z oczywistych przyczyn nadgryzł ząb czasu, ale tak wymowne obrazki, jak godło z Orłem bez korony opatrzone hasłem “Naszym celem dobro ojczyzny” dają wiele do myślenia i uwidaczniają setki ludzkich dramatów. Ludzi, którzy z dnia na dzień stracili pracę i zostali brutalnie wyrzuceni na bruk, przez ponad rok nie dostając często żadnego wynagrodzenia.

Przede wszystkim, to jednak zaprzepaszczona szansa zakładu, w którym drzemie tak ogromny potencjał. U związkowców powoli również gaśnie ogień, który dawał nadzieje na lepsze jutro dla Fabryki Papieru.

– Zależy nam nam tym, by sprzedać zakład, jak najszybciej. Musi być po prostu dobra wola syndyka lub komornika, który dałby zielone światło inwestorowi. Kolejne miesiące zwłoki mogą być druzgocące – dodaje Marek Wizor.

Chwilę później okazało się, że 1 marca dojdzie do drugiej próby zlicytowania ruchomości zakładu przez komornika. Pod młotek ma iść m.in. drogocenna maszyna papiernicza. Strata choćby jednej maszyny, to dla zakładu gwóźdź do trumny. Dla zakładu, jak i dla całej gospodarczej historii Myszkowa, która już za parę dni może dobiec końca.

Adrian Heluszka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.