Nadprzyrodzone moce wróżki Sevilli: zmyślić historię i wrobić niewinnych

Czytaj dalej
Fot. Artur Drożdżak
Artur Drożdżak

Nadprzyrodzone moce wróżki Sevilli: zmyślić historię i wrobić niewinnych

Artur Drożdżak

Marcin B. właśnie przegrał batalię o 60 tys. za aresztowanie, jako podejrzanego o sutenerstwo. Pieniędzy nie wywalczył, bo nastąpiło przedawnienie roszczeń. A trafił za kratki, bo pogrążyła go wróżka Sevilla. Oto jej sprawki.

Nim 40-letnia Jadzia została sławną wróżką Sevillą, pędziła spokojne życie w rodzinnym Lublinie. Szybko wyszła za mąż, ale do rozwodu doszło niedługo po urodzeniu dwóch córek.

Po rozwodzie przeprowadziła się do Krakowa, na ulicę Szlak. Prowadziła tu sklep, a potem firmę z branży cukierniczej. Po latach zbankrutowała. Zaczęła się obracać w półświatku.

Relacje pani Jadzi

W 2006 roku Jadzia pojawiła się na policji. Podała, że od miesięcy jest prześladowana przez członków grupy przestępczej. Mieli domagać się od niej pieniędzy. Gdy nie płaciła haraczu w wysokości tysiąca złotych, rozkazali jej udostępniać swoje mieszkanie. Przyprowadzali tam dziewczyny. Te dziewuchy seksem, w pokoju Jadzi, zarabiały na życie.

- Zgodziłam się, bo grozili mi bronią, straszyli śmiercią oraz że wydłubią mi oczy - opowiadała wystraszona Jadzia.

Podała też nazwiska bandytów, pseudonimy, adresy. Wiele się zgadzało, bo faktycznie wymienione przez nią osoby miały przeszłość kryminalną, m.in. wyroki za rozboje, włamania i czerpanie korzyści z nierządu.

Kolejne zeznania pani Jadzi brzmiały jeszcze bardziej sensacyjnie: mężczyźni wywieźli ją do lasu, zmusili do kopania łopatką dołu w śniegu, kazali rozebrać jej się do naga i wejść do środka. Dlaczego nie mówiła o tym do tej pory? Bała się.

Po porwaniu - jak dodała pani Jadzia - odjechali, a ona sama, z Puszczy Niepołomickiej, stopem wróciła do Krakowa.

Zabójstwo w mieszkaniu?

Na tym nie koniec sensacji. Jadzia podczas kolejnego przesłuchania opisała, że członkowie gangu w jej mieszkaniu dokonali zabójstwa wspólnika, który nie rozliczył się z zysków 50 tys. zł.

Pieniądze miały pochodzić z handlu narkotykami na dużą skalę. Wspólnika pokroili na kawałki i zapakowali do worków zakupionych w markecie Tesco.

- Z jednego wystawały bose stopy. Mężczyźni w tym czasie pili piwo i jedli kurczaki - zeznała Jadzia. Zwłoki mieli wyrzucić do Wisły koło „Jubilata”. Potem - wrócić do mieszkania Jadzi, żeby posprzątać.

Policjanci poszukiwali śladów zbrodni, sprawdzali dno rzeki i rozpruli podłogę, by znaleźć choćby kroplę krwi. Nic. Pojechali w rodzinne strony Jadzi, na Lubelszczyznę, po pamiętnik, w którym miała wszystko opisać. Rękopisu nie znaleźli.
Po pół roku prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego zabójstwa, a do sądu trafił akt oskarżenia przeciw ośmiu osobom zatrzymanym za porwanie Jadzi i stręczycielstwo. Jej obrazowe, kilka razy powtarzane zeznania były koronnym dowodem.

Osiem ofiar Jadzi

Za kratki trafiło sześć z ośmiu osób, które obciążyła Jadzia: Zbigniew P., Paweł S. ps. Kiwi, Robert Ch., Bogusław S., Marcin B. oraz Monika S.

Dozór policyjny dostała Katarzyna W. Potem do aresztu trafił też Bolesław S. ps. Fryzjer, właściciel kilku agencji towarzyskich. Po kilku dniach zmarł. Z przyczyn naturalnych.

Podejrzani zaprzeczali zarzutom. Twierdzili, że Jadzia jest niewiarygodna i to „tani, początkujący pisarz powieści kryminalnych, a to, co mówi - to absurdalne i chaotyczne brednie, które się mogą lęgnąć w głowie, w której szaleją psychozy”.

Dziwili się tylko, że na te brednie dała się nabrać policja i prokuratura, a potem sąd, który zastosował areszty wobec nich.

- Widziałem Jadzię dwa razy w życiu. Raz, gdy dała ogłoszenie w prasie „młode dziewczyny chętne do seksu”. Na miejscu okazało się, że dziewczyn nie ma, tylko ta kobieta, jej córki i psy. Przyniosłem jej jeszcze starą drukarkę i tyle kontaktów - zeznał Robert Ch. Inni dodawali, że byli u niej raz czy dwa, ale nie po to, żeby wymuszać pieniądze.

- To Jadzia zajmuje się nierządem i opiekuje się prostytutkami - twierdzili. Dodali, że w mieszkaniu Jadwigi P. było brudno i śmierdziało moczem - więc jak w takich warunkach miałby nierząd wyglądać? Zauważyli też, że kopanie dołu w zimie w śniegu łopatką, ze względu na zamarzniętą glebę, nie jest możliwe.

Wskazane przez Jadzię kobiety, co prawda, potwierdzały, że parały się prostytucją, ale większość przeczyła, by były do tego zmuszane siłą. Proces rzekomego gangu ruszył w maju 2007 roku. Gdy przesłuchano oskarżonych, nadeszła pora na relację Jadzi, ale ta zniknęła bez śladu.

Pisma do ministerstw

Z sądem zaczęła się kontaktować przez skrytkę pocztową z Warszawy, gdzie się wyprowadziła. Zainteresowała swą sprawą ministerstwa. Słała liczne pisma, że jest prześladowana. Wyszło na jaw, że była karana w 2005 roku za brak opieki nad swoimi dziećmi.
- W 2006 r. pomogłam krakowskiej policji rozbić zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się handlem żywym towarem. Policja obiecała mi, że zostanę świadkiem koronnym, a teraz muszę się ukrywać i czuję się zagrożona - żaliła się w listach do sądu i ministerstw.

W jej obronie stanął Rzecznik Praw Obywatelskich. Pytał sąd, czy istnieje zagrożenie dla Jadwigi. Odpisano mu, że nie. - Bandyci wysłali kogoś, by mnie zabić. Za moją głowę jest nagroda - kobieta usprawiedliwiała nieobecność na procesie.

Dorabia jako wróżka

W lipcu 2010 roku oznajmiła sądowi, że zaczęła pracę jako wróżka Sewilla „na żywo zajmując się poszukiwaniem osób zaginionych”.

- Pomagam policji w Warszawie, podałam im ostatnio datę przemytu narkotyków z Azji do Holandii. Początkowo potraktowano mnie sceptycznie, ale wszystkie moje doniesienia zaczęły się sprawdzać - mówiła.
- Życie nie kończy się tu na ziemi, a światy są dwa: widzialny i niewidzialny - podsumowała kolejny list. W tym kontekście zdradziła, że pisze książkę „Duchy, moce ciemności” i wyjeżdża na egzorcyzmy z agencją zajmującą się badaniami zjawisk paranormalnych.
Krakowski sąd po tej korespondencji zwolnił z aresztu oskarżonych.

Niewiarygodny świadek

Sąd powołał biegłego psychologa, który miał ocenić Jadzię. Opinia: jej zeznania są niewiarygodne. Na tej podstawie sąd uniewinnił oskarżonych mężczyzn od zarzutów gróźb karalnych, wymuszenia pieniędzy, zmuszania do prostytucji, czerpania korzyści z nierządu, uprowadzenia kobiety.

- Okazało się, że główny świadek oskarżenia cierpi na urojenia. To wynika z opinii biegłego. Kobieta pisze, że ma dar jasnowidzenia i kontaktuje się z siłami pozaziemskimi. To dyskwalifikuje jej zeznania. Tym bardziej że jej słów nie potwierdziły inne dowody - powiedział sędzia.

Potem odbyła się powtórka procesu, zakończona w 2014 roku ostatecznym uniewinnieniem oskarżonych, w tym Marcina B.

Starania o odszkodowanie

B. starał się o odszkodowanie za niesłuszny areszt, ale spóźnił się o kilka lat ze złożeniem wniosku. O tym, że został uniewinniony, dowiedział się przypadkowo, na początku 2018 roku.

Sąd Apelacyjny w Krakowie w tym miesiącu oddalił prośbę Marcina B. o finansową rekompensatę za 15 miesięcy za kratkami, gdzie trafił pomówiony przez Jadwigę P. Pozostali uniewinnieni nie składali wniosków o zadośćuczynienie za swój areszt. Po wróżce Sevilli ślad zaginął.

Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.