Najlepszą szynkę robiono w Rybniku [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Aleksander Król

Najlepszą szynkę robiono w Rybniku [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Aleksander Król

Za sprawą fotografii Leona Majsiuka i opowieści Andrzeja Oświecimskiego przenosimy się do Rybnickich Zakładów Mięsnych lat 70, jednego z największych tego rodzajów zakładów w kraju w czasach PRL. Pamiętacie smak tamtej szynki?

Zczarno-białych rybnickich ulic lat 70 i 80 przenosimy się teraz pod dachy wielkich, rybnickich zakładów pracy z okresu PRL-u, które z aparatem w dłoni odwiedził fotograf Leon Majsiuk, którego kadry są niezwykłym dokumentem minionych dekad.

- Rybnickie zakłady pracy fotografowałem na zlecenie ówczesnych władz. Miałem wykonać album na XXX-lecie PRL - tłumaczy nam Leon Majsiuk, dodając, że nigdy jednak nie przekazał owych zamówionych zdjęć. Z “listem poleconym” od ówczesnych władz partyjnych mógł wejść za bramy dużych zakładów pracy i zajrzeć w miejsca zwykle dostępne jedynie dla załogi.

Dziś za prawą zdjęć Majsiuka i opowieści Andrzeja Oświecimskiego, radnego miejskiego, który przez lata pracował w Zakładach Mięsnych przy ulicy Żorskiej w Rybniku, odwiedzamy hale jednego z największych tego rodzaju zakładów w kraju z czasów Polski Ludowej, który niestety nie dotrwał do dnia dzisiejszego.

Pamiętacie czerwony neon z napisem “RYBNICKIE ZAKŁADY MIĘSNE”, który jako jeden z niewielu w starym Rybniku świecił przy Żorskiej?

,,Haziel” na dobry początek

- Najpierw pracowałem w hucie Silesia, ale w 1966 roku przeszedłem do Zakładów Mięsnych. Tam były lepsze zarobki. W Silesii pracowałem w zaopatrzeniu, dlatego do zakładów mięsnych przeszedłem na kierownika zaopatrzenia materiałowego. Potem pracowałem jeszcze m.in. w dziale inwestycji, handlowym i marketingu. Myśmy rozbudowywali tą firmę - mówi Andrzej Oświecimski.

Doskonale pamięta, jak budowano giganta przy Żorskiej. - Przypominam sobie, jak to powstawało. Najpierw była tylko sama rzeźnia, malutki obiekcik. A potrzeby górnictwa były wielkie. Bielska przemysłówka to budowała. Pamiętam, jak dziś, że pierwszą inwestycją był drewniany haziel. Dokładnie to widzę, jak wielki dźwig ten haziel wjezie w powietrzu i szuka miejsca, gdzie go ustawić - śmieje się Andrzej Oświecimski.

W trudnych czasach Rybnickie Zakłady Mięsne nie miały problemu ze zdobyciem towaru. - Były traktowane priorytetowo. Gierek naciskał, żeby mięso było dla górnictwa. Była tzw. masa rodzielnikowa krajowa i mięso było rozdzielane na kilka zakładów w kraju - tłumaczy.

Polscy piłkarze wygrali dzięki szynce

-Myśmy mieli towar z całej Europy. Dlatego te nasze frankfuterki i szynki były takie dobre. Bo bukiet mięsny się mieszał. A nie tak jak u innych, małych producentów, gdy np. zwierzęta były karmione rybami - tłumaczy Oświecimski.

Opowiada, jak po mięso przychodzili wszyscy dzisiejsi znani rzeźnicy z Rybnika i okolic. Oczywiście w tych trudnych czasach, gdy mięso było na kartki pukali też indywidualni klienci.

- Do dziś, kogo spotykam, mówi mi - “Andrzej gdyby nie ty, to my tej komunii nie zorganizujemy”. Starałem się pomagać ludziom - uśmiecha się Oświecimski.

Żartuje, że nawet polska kadra piłkarska wywalczyła 3 miejsce na mistrzostwach świata w Hiszpanii, dzięki wędlinom i szynce z Rybnickich Zakładów Mięsnych. - Byli dożywieni, dlatego dobrze grali - śmieje się Oświecimski, który miał przyjemność być na Mistrzostwach w Barcelonie. - Piechniczek mnie zaprosił - uśmiecha się do wspomnień.

W najlepszych czasach Zakłady Mięsne w Rybniku zatrudniały ponad 1000 pracowników. - Dzienna produkcja wynosiła 40 ton. Pracowaliśmy na wszystkie zmiany - wspomina piękne czasy Oświecimski.

Ale, jak to w dużych zakładach, zdarzały się też przykre historie.

- Pamiętam, jak raz w godzinach rannych całą pensję skradziono od wszystkich pracowników. W biurowcu na 4 piętrze było kasa. Cały zakład był oznakowany. Milicja wzięła linie papilarne od wszystkich pracowników. Każdy, jeden na drugiego patrzył. A okazało się, że pieniądze wziął jeden z zatrudnionych w zakładach skazanych. Poznał jedną z dziewczyn z magazynu. Chodził po wypłaty ze swoją konkubiną, obserwował jak się wszystko odbywało i to wykorzystał. Wiedział, gdzie są pieniądze, którymi oknami się dostać. Wpadł, bo w końcu nie wytrzymał i zaczął je wydawać - wspomina.

Niestety, tak, jak wielu innych współpracowników Oświecimski “nie dorobił” do emerytury. Zakłady Mięsne zamknięto. Powstała spółka, która jeszcze przez jakiś czas “ciągnęła produkcję”. Ale i to się skończyło. Budynki dawnych potężnych Zakładów Mięsnych przy ulicy Żorskiej wyburzono, a czerwony neon zgasł na zawsze.

Aleksander Król

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.