Najszybszy cyrk świata. Na torze w Spa zobaczyliśmy F1 od kuchni

Czytaj dalej
Jakub Jaźwiecki

Najszybszy cyrk świata. Na torze w Spa zobaczyliśmy F1 od kuchni

Jakub Jaźwiecki

Belgijski tor w Spa jest ulubionym miejscem nie tylko kierowców Formuły 1, ale także kibiców. Dla Was odwiedził go nasz dziennikarz.

Spa - to słowo wiązane jest głównie z odnową biologiczną. Tymczasem niewielkie belgijskie miasteczko o tej nazwie, położone u stóp Ardenów, kojarzone jest z fikcyjną postacią detektywa Herkulesa Poirota, ale przede wszystkim z wyścigami Formuły 1.
Tor Spa-Francorchamps ma długą i piękną historię, pierwsze zawody odbyły się w już 1921 roku, ale wtedy ścigali się tam motocykliści. W zgodnej opinii kierowców i kibiców belgijski obiekt jest jednym z ich ulubionych miejsc i, jak mówią, bez niego Formuła 1 nigdy nie byłaby tą samą Formułą 1.

Co nie zmienia faktu, że wśród zawodników ten tor budzi także wyjątkowy respekt. Ma najdłuższą trasę ze wszystkich aren F1, liczącą blisko 7 kilometrów, co pozwala osiągać rekordowe prędkości. Kiedy Daniił Kwiat opowiadał o starcie w Spa miał wypieki na twarzy.

- Jest długi, wymagający, ma sporo szybkich sekcji i zakrętów. Po prostu jest najlepszy na świecie - ocenia rosyjski kierowca Red Bull Racing.

Co roku wyścigi w Spa ściągają tysiące kibiców. Od piątku do niedzieli przez belgijski obiekt malowniczo położony wśród zalesionych wzgórz, przewinęło się ponad ćwierć miliona kibiców. Nie brakowało wśród nich sympatyków F1 znad Wisły, choć z pewnością było ich więcej kiedy startował Robert Kubica.

Wszyscy kierowcy za kultowy uznają zakręt Eau Rouge, który bolidy pokonują z prędkością ponad 300 kilometrów na godzinę! Przeciążenie zawodnika sięga wtedy 5 G. Minimalny błąd kierowcy może mieć poważne konsekwencje.

Dodatkowych emocji dostarcza... pogoda. W Belgii o tej porze roku lubi padać deszcz. Nie trzeba mówić co to oznacza. Czasami mozolnie opracowana taktyka bierze w łeb, kiedy z ołowianych chmur spadnie na tor ściana wody. Tegoroczny weekend upłynął jednak pod znakiem słońca, pięknej pogody i dopiero kiedy kibice usatysfakcjonowani wyścigami opuszczali tor w Spa, spadł orzeźwiający deszczyk.

Rywalizacja najszybszych bolidów świata jest zazwyczaj pretekstem do pokazania się w tym miejscu wielu sławnych ludzi, gwiazd show biznesu. W Spa gościem Lewisa Hamiltona był Adrien Brody, aktor znany z roli Władysława Szpilmana w biograficznym filmie Romana Polańskiego "Pianista".

Niemniej interesującą postacią jest szef F1 Bernie Ecclestone. Ekscentryczny Brytyjczyk pojawił się oczywiście także w Belgii. Niepozorny, niski szef najszybszego cyrku świata być może nie rzucałby się tak w oczy, gdyby nie jego osobista ochrona. Kilku muskularnych, elegancko ubranych ochroniarzy nie spuszczało z niego oka nawet na chwilę.

Równie ciekawie niż na torze jest w paddocku, czyli na zapleczu toru wyścigowego. Tam życie tętni od czwartku do niedzielnego wieczoru, ale atmosferę tego tajemniczego miejsca mogą poznać tylko goście zespołów, akredytowani dziennikarze i oczywiście członkowie ekip. Przeciętny kibic tylko może pomarzyć o wizycie w tym miejscu.

Nam się jednak udało! Ale tylko w piątek, przed oficjalnymi treningami. Było co oglądać. Każda z ekip ma swoje kawiarenki, restauracje, ogromne motor-home'y, w których odpoczywają kierowcy. W padocku można też dowiedzieć się o nowościach konstruktorskich i usłyszeć... najnowsze plotki dotyczące nie tylko kierowców F1.

Ekipa Ferrari miała do dyspozycji dwa motorhome'y zbudowane z 32 ciężarówek. Obok stał tir w którym mieściło się laboratorium badające paliwo (ponad 40 razy podczas weekendu!). Produkowane przez Shella przygotowywane jest na każde zawody w Hamburgu. Pozostałe z 40 ciężarówek przywiozły opony.

Shell wraz z zespołem Scuderia Ferrari przygotował też atrakcję dla kibiców. Każdy mógł się wcielić w rolę mechaników wymieniających koła w bolidzie. Nie mogliśmy odmówić sobie takiego testu. Stanęliśmy na wysokości zadania wymieniając koło w 2,1 sekundy.

No właśnie - mechanicy. Na każdym kroku widać ich profesjonalizm, choć czasami zdarzają się wpadki. W Belgii zaliczyła ją ekipa Williamsa zakładając do samochodu Valteriego Bottasa trzy opony z żółtym (miękkie) i jedną z białym (pośrednie) paskiem.

W niedzielne południe adrenalina rosła z minuty na minutę. Wreszcie po blisko dwóch godzinach niesamowitych emocji triumfował Brytyjczyk Lewis Hamilton.

Jakub Jaźwiecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.