Natalia Kukulska zawsze dążyła, żeby mieć szczęśliwą rodzinę

Czytaj dalej
Fot. Natalia Kukulska
Paweł Gzyl

Natalia Kukulska zawsze dążyła, żeby mieć szczęśliwą rodzinę

Paweł Gzyl

Miała cztery lata, kiedy jej mama zginęła w katastrofie lotniczej. Wychowywała ją babcia i tata. Wyrosła na piękną i silną kobietę, która potrafi stawiać na swoim w życiu zawodowym i prywatnym.

Od zawsze marzyła o własnej rodzinie. I udało jej się zrealizować to pragnienie. Dziś ma trójkę dzieci – i każde w innym wieku. Ponieważ już sporo osiągnęła na muzycznym polu, może im wreszcie poświęcać więcej czasu. Tym bardziej, że w domowych i zawodowych obowiązkach wspiera ją od mąż. Być może dlatego nie walczy o obecność na listach przebojów, tylko robi swoje, nagrywając zarówno popowe piosenki, jak i wokalne wersje utworów Chopina.

- Doceniam to, że mam wolny zawód i jestem decyzyjna. Wiadomo, że każda decyzja łączy się z odpowiedzialnością. Najcudowniejsze w moim zawodzie jest to, że mogę być kreatywna. Mogę coś wymyślać, poruszać wyobraźnie, wypełnić białą kartkę tekstem, ciszę dźwiękiem i mam wpływ na to, jakie to będzie. Muzyka w ogóle jest czymś wspaniałym. To moja pasja, nie wyobrażam sobie bez niej życia. To wielki przywilej, że mogę robić to, co kocham – podkreśla w serwisie Na Temat.

*
Jej mama była wielką gwiazdą polskiej estrady czasów gierkowskiej „propagandy sukcesu”. Większość przebojów napisał dla Anny Jantar jej mąż – kompozytor Jarosław Kukulski. Dlatego mała Natalka wychowywała się w domu pełnym muzyki. Niestety: kiedy dziewczynka miała cztery lata, jej mama zginęła w tragicznej katastrofie. Wracała właśnie z Nowego Jorku do córki i męża, ale nie dotarła do domu: samolot runął przed lądowaniem.

- Nie jestem w stanie stwierdzić, co faktycznie pamiętam, a co stało się obrazem wykreowanym na podstawie tego, co po mamie zostało. A zostało bardzo dużo – zarówno w sferze artystycznej, jak i prywatnej. Ale na pewno nie patrzę na nią, jak na obcą osobę, bo odnajduję ją też w sobie, w swoim charakterze. Babcia i tata często dostrzegali we mnie różne podobieństwa do mamy, mówili że zachowuję się „zupełnie jak Ania” – mówi w serwisie All About Music.

Wychowaniem małej dziewczynki zajęła się po tragicznym wypadku jej babcia. Tata z czasem ochłonął – i zaczął szukać kobiety, która pomogłaby mu wrócić do życia. Było ich kilka, ale ostatecznie ożenił się z kolejną piosenkarką – Moniką Borys. Natalia nie miała z nią dobrych relacji, tym bardziej że niebawem na świecie pojawił się jej przyrodni brat – Piotr. Kiedy Natalia miała dziesięć lat, tata napisał dla niej piosenkę „Puszek Okruszek”. Niespodziewanie okazała się ona wielkim sukcesem.

- Moje dziecięce śpiewanie ciągnie się za mną do dziś. Choć tak naprawdę zajęło mi bardzo mało czasu. Pamiętam, że kilka razy weszłam do studia w wakacje. Ze śpiewania wtedy wycofał mnie tata. Zobaczył, jaki szał ogarnął Polskę. Chciał, żebym miała w miarę normalne dzieciństwo, żeby mi nie odbiło. Chciał, żebym miała szkołę, podwórko, zabawę i zwykłe obowiązki dziecka. Chciał mi też zaoszczędzić złośliwości. Chronił mnie – wspomina w „Rzeczpospolitej”.

*
Ziarno jednak zostało zasiane: Natalia nie potrafiła żyć bez muzyki. Już w liceum zaczęła tworzyć ją na własną rękę, współpracując z kolegami ze szkoły. Zafascynowały ją wtedy „czarne” brzmienia zza oceanu. Tak też chciała śpiewać – czego kompletnie nie rozumiał jej tata. To jednak on napisał dla niej wielki przebój „Im więcej ciebie, tym mniej”, który sprawił, że dorosła już wokalistka nagle stała się ulubienicą tłumów.

- Moja druga płyta dała mi poczucie posiadania odrębnej tożsamości artystycznej. Zdobyłam swoją publiczność, ludzie słuchali moich piosenek, mimo że niektórzy z nich w ogóle nie kojarzyli twórczości mojej mamy. Popularność albumu „Puls” była czymś, co do dziś wspominam z niedowierzaniem. Podwójna platyna, wypełnione po brzegi hale, fani śpiewający moje utwory od początku do końca. Poczułam, co to znaczy nagrać hit i wejść na szczyt – opowiada Natalia w serwisie Plejada.

Różni wydawcy proponowali młodej wokalistce duże pieniądze za nagranie płyty z piosenkami jej mamy – ona jednak wolała skupić się na autorskiej twórczości. Jej zupełnie nowe oblicze odsłoniła płyta „Sexi Flexi”, na którą trafiły taneczne piosenki w stylu lat 80. To była nowość na polskim rynku muzycznym. Sukces wydawnictwa dodał Natalii odwagi do dalszych eksperymentów, czego efektem stała się płyta „CoMix”, nagrana z mężem – perkusistą Michałem Dąbrówką.

- Michał od zawsze był dla mnie inspiracją. Jest niezwykle zdolny i muzykalny. Przez lata był moim przewodnikiem po różnych gatunkach. Gdy się poznaliśmy, byłam mocno osadzona w muzyce soulowej. Tylko to mnie kręciło, na wszystko inne byłam zamknięta. A w Polsce soul był kompletnie niezrozumiały. Ludzie krzywo na mnie patrzyli, dziwiąc się, że chcę przenieść taką muzykę do kraju nad Wisłą. Michał otworzył mnie też na inne gatunki – podkreśla w Plejadzie.

*
Pierwszym poważnym partnerem Natalii był dziennikarz Ryszard Kunce. Poznali się, gdy była jeszcze w liceum i przez kilka lat stanowili nierozłączną parę. Kiedy piosenkarka wybudowała własny dom w Komorowie pod Warszawą, mieli nawet zamieszkać razem. Coś jednak zazgrzytało i nie doszło do przeprowadzki. Wtedy Natalią zainteresował się bębniarz z zespołu, z którym pracowała nad płytą „Puls”. W 1999 roku wyjechali razem do USA na studia – i to ich zbliżyło. Do Polski wrócili już jako zakochani. Ślub wzięli rok później.

- Czuję się dowartościowana jako kobieta i nie potrzebuję do tego wielkiej pompy, uroczystości z białymi gołębiami i fanfar. Zbieramy tylko fajne chwile. Spędzamy razem mnóstwo czasu, ale często tematem dominującym w rozmowach jest praca, muzyka, obowiązki... Dlatego czasem uciekamy gdzieś we dwoje, żeby po prostu pobyć razem, bez tego całego zamieszania. Kameralna atmosfera i intymność cieszą nas najbardziej – podkreśla w „Gali”.

Okazało się, że Natalia i Michał są świetną parą. Do dziś dzielą ze sobą obowiązki zawodowe i rodzinne. Mają trójkę dzieci. Dwudziestoletni syn Jan jest również perkusistą i pracuje jako czynny muzyk. Szesnastoletnia córka Ania z kolei śpiewa – choć na razie jeszcze nie zdecydowała, co chce robić w przyszłości. Najmłodsza jest Laura – ma zaledwie pięć lat: narodziny dziewczynki były dla piosenkarki prezentem na jej czterdziestkę.

- Zawsze dążyłam do tego, aby mieć poczucie stabilności, szczęśliwą rodzinę, w której relacje są silne i głębokie. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Gdy czuję, że ja i moi bliscy jesteśmy szczęśliwi, pozwalam sobie na szaleństwa artystyczne. W życiu nie muszę i nie chcę być odważna, nie lubię ryzykować, w sztuce odwrotnie – deklaruje w serwisie Kto Cię Wyleczy.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.