Nie jestem seksbombą, ale lubię dobrze wyglądać [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Lucyna Nenow
Tomasz Klyta

Nie jestem seksbombą, ale lubię dobrze wyglądać [WIDEO]

Tomasz Klyta

Niewiele osób pamięta, że jedna z gwiazd serialu Na Wspólnej, Sylwia Gliwa, pochodzi ze Śląska. Wychowała się w Tarnowskich Górach i niedawno przyjechała do rodzinnego miasta. Opowiedziała nam o drodze do kariery, wspomnieniach z dzieciństwa, a także o metamorfozie z szarej myszki w seksbombę.

Od zawsze chciała pani być aktorką?

Od najmłodszych lat śpiewałam, tańczyłam i skupiałam na sobie uwagę. Zawsze mówiłam, że będą aktorką, w dzieciństwie miałam ksywę „aktoreczka”. W Szkole Podstawowej nr 1 w Tarnowskich Górach, do której chodziłam, spotkałam panią Gabrielę Mankiewicz. Pracowała w świetlicy i przyszła do nas na zastępstwo. Poprosiła mnie o przeczytanie wiersza „Reduta Ordona”. Zrobiłam to bardzo płynnie i emocjonalnie. Wówczas usłyszałam po raz pierwszy, że mam talent i powinnam pomyśleć o aktorstwie Miałam wtedy 11 lat.

I wtedy – mimo młodego wieku - podjęła pani decyzję o pracy aktorskiej?

Raczej nie można tego tak ująć. Pamiętam, że jako dziecko widziałam film „Pociąg do Hollywood” z Katarzyną Figurą. Była tam zjawiskowa scena, kiedy Figura stała w rzece, rozmawiała przez telefon zawieszony na drewnianej belce. Ten obraz chodził za mną przez wiele lat. Pomyślałam, że chciałabym tak samo. Postanowiłam, że chcę być aktorką, chociaż nie wiedziałam skąd się biorą aktorzy. Gabriela Mankiewicz, wspomniana nauczycielka, była właściwą osobą, którą miałam szczęście spotkać na mojej drodze. Głowę miałam pełną poezji, prozy. Do osiemnastego roku życia pracowałam na to, by dostać się do Akademii Teatralnej. Poezja rozwijała wyobraźnię, wrażliwość ale i pamięć.

Czy może pani wskazać jeden przełomowy moment, w którym pojawiło się uczucie, że wszystko naprawdę idzie w dobrym kierunku?

Był taki moment na III roku studiów w Akademii Teatralnej. Byłam jedyną studentką, która pracowała w teatrze. Był to teatr Współczesny na ulicy Mokotowskiej - oczywiście w Warszawie. To było miejsce wielkich nazwisk. Grali tam m.in.: Maja Komorowska, Andrzej Chyra, Janusz Michałowski, Krzysztof Kowalewski, Marta Lipińska, Zofia Kucówna czy Bronisław Pawlik Występowanie obok takich osób na III roku studiów już można było nazwać wielkim osiągnięciem.

Tarnowskie Góry, pani rodzinne miasto. Zostały w przeszłości jako miejsce, gdzie się pani wychowała? Czy może znaczą coś więcej?

Tęsknię za Tarnowskimi Górami. Często powtarzam, że żadne inne miasto nie ma tak specyficznego zapachu. Mieszkałam na ulicy Łukowej 2/1. Każda brukowana uliczka, kamienica, każdy mur czy kościół św. Piotra i Pawła mają dla mnie ogromną wartość sentymentalną. Jako dziecko biegające bez stresu po tym miasteczku czułam się po prostu wolna i szczęśliwa.

Podobno wciąż jednak potrafi się pani posługiwać śląską gwarą?

Tak, choć u nas w domu w ogóle nie mówiło się po śląsku. Moja rodzina przeprowadziła się z Kaszub, kiedy miałam 4 lata. Mam dobry słuch oraz pamięć, z czasem przyswoiłam śląską gwarę. Z mamą i bratem rozmawiamy po Śląsku, ale tylko w żartach. Czuję się bardziej Ślązaczką niż Kaszubką.

A śledzi pani informacje o Tarnowskich Górach?

Staram się. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nie istnieje już Kino Europa. Z kolei cieszy mnie, że kino odżyło w Tarnogórskim Centrum Kultury. Poza tym, jestem pod wrażeniem, jak to miasto się zmienia. Starówka jest naprawdę piękna. Sklepik z herbatą należy do moich ulubionych, miasto doczekało się dwóch fajnych hoteli, kawiarenek. Jest miło.

Jest pani rozpoznawalna w Tarnowskich Górach?

Czasem zdarzają się sytuacje, że ktoś podejdzie i powie, że mnie zna. Mam jednak to szczęście, że na co dzień wyglądam inaczej niż w telewizji. Kiedyś leciałam jednym samolotem z Małgorzatą Kożuchowską i zrozumiałam jak to jest wyglądać tak samo w serialu i w życiu. Każdy chciał od niej autograf lub zdjęcie. Jej postać po prostu nie jest w stanie się ukryć. Ja natomiast jestem na tyle plastyczna, że w rolach wyglądam zupełnie inaczej niż na żywo, inaczej się ubieram, inaczej maluję. Nagminne w taksówkach, kierowcy rozpoznają mnie po głosie, nie po twarzy.

Portale plotkarskie piszą o pani, jako o kobiecie, która z szarej myszki przekształciła się w seksbombę. Media zauważyły pani metamorfozę sprzed kilku lat, kiedy m.in. zmieniła pani fryzurę i szeroko się o tym rozpisywały.

Nigdy nie czułam się seksbombą. Ja się czuję osobą bardzo plastyczną uwarunkowaną do tego, żeby grać różne osoby . Kiedy trzeba dziewczyny, która ma zagrać seksbombę, to ja potrafię się w nią wczuć. Jeśli chodzi o metamorfozę, to jest to po części normalny element mojej pracy. Związany był z tym, ze przez około rok byłam pomijana w serialu „Na Wspólnej”. Musiałam o sobie przypomnieć, powalczyć o siebie na rynku pracy. Żeby to zrobić, można albo się rozwieźć, albo wyjść za mąż, albo trzeba dostać rolę w filmie, a filmów jest mało. Była to też moja metamorfoza wewnętrzna, kiedy ze studentki przekształcałam się w kobietę.

Sesja zdjęciowa w magazynie Playboy pomogła pani w karierze?

Nie mam pojęcia czy mi pomogła, na pewno osoby czytające ten magazyn, a może bardziej oglądające, zobaczyły że mam w sobie odwagę i mam ładne ciało, którego się nie wstydzę.

Nie jest po prostu wkurzające, że plotkarskie media wciąż rozpisują się na temat tego, co pani ubrała lub jak się umalowała.

Ale mnie jest miło, że zwracają uwagę, bo sama czuję się dobrze ubrana. Duży wpływ na mój styl ma fakt, że dużo podróżowałam po świecie, nawet teraz przeglądam m.in. modowe portale. Czuję, że mam wyczucie co jest modne i ponadczasowe. Ale nie przebieram się tylko się ubieram. Raczej nie pokazuję czegoś, co trzeba ukryć.

A gdyby pani uprawiała inny zawód, zwracałaby pani taką samą uwagę na ubiór?

Mam ogromne wymagania estetyczne. Przywiązuję wagę do tego , czym się otaczam i jak to wygląda. Mąż na przykład wraca do domu i potrafi być zaskoczony tym, że akurat nie ma nowego mebla lub innej zmiany. Cały czas dążę do tego, żeby było przytulnie i ładnie. Często słyszałam od mamy, żeby nie oceniać człowieka po opakowaniu. W życiu jest tak, ze to „opakowanie” strasznie dużo o nas mówi. Na przykład o tym czy człowiek jest zadbany, umyty, jakie nosi kolory, czy poświęca czas na to, żeby innym ludziom było miło w jego towarzystwie, czy zwraca uwagę na to, jakimi przedmiotami, książkami, muzyką się otacza, tym samym tworząc swój świat. Może się on komuś podobać lub nie ale jest jakiś, jest czyjś wybrany przemyślany.

Na święta w Śląsku Plus mamy dla Was świąteczną promocję. Cały rok za pół ceny. Zapraszamy!


W3Schools

Tomasz Klyta

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.