Nie można bać się silnego Górnego Śląska. Bo silny Śląsk to przecież silna Polska

Czytaj dalej
Marcin Zasada, Marek Twaróg

Nie można bać się silnego Górnego Śląska. Bo silny Śląsk to przecież silna Polska

Marcin Zasada, Marek Twaróg

Po tych trzech latach lepiej dostrzegam całą złożoność, różnorodność, wielość opcji i opinii, które na Górnym Śląsku są obecne. Godne poparcia są postulaty budowania metropolii opartej na silnej samorządności - mówi apb Wiktor Skworc w rozmowie z Marcinem Zasadą i Markiem Twarogiem.

Wybucha strajk w kopalni. Czy ksiądz arcybiskup pojechałby do górników?
Bez zawahania. Bywałem na strajkach - zaproszony i z własnej inicjatywy. Pasterz Kościoła na Górnym Śląsku nie może być nieobecny w takich momentach. Tym bardziej, że wchodzimy w konfliktowe sytuacje wnosząc myśl katolickiej nauki społecznej, w duchu ewangelicznej empatii - płaczu z płaczącymi i dzielenia radości z radosnymi. W tym właśnie duchu, w czasie niedawnych dramatycznych chwil w Kompanii Węglowej i Jastrzębskiej Spółce Węglowej, utrzymywałem kontakt ze wszystkimi stronami konfliktu. Starałem się działać koncyliacyjnie, zachęcałem do kolejnej próby znalezienia rozwiązania, do dialogu.

Spotykał się ksiądz arcybiskup ze stronami sporu? Co prawda mówiło się o tym, ale Kościół się tym nie chwalił.
I dobrze. Zostawmy to właśnie tak. Byliśmy - jako Kościół - duszpastersko obecni przede wszystkim modlitwą, co wyraźnie pokazał wspólny komunikat, wydany razem z biskupem gliwickim i bielsko-żywieckim.

Pytamy o to nieprzypadkowo. Dziś przecież bez wątpienia stoimy w obliczu końca epoki przemysłu na Śląsku. Jaką społeczną rolę ma w związku z tym do wypełnienia śląski Kościół?
Racja - epoka przemysłu ciężkiego na Śląsku odchodzi do przeszłości, nawet jeśli górnictwo pozostanie ważną częścią gospodarki w regionie, a polska energetyka będzie opierała się na naszym węglu. Liczę, że państwo polskie będzie w stanie precyzyjniej określić swoje potrzeby w tym zakresie i prowadzić racjonalną politykę wobec śląskiego górnictwa. Od tego właśnie zależy bezpieczeństwo energetyczne kraju, więc mamy prawo oczekiwać i domagać się klarownych rozwiązań dla Śląska.

Ale co z tą rolą Kościoła?
Zacznę od tego, że 20 lat temu nasza diecezja podpisała partnerstwo z diecezją Essen. Gdy w latach pięćdziesiątych powstała ona w Zagłębiu Ruhry, na jej terenie działało 70 kopalń i mieszkało 1,5 miliona ludzi. Dziś jest jedna kopalnia i 800 tysięcy mieszkańców. Ta transformacja nie odbyła się bez konfliktów, ale dzięki rozważnej polityce państwa, tworzeniu nowej oferty pracy dla górników, był to i tak dość spokojny, rozłożony w czasie proces. Kościół w nim uczestniczył, pełniąc swoje zadanie głoszenia prawdy Ewangelii, w której są źródła społecznej nauki Kościoła. Ówczesny biskup katowicki, stwierdzając podobieństwo kontekstów społecznych i gospodarczych między Górnym Śląskiem a Zagłębiem Ruhry, starał się korzystać z duszpasterskiego doświadczenia diecezji Essen. Tam proces zmian dokonał się z zachowaniem pokoju społecznego i etosu związanego z pracą górniczą, a także pewnego systemu wartości. Więc nie tylko Kościół, ale i inne podmioty życia społecznego mogą się z tamtych doświadczeń wiele nauczyć.

Na czym w szczegółach polega to czerpanie doświadczeń z Zagłębia Ruhry?
Przez lata naszego partnerstwa odbywały się spotkania na różnych szczeblach - wizyty i rewizyty. Dzięki wymianie doświadczeń - tych związanych bezpośrednio z górnictwem, jak i doświadczeń duszpasterskich - nie odkrywamy Ameryki. Ktoś przed nami przeprowadził w górnictwie podobne procesy zmian. Wiem, że spotykały się również zarządy spółek górniczych, przedstawiciele pracodawców i pracobiorców, władze samorządowe, parafie, a nawet górnicze orkiestry. To nasze międzydiecezjalne partnerstwo umożliwiało spotkania wielu innym.

A może Kościół boi się wejść głębiej w ten problem w obawie przed zarzutami o angażowanie się w politykę? Gdzie powinna być zarysowana granica tej ingerencji?
Jeśli przyjmiemy, że polityka to troska o dobro wspólne, to odpowiedź jest jasna. Ogólnie przyjętą zasadą jest unikanie obecności w bieżącej polityce, w walkach czy sporach partyjnych, zaś obowiązkiem jest towarzyszenie światłem Ewangelii każdemu człowiekowi. To jest misja Kościoła. Nie jesteśmy od rozwiązywania problemów prawnych, gospodarczych czy politycznych, ale od głoszenia nauki Chrystusa. Funkcję Kościoła na Górnym Śląsku - i nie tylko - określiłbym jako krytyczno-profetyczną. Każdą rzeczywistość można w duchu Ewangelii zmieniać. Biskup Herbert Bednorz, któremu przez wiele lat towarzyszyłem, miał świadomość, że jest "głosem niemających głosu". Wtedy, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, Kościół pełnił różne role zastępcze, gdy społeczeństwu została odebrana podmiotowość, a instytucje społeczne nie funkcjonowały lub były agendami rządzącej partii. Myślę na przykład o roli, jaką dziś wypełniają związki zawodowe.

Dziś, w relatywnie normalnych czasach, Kościół czuje się zwolniony z kontynuowania tego społecznego obowiązku?
Po roku 1989 mamy zupełnie inną sytuację - społeczeństwo odzyskało podmiotowość, samo może formułować swoje postulaty. Z drugiej strony, społeczeństwo stało się bardzo zatomizowane, ciężko więc znaleźć konsensus dla pewnych rozwiązań. Dziś Kościół podejmuje się pełnienia roli jednoczącej, proponuje płaszczyznę dialogu… Potrzebna jest również mediacyjna posługa Kościoła, zwłaszcza gdy sytuacje ulegają zaognieniu, co się zdarza nawet w demokracji.

A może ludzie, którzy dziś obawiają się o swoją pracę, o to, jak będą żyć ich dzieci na Śląsku, potrzebują donośniejszego głosu duszpasterzy na temat górnictwa, przemysłu, potrzebują - nazwijmy to - Kościoła ludzi pracy? Takich słów na przykład, jak księdza arcybiskupa z ostatniej homilii barbórkowej, głośno komentowanej nie tylko w naszym regionie.
Przygotowując tę homilię, myślałem przede wszystkim o jej adresatach. Kościół ze swojej natury powinien poruszać kwestię dobra wspólnego, potrzeby dialogu i spotkania - to jest droga do rozwiązywania problemów i utrzymywania pokoju społecznego. Zjawiska, o których panowie mówią, mogą niepokoić. Ale przecież doświadczony górnik wie, że każda kopalnia kiedyś umrze. Sam pracowałem w kopalni, której już nie ma - mówię o kopalni Walenty-Wawel w Rudzie Śląskiej. Na marginesie dodam, że do dziś jestem wdzięczny biskupowi Bednorzowi za inicjatywę praktyk robotniczych dla alumnów seminarium duchownego. Rok pracy "na dole" to była dobra szkoła życia.

A propos wagi słów, wrócimy do słynnego stwierdzenia księdza arcybiskupa sprzed 3 lat: "Żyjemy na Śląsku, ale jesteśmy Polakami". Ciągną się za księdzem arcybiskupem te słowa.
To cytat z jednego z pierwszych wywiadów, których udzieliłem po powrocie na Górny Śląsk po 14 latach posługi w diecezji tarnowskiej, w Małopolsce. Wyraziłem to, co wówczas czułem.

Czy dziś, mając w pamięci różnorodność Śląska, różne postawy Ślązaków, ale i delikatność tego zagadnienia, sformułowałby ksiądz arcybiskup tę myśl w taki sam sposób?
Żyjemy w teraźniejszości, ale czerpiemy z przeszłości. Obraz przeszłości zaś, który nosimy w sobie, wywodzi się z doświadczenia własnej rodziny i środowiska. Mój obraz osobisty to dorastanie w Bielszowicach, pomiędzy dwiema wieżami - kościelną i kopalnianą. W moim domu trwała nie tylko pamięć wywózki brata mego ojca na wschód w 1945 roku, ale i świadomość, że rodzina optowała za Polską i po plebiscycie przeniosła się z niemieckiego Zabrza do polskiej, dzisiejszej Rudy Śląskiej. Wiedzieliśmy, że jesteśmy Ślązakami, żyjemy na Śląsku, "godomy po ślonsku", a w szkole uczą nas po polsku. Doświadczając tego wszystkiego, byliśmy też świadomi, że nasza śląska Ojcowizna ulokowana jest w Polsce. Właśnie to chciałem w tamtym wywiadzie powiedzieć.

Czy te trzy lata były dla księdza arcybiskupa jakąś lekcją? Że ta śląska wrażliwość ma wiele różnych odcieni?
Mogę stwierdzić, że po tych trzech latach lepiej dostrzegam całą złożoność sytuacji, paletę różnorodności, wielość opcji i opinii, które na Górnym Śląsku są obecne. Powołali się Panowie wcześniej na moją wypowiedź, ale proszę znaleźć jakąkolwiek inną, w której sugerowałbym, że czyjeś odmienne spojrzenie na Górny Śląsk jest rzeczą niewłaściwą. Nie znajdą Panowie takiej.

Czy ta różnorodność Śląska to cnota? Nie chcemy znowu opowiadać, jacy to jesteśmy wyjątkowi, ale ten region jednak jest nieco inny niż reszta Polski.
My, Ślązacy, potrafimy asymilować, niejako włączać we własny krwiobieg. To wynika z wielokulturowości, wielowiekowego doświadczenia. Tu było skrzyżowanie różnych dróg: politycznych, kulturowych, społecznych. Proszę zobaczyć, co stało się, gdy do pracy w kopalniach przybyły tysiące ludzi, dla których powstały nowe miasta: Żory czy Jastrzębie. Ci ludzie zintegrowali się i dziś ze Śląskiem się identyfikują. Mówią nawet o sobie: jestem już "pniokiem", a nie "krzokiem". Co było przez lata czynnikiem integrującym tych ludzi?

Kościół?
Kościół. Jastrzębie jest tego doskonałym przykładem. Naszym niezmiennym zadaniem, również dziś, jest budowanie wspólnoty.

Jak ksiądz arcybiskup widzi pragnienie tej części Ślązaków, którzy dziś manifestują śląskość inną niż tę ludowo-jarmarczną z czasów PRL? W tle tego pobrzmiewa autonomia, regionalna tożsamość czy wręcz narodowość śląska. To postawa dzisiaj dość popularna.
Każdy ma prawo do swoich przekonań, ale powinniśmy dążyć do mówienia z Górnego Śląska i o Górnym Śląsku jednym głosem, a przynajmniej zgodnym chórem. W innym przypadku ten głos nie będzie słyszalny. Moim zdaniem, godne poparcia są postulaty budowania w regionie metropolii opartej na silnej samorządności.

Nie udaje się to również dlatego, że Warszawa boi się, że metropolia to pierwszy krok do autonomii. Tak przynajmniej brzmi wymówka naszych, regionalnych polityków, którzy w staraniach o metropolię ponieśli druzgocącą klęskę.
Nie można obawiać się silnego Górnego Śląska, bo on oznacza silną Polskę. Wspomnieliście Panowie autonomię. Wróćmy do 1920 roku, do prawdy historycznej: czy wtedy na Górnym Śląsku była autonomia, czy samorządność? Słowo "autonomia" jest dziś niestety straszakiem; wywołuje ono negatywne odczucia w Warszawie, analogicznie, jak w Londynie i w Madrycie. Nasuwa się pytanie: czy mamy się trzymać kurczowo takiego określenia, czy nie powinniśmy raczej dążyć do osiągania konkretnych celów? A są nimi między innymi rozwój Górnego Śląska, poprawa jakości życia, uporanie się ze skutkami grzechu ekologicznego.

Zwolennicy autonomii to pewnie środowiska konserwatywne, bliskie tradycyjnemu śląskiemu myśleniu o wartościach. Również z nimi Kościół powinien rozmawiać.
Ta dyskusja się toczy, a Kościół na Górnym Śląsku przed nikim się nie zamyka, nikogo też nie wyklucza. Jego siłą jest również to, że nie pozwala się nikomu instrumentalizować. Jednak pierwszeństwo ma zawsze ewangelizacja. Stąd II Synod Archidiecezji Katowickiej.

A jaki Górny Śląsk widzi ksiądz arcybiskup za 5-10 lat?
Dla mnie pozytywnym symbolem przyszłości Górnego Śląska jest to, co powstało na terenie dawnej kopalni Katowice: trzy znaczące obiekty. Nazwijmy je: historia, kultura, ekonomia. Na tych filarach można budować tożsamość i przyszłość Górnego Śląska. Papież Jan Paweł II powiedział: "Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie dziś, to kiedy?". Nasza przyszłość zależy przede wszystkim od nas. Ta świadomość jest obecna w społecznościach lokalnych, w samorządach. Wiemy, że kilka środowisk pracuje nad planem dla Górnego Śląska. Może powstanie jeden wspólny taki plan?

Mówimy o Kościele jako całości, ale porozmawiajmy o duszpasterzach. Czy są przygotowani na nowe? W kwestiach cywilizacyjnych, tożsamościowych, politycznych. No i czy są gotowi na nowe w Kościele, bo chyba i tu mamy do czynienia ze zmianami?
Kandydaci do kapłaństwa nie spadają z nieba. Biorą się oni z naszych rodzin, do seminarium przynoszą doświadczenia dotychczasowego swojego życia. Kształtują ich najpierw mikroświaty: rodzina, szkoła, parafia. A my potem z największą starannością staramy się ich przygotować do kapłaństwa. Jako jedna z niewielu diecezji w Polsce wprowadziliśmy w tym celu rok propedeutyczny.

Cóż, strasznie dostałem kiedyś po głowie, gdy podważyłem w "Dzienniku Zachodnim" jakość przygotowania księży do rozmów z dziećmi, rodzinami. Uważałem jednak, że mam prawo to oceniać jako parafianin.
Oczywiście, można dyskutować o przygotowaniu duszpasterskim. Natomiast w kwestii formacji intelektualnej uważam, że jest ona na wysokim poziomie. Dzięki staraniom arcybiskupa Damiana Zimonia oraz całego środowiska kościelnego i naukowego, mamy w Katowicach Wydział Teologiczny. Pytanie, czy dzisiaj szkoła średnia przygotowuje dobrze do studiów wyższych, w tym teologicznych, do podejmowania ról społecznych?

Można się nauczyć bycia duszpasterzem?
Trzeba się uczyć. Najlepiej na przykładach, a takich w dziewięćdziesięcioletniej historii archidiecezji przecież nie brakuje.

Może też na przykładzie papieża Franciszka? W jaki sposób jego pontyfikat, jego wizja Kościoła XXI wieku, Kościoła nowych czasów, wpłynęła na myślenie księdza arcybiskupa o śląskim Kościele?
Krok w kierunku człowieka, w kierunku potrzebujących, ubogich - to jest coś, w czym naśladujemy papieża. W pracy charytatywnej, nie zawsze zauważanej, nie zawsze docenianej. Mamy kościelną instytucję szybkiego reagowania. To Caritas. Podam jeden przykład, jak ona działa: gdy po niedawnym wybuchu gazu w katowickiej kamienicy mieszkańcy znaleźli się w dramatycznej sytuacji, po godzinie byli już pod dachem, pod opieką Caritas. Oto właściwe działanie Kościoła! Papież Franciszek uczy nas ciągle bycia blisko człowieka, takim jakim jest.

Również poprzez media?
Tak, chociaż Twittera już sobie pewnie nie założę.

Plan dla archikatedry

W trakcie wywiadu abp Skworc zdradził również plan "otwarcia" katedry na ostatnią dekadę przed setną rocznicą powstania katowickiej diecezji (w tym roku świętuje 90-lecie). Pisaliśmy o nim w DZ w ub. tygodniu. Plan zakłada m.in. ulokowanie panteonu Ślązaków w podziemiach świątyni, stworzenie dla turystów tarasu widokowego na jej dachu i przebudowę dzwonnicy zgodnie z oryginalnym, niedokończonym nigdy projektem z 1925 r.

Abp Wiktor Skworc 19 maja będzie świętował 67. urodziny

Urodził się w Bielszowicach - dzisiejszej dzielnicy Rudy Śląskiej. Maturę zdawał w rudzkim II LO. Absolwent śląskiego seminarium (w 1973 r. - wtedy jeszcze w Krakowie), w tym samym roku wyświęcony w katowickiej archikatedrze przez bp. Herberta Bednorza. Zanim w 2011 r. został mianowany arcybiskupem metropolitą katowickim, w latach 1998-2011 przewodził diecezji tarnowskiej.

Marcin Zasada, Marek Twaróg

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

silus

bo przecież z czegoś ta Polska musi żyć!

fajla11

IM BIEDNIEJSZY NARÓD -TYM LEPIEJ SIĘ NIM STERUJE --
prawda to --
Książe Busek -zlikwidował wszystko -dla prywaciarz z E.U-
Dziewo -to dziki kraj -
POLSKI JUŻ NIEMA -SIENKIEWICZ
ITD -SYF TU JEST --
POLACY WOLĄ BYĆ NIEWOLNIKAMI -NIŻ ROBOLAMI W DZIKIM KRAJU

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.