Nie stać nas na zatrzymanie machiny przemysłowej tam, gdzie ona działa

Czytaj dalej
Marcin Zasada

Nie stać nas na zatrzymanie machiny przemysłowej tam, gdzie ona działa

Marcin Zasada

Rewitalizacja Śląska to konieczność, ale ona musi być zdiagnozowana na szczeblu władzy centralnej - mówi Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE ds. rynku wewnętrznego.

Rozmawiamy wprzededniu Kongresu Małych iŚrednich Przedsiębiorstw. Odwróćmy namoment role - załóżmy, że to pani przyjechałaby natę konferencję jako średni przedsiębiorca. Co wtedy chciałaby pani usłyszeć odunijnego komisarza, który odpowiada m.in. zaten element europejskiej gospodarki?
Zaczęłabym od znajomości faktycznego podziału ról: co może zrobić Komisja Europejska, a co dany kraj członkowski UE. Bo dziś w Brukseli przedsiębiorcy najczęściej skarżą się na to, za co odpowiedzialne są poszczególne państwa, choćby na podatki. Natomiast co do sfery, na którą Unia ma wpływ - za miesiąc ogłosimy duży plan dotyczący małych i średnich przedsiębiorstw europejskich. Adresujemy go do firm, które chcą rosnąć i zwiększać dochody, a to jest w Europie bardzo trudne. Problemem są szczególnie źródła finansowania, bo u nas kapitał głównie leży w bankach i dlatego wiele innowacyjnych przedsiębiorstw przenosi się dziś do Ameryki.

Mieszkanie za czytanie

Amerykańscy inwestorzy od dawna są bardziej skłonni do ryzyka i lokowania swoich pieniędzy w przedsięwzięcia, na które w Europie patrzy się sceptycznie.
W Stanach Zjednoczonych świetnie działa cały system venture - kapitalistów, którzy nie tylko inwestują własne pieniądze, ale i są cierpliwi w oczekiwaniu na zyski. W Europie również tej cierpliwości, głównie w długiej perspektywie, brakuje. Podstawowy system finansowania przedsiębiorstw w Unii opiera się na bankach, które pieniądze posiadają, ale często boją się ryzyka. To, co chce zrobić Komisja Europejska, to próba budowy modelu instytucji pożyczkowych, które ułatwiłyby dostęp do funduszy dla przedsiębiorców. W 2017 roku zacznie działać fundusz skrojony pod start-upy, który będzie dysponował kwotą 1,5 mld euro.

Zatem Unia Europejska próbuje instytucjonalnie zabrać się za coś, co w Ameryce jest kwestią biznesowego obyczaju i kultury?
Wręcz przeciwnie - nie chcemy wkładać tego funduszu w żadne ramy instytucjonalne. To mają być zalążki prywatnego systemu finansowania, na razie z zachętą w postaci małego kawałka publicznych pieniędzy. W amerykańskiej Dolinie Krzemowej widziałam niedawno wielu polskich przedsiębiorców. Oni, podobnie zresztą jak wielu innych Europejczyków, wcale nie chcą z tej Europy wyjeżdżać. Ale potrzebują warunków, które dziś dają im tylko Stany Zjednoczone.

A propos drobnej przedsiębiorczości: czy pani broni interesów zagranicznych marketów?
Słyszałam o tych zarzutach, ale nikt nie zadał sobie trudu, by sprawdzić, że procedurą w sprawie polskiego podatku handlowego zajmowała się Dyrekcja ds. Konkurencji w Komisji Europejskiej , którą nadzoruje pani komisarz Margrethe Vestager. Niezależnie od tego, muszę powiedzieć, że Komisja Europejska restrykcyjnie pilnuje przestrzegania przepisów i rzekomy lobbing sieci handlowych, o którym rozpisywano się w Polsce, byłby w tej sprawie nieskuteczny.

Przedstawiciele tego lobby - znów cytując zarzuty wynikające z zablokowania podatku handlowego w Polsce - mieli również przychodzić do pani.
Z nikim takim nie spotkałam się w tej sprawie. Natomiast, nawet jeśli ktoś chciałby w Komisji Europejskiej przedstawiać swoje racje, to musi działać na bazie legalizmu, prawa i europejskich przepisów. Jeśli chodzi o samą sprawę, to tę samą sytuację mieliśmy kilka lat temu na Węgrzech. Węgry dwukrotnie wycofywały się z podobnego podatku. W Polsce zapominamy cały czas, że dialog z Komisją Europejską nie jest dla nas w żaden sposób zablokowany.

To jak Polska powinna rozmawiać dziś z Komisją Europejską?
Chciałabym, żeby ta rozmowa odbywała się w trochę innej atmosferze, żebyśmy raczej byli stawiani za przykład, a nie krajem, przeciwko któremu wszczyna się procedury. Europa w swojej ogromnej masie polega na dialogu, a on zakłada czasem rozsądną kalkulację i skłonność do ustępstw. Każdy z 28 krajów, niezależne od tego, czy zamieszkuje go pół miliona czy 90 milionów mieszkańców, ma w najważniejszych dla Unii sprawach jeden głos w Radzie i prawo do wskazania jednego kandydata na komisarza w Komisji Europejskiej. Trzeba się jakoś porozumieć. Teraz, z mojej perspektywy, wracając do poprzedniego pytania: prowadzimy mnóstwo spraw przeciwko różnym krajom, czasami nakładamy kary za naruszenia prawa europejskiego. Każdy przypadek przechodzi jednak przez taką liczbę szczebli prawnych i administracyjnych, by była absolutna pewność, że wszystko zostało naprawdę rzetelnie sprawdzone.

Na Polskę już nakładała pani jakąś karę?
Nie było jeszcze takiej sprawy. Co więcej, te postępowania dotyczące naruszeń europejskiego prawa, które wszczynamy w stosunku do innych państw, często godzą w interesy polskich rozwijających się firm - pamiętajmy, że mówimy o ograniczeniach na rynku wewnętrznym Unii Europejskiej. Warto wspomnieć chociażby o nowej sprawie: ograniczeniach działalności firm z tzw. sharing economy (gospodarka współdzie-lenia).

Czy Europa również będzie się wspólnie zbroić - zgodnie z pomysłem emitowania obligacji obronnych?
Do tej pory na ten cel nie mogły być przeznaczane żadne pieniądze europejskie. Ale trzy lata temu państwa podjęły decyzję o wspólnym programie badawczo-rozwojowym wartym 90 mln złotych, a poświęconym obronności. I to był przełom. Teraz trzeba iść krok dalej: wspierać państwa członkowskie i przemysł w budowaniu konkretnych zdolności, takich, których państwa nie są w stanie sfinansować samodzielnie z powodu dużego ryzyka.

Tak Unia Europejska reaguje na prowokacyjną politykę Rosji?
Prawdą jest, że w ciągu ostatnich dwóch lat na świecie zdarzyło się bardzo wiele, by zmieniło się stanowisko UE w sprawie pilnowania bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Z drugiej strony, jedynym krajem, który zdecydowanie sprzeciwiał się unijnym wydatkom na zbrojenia, była Wielka Brytania. Dziś reszta krajów członkowskich widzi, co dzieje się na świecie i zgodnie mówi, że może warto uczynić jakiś krok w stronę wspólnej obronności: np. stworzyć kompatybilne systemy bezpieczeństwa. Finansowanie? Częściowo z Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych. Ale to za mało, stąd pomysł obligacji. Kilka dni temu byłam w Bratysławie na spotkaniu ze wszystkimi ministrami obrony. Ich odzew na moją propozycję w tej sprawie był bardzo pozytywny.

Jak dokładnie Europa zamierza się zbroić - między innymi za pieniądze z obligacji?
Mówimy o produkcji i wdrożeniu technologii, które opracowano podczas naszych badań. Nie wymienię jeszcze konkretnych inwestycji, ale produkcja na pewno zostanie umieszczona w Europie, więc to także szansa dla naszego przemysłu.

Mówi pani w jednym z zagranicznych wywiadów, że „przemysł wciąż powinien być napędem Europy”. Jak ta doktryna ma się do perspektyw regionów, w których ten przemysł do tej pory był lokalizowany?
Nie stać nas na zatrzymywanie machiny przemysłowej tam, gdzie ona wciąż działa. Jeśli stracimy przemysł stalowy, a przecież Chiny próbują zalewać nas swoją stalą, to za nim z Europy wyjdzie produkcja samochodów. Gdy stracimy motoryzację, zniknie 70 procent sfery usług, która stoi za samochodami. Ale wyzwaniem, które nieodmiennie towarzyszy industrialnej Europie, jest przekształcanie jej w kierunku nowych technologii i cyfryzacji.

Kiedy i jak z tym wyzwaniem zmierzy się Śląsk?
Swój trudny okres, czyli lata 90., przemysłowy Śląsk ma już za sobą. Mamy tu już bardzo zdywersyfikowaną, znaną w Europie, ofertę, w której coraz istotniejszą rolę odgrywają gałęzie innowacyjne - informatyka czy technologie medyczne. Wiemy też, i to Europa powinna zrozumieć, że polski bilans energetyczny jest wciąż oparty na węglu. Ale żeby Europa to zrozumiała, Polska powinna najpierw postarać się to wytłumaczyć, na przykład w formie spójnego planu, obejmującego przede wszystkim inwestycje na Śląsku.

Czy inwestycjom w kontynuowaniu produkcji nie powinien w końcu towarzyszyć kompleksowy, ukierunkowany na zdegradowane fragmenty miast aglomeracji śląskiej, program rewitalizacyjny? Dziś śląscy samorządowcy mówią: „To tu mieści się dziś Polska B”.
Tak, ale taki program powinien być efektem spójnej polityki miejskiej tworzonej na poziomie rządowym. Polityki miejskiej, która obejmowałaby całe aglomeracje, ale i duże, średnie oraz małe ośrodki z osobna. Dla Śląska program rewitalizacyjny jest koniecznością, ale to musi być zdiagnozowane na szczeblu władzy centralnej. Tak jak to było z Bytomiem, dla którego udało się nam zdobyć 100 mln euro unijnych pieniędzy. Nie wskazaliśmy go palcem na mapie, wybraliśmy to miasto na podstawie dokładnych danych infrastrukturalnych czy społecznych. One pokazywały, że np. w Polsce wschodniej żyje się dziś lepiej niż na Śląsku.

A wicepremier Mateusz Morawiecki uważa, że miasta ściany wschodniej zazdroszczą Śląskowi jakości życia.
A ja znam wielu Ślązaków, którzy niedawno odwiedzili wschód Polski i podziwiają, jak wypiękniały tamtejsze miasta, jak wzbogaciły się o infrastrukturę. Trudno mi recenzować program wicepremiera Morawieckiego. Ale powiedzmy sobie uczciwie, że przez lata Polska wschodnia była traktowana priorytetowo w programach rządowych i europejskich. Czy Białystok albo Lublin mają czego zazdrościć Śląskowi? To jest region przemysłowy, przez lata bezlitośnie eksploatowany. Czy dzięki temu dziś na Śląsku na pewno żyje się lepiej, wygodniej niż na wschodzie Polski? Popatrzmy jak, na przykład, wyglądają centra naszych miast, czy jak działa dziś komunikacja publiczna, ile - w przeliczeniu na mieszkańca - przeznacza się na nią pieniędzy.

Metropolia, która ma zacząć działać u nas od lipca przyszłego roku, to jest jakaś realna recepta na rozwiązanie części tych problemów?
Jeśli dzięki niej uda się choćby trochę poprawić jakość transportu publicznego w aglomeracji śląskiej, już to będzie ogromną wartością. Dobrze, że rząd zauważył potrzebę stworzenia modelu administracyjnej współpracy i integracji naszych miast. Dotychczas ta współpraca, choć wydaje się oczywista, nie istniała. I jej też samorządowcy muszą się nauczyć, jeśli chcemy faktycznie mówić o metropolii.

Rozmawiał Marcin Zasada

Elżbieta Bieńkowska, komisarz Unii Europejskiej do spraw rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i małych oraz średnich przedsiębiorstw. Wcześniej minister rozwoju regionalnego (2007-2013), senator VIII kadencji (2011-2014) oraz wicepremier i szefowa połączonego resortu infrastruktury i rozwoju.

Marcin Zasada

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.