Nie wszyscy wracają spod ziemi. Największe katastrofy górnicze

Czytaj dalej
Paweł Pawlik

Nie wszyscy wracają spod ziemi. Największe katastrofy górnicze

Paweł Pawlik

Historia katastrof górniczych, to od zarania część historii górnictwa węgla kamiennego. Niezależnie od postępu cywilizacyjnego i rozwoju technologii, część nierozerwalna. Dane Wyższego Urzędu Górniczego wskazują, że to ludzkie błędy są główną przyczyną takich zdarzeń. Liczbę ofiar trudno oszacować. Pod koniec XIX wieku, ludzi pracujący pod ziemią nie uważano za godnych ujęcia w statystykach. W okresie PRL, dane na temat wypadków były skrzętnie tuszowane. W XXI wieku informacji na temat tragicznych zdarzeń ukryć się nie da w przeciwieństwie do chciwości, która wciąż odbiera niewinne życia.

Katastrofa w kopalni „Ludmiła”
Kopalnia powstała w roku 1863 jako kopalnia głębinowa. W jej skład wchodziły dwa szyby wydobywcze: Möbius i Jan. Szybami tymi eksploatowano pokłady 501 i 510. W 1881 roku, na terenie leżącym dziś w administracyjnych granicach Sosnowca, w nieistniejącej już dziś kopalni „Ludmiła", wydarzył się tragiczny w skutkach wypadek, który pochłonął wiele ludzkich istnień.
Z powodu oszczędności i redukcji kosztów usunięto z kopalnianych podziemi część drewnianych podpór, które nadwerężyły stabilność wydrążonych w ziemi chodników, co w efekcie spowodowało zawalenie się jednej ze ścian. Bliskość koryta Czarnej Przemszy dopełniła rozmiarów nieszczęścia: wody rzeki przedostały się do wyrobisk w postaci śmiercionośnej kurzawki. W jednej chwili pełne pracujących ludzi chodniki zostały zalane potokami mętnej, mulistej cieszy. Górnicy nie mieli żadnych szans. Zginęło 200 osób. Wśród utopionych było wiele dzieci i pracowników małoletnich, którzy pomagali swoim ojcom przy wydobyciu węgla. Dopiero w roku 1959 udało się odprowadzić wodę z zalanych chodników. Kiedy w roku 1959 górnikom kopalni „Niwka-Modrzejów" udało się wreszcie odprowadzić wodę z chodników, w ich wnętrzu natrafiono na dobrze zachowane urządzenia, narzędzia oraz elementy ubiorów, w tym drewniane chodaki dziecięcych rozmiarów.

Katastrofa w kopalni „Kleofas”
Z 3 na 4 marca 1896 roku w kopalni „Kleofas” na katowickim Załężu wybuchł pożar. Ogień został zaprószony przez pracowników mających naprawić rurociąg parowy. Pożar szybko rozprzestrzenił się na część chodników i szybów, a zmiany ciągu powietrza oraz źle prowadzona akcja ratunkowa sprawiły, że wielu górników zginęło z powodu zaczadzenia. Katastrofa pochłonęła 104 górników. Pochowano ich na cmentarzu przy ul. Brackiej na pograniczu katowickich dzielnic Dąb i os. Tysiąclecia.

Katastrofa górnicza w kopalni „Heinitz”
31 stycznia 1923 roku w kopalni „Rozbark” (dawniej Heinitz) w Bytomiu, na poziomie 420 metrów nastąpił wybuch pyłu węglowego, który objął wszystkie wyrobiska. Górnicy znaleźli się w strefie płomieni oraz dymu i ponieśli śmierć wskutek poparzenia i zatrucia tlenkiem węgla. Potem fala eksplozji przeniosła się chodnikami i szybem na głębszy poziom 660 m oraz na powierzchnię. Początkowo na górze kopalni nie zdawano sobie sprawy z wypadku. Drużyna ratownicza dostała się do zadymionych i zagazowanych wyrobisk dopiero po 7 godzinach. Ofiarą wybuchu padło wówczas 145 osób, z tego 23 w miejscu, gdzie nastąpił wybuch, 12 na poziomie 660 m, 4 na poziomie pośrednim 620 m, 102 w dalszych częściach kopalni oraz 4 ratowników. Ponad 50 zostało rannych. Mogiły ofiar katastrofy znajdują się na rozbarskim cmentarzu, gdzie ich nazwiska wyryte są na wspólnym nagrobku.

Katastrofa górnicza w kopalni „Reden”
W nocy z 20 na 21 września 1923 doszło do pożaru i wybuchu gazu, w wyniku czego śmierć poniosło 38 górników. Podczas wysadzania jednej ze ścian doszło do zapłonu znajdujących się w jej rejonie gazów. Mimo coraz większego pożaru dyrekcja kopalni nakazała zjazd na dół kolejnej zmianie pracowników. Nieudolna akcja gaszenia pożarów oraz błędne decyzje ze strony dyrekcji przyczyniły się do tej jednej z największych tragedii w Zagłębiu Dąbrowskim w XX wieku.

Katastrofa w kopalni „Wenceslaus" w Miłkowie, osadzie wsi Ludwikowice Kłodzkie
9 lipca 1930 roku około 16 w rejonie szybu Kurt w Jugowie doszło do katastrofy. W wyniku wstrząsu na poziomie III, spowodowanego wyrzutem metanu, nastąpiło wypchnięcie liczącego 35 metrów długości bloku węgla. Ilość dwutlenku węgla wydzieloną przy wypchnięciu węgla z ociosu oceniono jako niewielką. Nagłe wyrzucenie bloku węgla zachwiało równowagę w całej ścianie, która zaczęła się obsypywać, powodując gwałtownie nasilający się wypływ dwutlenku węgla. Wielkość wyrzuconych mas skalnych wyniosła 3354 tony. Wybuch metanu nastąpił na poziomie 255 m. Wypadek ten był głośnym wydarzeniem w tamtym czasie, specjalne noty wysłały również władze Polski. Uroczystości pogrzebowe zgromadziły dziesiątki tysięcy ludzi. Śmierć w wyniku katastrofy poniosło 151 górników. Ofiary katastrofy zostały pochowane w oddzielnej kwaterze na cmentarzu w Jugowie, przy której ustawiono pomnik-kaplicę, zaprojektowany przez wałbrzyskiego architekta Pietrusskiego, a wykonany przez rzeźbiarza Wittiga z Nowej Rudy.

Katastrofa w kopalni „Ruben". Od roku 1945 nosiła nazwę „Nowa Ruda”
Spośród wielu zagrożeń w pracy noworudzkich górników największym były wyrzuty skalno-gazowe, które zaczęły występować poniżej głębokości 250 metrów. Pierwszy odnotowany miał miejsce w 1908 roku, ale najtragiczniejszy w skutkach miał miejsce 10 maja 1941 roku w kopalni „Ruben". Na wieczną szychtę odeszło wtedy 187 górników, w tym dwóch jeńców, brytyjskich lotników. Mieszkańców Nowej Rudy pochowano w osobnej kwaterze na miejskim cmentarzu, zaś pochodzących z innych miejscowości na cmentarzach miejscowych.

Katastrofa w kopalni „Niwka-Modrzejów" w Sosnowcu
W 1947 roku w sosnowieckiej kopalni „Niwka-Modrzejów” doszło do samozapłonu węgla. Podobnie, jak i w innych przypadkach katastrofę spowodowały liczne zaniedbania ze strony kierownictwa. W wyniku pożaru śmierć poniosło 25 górników.

Katastrofa w kopalni „Jankowice"
4 maja 1950 roku doszło do tragedii w rybnickiej kopalni „Jankowice”. Tego dnia poprzez zapalarkę do materiałów wybuchowych doszło do zapalenia się metanu oraz wtórnej eksplozji pyłu węglowego. Wybuch osiągnął pole rażenia blisko 2 kilometrów, doprowadzając do śmierci 29 osób.

Katastrofa w kopalni „Łagiewniki". W 1971 włączona do kopalni „Rozbark”
22 maja 1951 roku w bytomskiej kopalni „Łagiewniki” dochodzi do pożaru w komorze narzędziowej przy szybie Rycerski. Trudne warunki na miejscu utrudniły akcje ratowniczą. W wyniku pożaru zginęło 19 górników oraz trzech ratowników.

Katastrofa górnicza w kopalni „Barbara-Wyzwolenie"
21 marca 1954 roku w chorzowskiej kopalni „Barbara-Wyzwolenie” doszło do największej tragedii w powojennym polskim górnictwie. Zaprószenie ognia od lamp karbidowych lub też samozapalenie się węgla doprowadziło do tragedii na ogromną skalę. Łamane przepisy bezpieczeństwa, braki w wyszkoleniu znacznej części załogi oraz nieudolna akcja ratownicza sprawiły, że wielu górników gubiło się w zadymionych korytarzach. Choć oficjalna wersja władz mówiła o śmierci 45 osób, to jednak dziś wiemy, że ofiar było co najmniej 80 (mówi się nawet o 120). Nie mieli oni szans na przeżycie przy tak wysokim stężeniu tlenku węgla i temperaturze.

Katastrofa w kopalni „Sośnica-Makoszowy"
30 maja 1955 w gliwickiej kopalni KWK Sośnica-Makoszowy wybuchł pożar. Prawdopodobnie przyczyną pożaru było zaprószenie ognia karbidówką lub papierosem. Ogień oraz powstające dymy przyczyniły się do śmierci 42 górników.

Katastrofa w kopalni „Boże Dary"
Latem 1956 roku doszło do dwóch tragicznych pożarów na Górnym Śląsku. 18 lipca w katowickiej kopalni „Boże Dary” na miejsce zaistniałego pożaru sprowadzeni zostają ratownicy z wielu ośrodków. Niestety, w wyniku potężnego wybuchu na miejscu ginie 11 ratowników, 12 umiera później w szpitalach, a 100 odnosi obrażenia.

Katastrofa w kopalni „Chorzów"
25 sierpnia z kolei wybucha pożar w kopalni „Chorzów”. Mimo sprawnej akcji ratunkowej część górników zostaje uwięziona w zadymionych wyrobiskach. Przyczynia się to do śmierci trzydziestu z nich.

Katastrofa górnicza w kopalni „Makoszowy”
28 sierpnia 1958 roku doszło do drugiej pod względem liczby ofiar tragedii na powojennym Górnym Śląsku. W mieszczącej się w Zabrzu kopalni „Makoszowy” dochodzi do wybuchu pożaru na poziomie 300 metrów. Spowodowany on został w czasie prac remontowych szyn z użyciem palnika acetylenowego. Ogień wraz z dymami szybko rozprzestrzenia się po wielu wyrobiskach. Nieprzeszkoleni górnicy często tracą orientację w korytarzach, a dyrekcja nie jest w stanie poradzić sobie z akcją ratunkową, w wyniku czego wielu górników otrzymuje rozkaz oczekiwania na miejscu na pomoc. Kończy się to dla nich tragicznie. Śmierć głównie od zaczadzenia ponosi 72 górników. Po tej tragedii całkowicie zmieniono system pożarnictwa oraz BHP w każdej polskiej kopalni.

Katastrofa w kopalni „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach
W latach 70 na terenie znajdującej się w Czechowicach-Dziedzicach kopalni „Brzeszcze-Silesia” doszło do dwóch tragicznych wypadków. Najpierw 28 czerwca 1974-go roku w wyniku wybuchu metanu podczas rabowania ściany, a także wybuchu pyłu węglowego, ginie 34 górników. Pięć lat później, 30 października 1979-go roku doszło do pożaru na głębokości 460 metrów w rejonie przenośnika taśmowego. Uwięzieni górnicy byli bez szans. W pożarze zginęły wtedy 22 osoby.

Katastrofa górnicza w kopalni „Halemba”

21 listopada 2006 roku doszło do najtragiczniejszej w ostatnich latach katastrofy górniczej w Polsce. W kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej doszło do wybuchu metanu oraz pyłu węglowego. W wyniku tego śmierć na miejscu poniosło 23 górników. Przyczyną tragedii było naruszanie przepisów bezpieczeństwa oraz fałszowanie wielu odczytów urządzeń pomiarowych. Ofiary wybuchu zajmowały się wydobywaniem wartościowego sprzętu wydobywczego na poziomie 1030 metrów, mimo poważnego zagrożenia metanowego.

Katastrofa górnicza w kopalni „Wujek”-„Ruch Śląsk”
Katastrofa górnicza w kopalni "Wujek"-"Ruch Śląsk" miała miejsce 18 września 2009. W jej wyniku, na skutek wybuchu metanu, śmierć poniosło 20 górników (12 osób na miejscu, 8 osób w szpitalach), a około 36 odniosło obrażenia.
Według doniesień mediów pożar wybuchł około godz. 10:15 w wyrobisku, które znajduje się w pokładzie 409 na głębokości 1050 m. Spośród górników znajdujących się w rejonie wypadku na powierzchnię samodzielnie wydostało się 29. Kolejnych 9 ewakuowano w ramach akcji ratowniczej.

Najedź kursorem i przeglądaj linię czasu

Paweł Pawlik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.