Niewyjaśnione zaginięcia chorzowian. Niektóre historie mrożą krew w żyłach

Czytaj dalej
Patryk Drabek

Niewyjaśnione zaginięcia chorzowian. Niektóre historie mrożą krew w żyłach

Patryk Drabek

Chorzowianie, po których ślad zaginął. Szukanie ich to jedno z zadań funkcjonariuszy z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie. Są sprawy, które od wielu lat pozostają niewyjaśnione. Niektóre trafiają do tzw. Archiwum X.

Materiały dotyczące tego zaginięcia obejmują 2 tomy akt. 11 lipca 2007 roku do Komisariatu Policji w Skoczowie zgłosiła się kobieta, która poinformowała, że 20 lat wcześniej w Brazylii zaginął jej przyrodni brat, Henryk Kasprzak. Urodził się w 1952 roku i pracował w ówczesnej chorzowskiej Hucie Kościuszko. Nigdy nie był karany, nawet mandatem. Ostatnio był zameldowany przy ulicy Mielęckiego w Chorzowie, więc sprawa została przekierowana na Śląsk. Ostatni kontakt zaginionego z rodziną to list datowany na 10 listopada 1987 roku.

Wynikało z niego, że przebywa w Ameryce Południowej. Kryminalni z Chorzowa ustalili, że Henryk Kasprzak w latach 80. wyjechał na początek do Niemiec, ale nie udało mu się uzyskać obywatelstwa i za kolejny cel obrał Brazylię. Stróżom prawa z Chorzowa w poszukiwaniach poza granicami kraju pomagał Interpol, a w grę wchodziły także takie państwa, jak Kolumbia i Boliwia. Po Henryku Kasprzaku nie było jednak śladu.

Dlaczego jego zaginięcie zostało zgłoszone po 20 latach? Być może chodzi o sprawy majątkowe, a możliwe, że jest to po prostu próba uporządkowania rodzinnych, niewyjaśnionych spraw. Faktem jest, że w poszukiwania zaangażowano m.in. Itakę. Funkcjonariusze policji skontaktowali się natomiast między innymi z liniami lotniczymi, polskimi ambasadami oraz miejscowymi urzędami i odpowiednikami takich instytucji, jak NFZ czy ZUS. Policjanci kontaktowali się także ze Strażą Graniczną i... przedstawicielami duchowieństwa w Brazylii. Sprawdzano czy w jakimkolwiek rejestrze figuruje Henryk Kasprzak.

Te same zapytania wysyłane są cyklicznie, ale efekt jest ten sam: wygląda na to, że chorzowianin rozpłynął się w powietrzu. Ostatni i w tej chwili jedyny ślad potwierdzający istnienie Henryka Kasprzaka to list przesłany z Brazylii. Niewykluczone, że mężczyzna mógł w międzyczasie zmienić dane i zalegalizować swój pobyt w Ameryce Południowej. Mógł, ale tak naprawdę do dziś nie wiemy co się z nim stało...

Nie jest to jedyne tajemnicze zaginięcie mieszkańca Chorzowa. 28 września 2010 roku o godzinie 10 z domu przy ulicy Powstańców wyszedł Grzegorz Zimoch (ur. 19 lutego 1960 roku). Do tej pory nie wrócił i nie skontaktował się z rodziną. W dniu zaginięcia dzwonił m.in. do poprzedniego miejsca pracy i znajomych. Miał przy sobie portfel z dokumentami. Nic nie zapowiadało tego, że nagle zapadnie się pod ziemię. Tego dnia, wychodząc z mieszkania, powiedział żonie, że idzie do Ośrodka Pomocy Społecznej przy ulicy Kruszcowej. Chciał odebrać zaświadczenie o grupie inwalidzkiej. O godzinie 18 rozmawiał jeszcze przez telefon z żoną. Powiedział jej, że jest w Gliwicach (jego telefon rzeczywiście logował się w tym mieście - dop. red.). Twierdził, że poszedł do byłego pracodawcy. Po tej rozmowie nie odebrał już telefonu od małżonki. Policjanci sprawdzili wszystkie tropy, ale dalsze losy chorzowianina są nieznane. Mężczyzna mógł np. wsiąść do autobusu, przekroczyć granicę i wyrzucić dokumenty. To jednak tylko hipoteza.

Już 8 grudnia 2012 roku do policjantów zgłosił się brat zaginionego. W ręce trzymał wycinek jednej z gazet. Opublikowana w niej fotografia prezentowała bezdomnego, który - zdaniem rodziny i znajomych znajomych - przypomina Grzegorza Zimocha.

- Okazało się jednak, że to zdjęcie wykonane przez jednego z chorwackich fotografów, a bezdomny również pochodził z tego kraju - podkreśla asp. Sebastian Imiołczyk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie. Grzegorz Zimoch to zatem kolejny przykład osoby, która po prostu rozpłynęła się w powietrzu.

Trzecia - najbardziej tajemnicza i przerażająca - sprawa z Chorzowa czeka na rozwiązanie od 20 lat. Gdzie w tej chwili jest Barbara Wolany i czworo jej dzieci? Sprawa poszukiwawcza jest prowadzona w Wydziale Kryminalnym Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie od 1994 roku. Barbara Wolany w chwili zaginięcia miała 33 lata, Ilona Wolany - 4, Sebastian Wolany - 2, Andżelika Wolany - 1, natomiast Arkadiusz Wyrzgała - 6. Ustalenia policjantów wskazywały na to, że wszyscy zostali zamordowani, a ciała zostały ukryte.

- Czynności wykonane do chwili obecnej nie doprowadziły do ustalenia miejsca, gdzie znajdują się zwłoki - przekazał asp. szt. Rafał Budniewski, zastępca naczelnika Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie.

Kto mógł zamordować kobietę i jej czwórkę dzieci? Głównym podejrzanym był mąż Barbary Wolany, Ryszard. Jeśli rzeczywiście on to zrobił, to informacje na temat miejsca ukrycia zwłok zabrał ze sobą do grobu. Poderżnął sobie gardło, a jego ciało znaleziono w mieszkaniu.

Jedna z hipotez zakładała, że Barbara Wolany mogła wyjechać do Niemiec i zabrać ze sobą dzieci. Śledczy znaleźli jednak w szafie zimowe ubrania zaginionych, a w lutym, gdy rzekomo miało dojść do wyjazdu, było bardzo zimno. Inna, ta niestety bardziej prawdopodobna wersja wydarzeń jest taka, że Ryszard Wolany zamordował żonę i dzieci. Zanim odebrał sobie życie, spożywał alkohol, a wcześniej opowiadał znajomym, że zabił rodzinę.

Swoje pożegnanie kierowane do mamy nagrał na taśmie magnetofonowej i również z tego nagrania wynika, że miał związek ze śmiercią najbliższych. Wciąż nie wiadomo jednak w jaki sposób doszło do zbrodni i gdzie znajdują się zwłoki. Policjanci z Chorzowa regularnie wracają do tej sprawy, ponieważ liczą, że być może pojawi się jeszcze jakiś świadek, który rzuci na to zagadkowe zaginięcie nowe światło.

Trzy przedstawione przez nas historie wciąż pozostają niewyjaśnione. Jeśli ktokolwiek ma informacje, które mogłyby pomóc policjantom, może przekazać je, dzwoniąc do Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie (tel. 32 7715280).

Patryk Drabek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.