Grażyna Kuźnik

Oberża pod trupim palcem. Dla osób o silnych nerwach

Reklama bytomskiej masarni Reklama bytomskiej masarni
Grażyna Kuźnik

Co naprawdę działo się w gospodzie Wiktora Liberki przy ulicy Rycerskiej w Bytomiu, pozostanie już na zawsze tajemnicą. Co właściwie było w leberwurstach i karminadlach, które podawał swoim gościom Wiktor Liberka, rzeźnik z zawodu? Co się stało z zaginionymi kwaternikami, którzy przywędrowali na Górny Śląsk za robotą i trafili na Rycerską? Nikt ich nie szukał. W każdym razie Liberkę i jego wspólnika Augustyna Kiełtykę w 1907 roku skazano za trzy pewne morderstwa na karę śmierci.

Co naprawdę działo się w gospodzie Wiktora Liberki przy ulicy Rycerskiej w Bytomiu, pozostanie już na zawsze tajemnicą. Co właściwie było w leberwurstach i karminadlach, które podawał swoim gościom Wiktor Liberka, rzeźnik z zawodu? Co się stało z zaginionymi kwaternikami, którzy przywędrowali na Górny Śląsk za robotą i trafili na Rycerską? Nikt ich nie szukał. W każdym razie Liberkę i jego wspólnika Augustyna Kiełtykę w 1907 roku skazano za trzy pewne morderstwa na karę śmierci. Liberka wołał: - Poczekajcie, ja wam opowiem jeszcze o innych, których hummulcem zabiłem! Kiołtyka mruknął:

- Chociaż moich kości nie będą na drobne kawałki rąbać.

Ta historia mrozi krew w żyłach; mogła się wydarzyć w czasach, gdy ludzie ciągnęli ze wszystkich stron do powstających kopalń i hut. Przybywali z najbiedniejszych zakątków, często bez dokumentów, obycia, wielu zaginęło bez śladu. Liberka przyjmował takich tułaczy, dawał im tani kąt i wyżywienie, głównie mielone kotlety. Wypytywał o rodzinę, o dobytek, poił wódką. Gospoda, według gazet ”istna zbójecka jama”, była podła jak jej właściciel. Budynek stał przy ulicy Rycerskiej w centrum Bytomia, koło Rynku, miał jedno piętro, małe podwórze, uderzał smrodem i brudem. Ale na brak klientów oberża nie narzekała.

Ślady ludzkiego mięsa w kuchni
W kuchni znaleziono ślady obróbki ludzkiego mięsa. Na haku wisiał hummulec, stare narzędzie rzeźnicze do ogłuszania koni, w szufladzie leżał komplet noży. Najważniejszym dowodem dla policji było jednak ciało kwaternika Józefa Brunnera, poćwiartowane fachowo jak tusza, zapakowane do kilku worków i znalezione na bytomskim targu. Okazało się później, że inny lokator Alojzy Kapica z Szarleja coś podejrzał i zaczął się domyślać procederu. Miał powiedzieć do kogoś:”Liberka jest pofyrtany. W tej kuchni robi coś, co mi się nie podoba.” Liberka postanowił więc szybko pozbyć się nieboszczyka. Dni Kapicy były już oczywiście policzone.
Porzucone na targu worki z makabryczną zawartością wywołują w Bytomiu sensację. Na początku XX wieku trudno jednak ustalić jakiekolwiek dane. Może worki przywiózł jakiś handlarz? Mógł być z daleka. Wtedy na policję zgłasza się mieszkanka Karbia, do której chadzał niejaki Augustyn Kiołtyka, były robotnik górniczy z kopalni „Walenty” po kontuzji w głowę, od niedawna pomocnik u Liberki. Innej roboty nie mógł znaleźć. Opowiedziała coś, od czego policjantom Dudkowi i Żurawcowi włosy stoją dęba. Kiołtyka rozkleił się przy niej i wyznał, że pomaga Liberce zabijać ludzi, ale teraz sam się go boi. Rzeźnik patrzy na niego złym okiem. Tak się Liberce podoba zabijanie, że nie może się powstrzymać i morduje na całego. Kiołtyka wiedział o kwaternikach Józefie Bronderze, Józefie Brunnerze i Alojzym Kapicy, obawiał się, że będzie następny. A wcześniej kogo dorwał LIberka, kto to wie? Gdzie jest inwalida Czech, też na kwaterze? Gdzie robotnik galicyjski? A ten, co niby spadł ze schodów? Zbyt fachowo rzeźnik do tego wszystkiego się zabiera.

Gdy policja przychodzi na Rycerską, w kuchni zastaje Albertynę Liberkową, która klepie kotlety. Ale wieprzowe. Zła, bo jej mąż na widok mundurów zaczyna trząść się jak galereta. Kobieta drwi: ”Piękny z ciebie rzeźnik, policji się boisz? Masz, co chciałeś!” Nic jednak nie wiedzą, nic nie słyszeli, nie mają pojęcia, co stało się z lokatorami. Byli, poszli jak inni, kto ich liczy. Śledczy potem przyjmą, że Liberka trzech kwaterników zamordował bez wiedzy żony, bez planu, co robić z ciałem. Kiołtyka zezna, że Liberkowa kłóciła się o to z mężem. Sama była zorganizowana, poukładana, z rzeźnickiej rodziny. Ale Liberka wpadł w obsesję, że ktoś na niego zaraz doniesie. I miał rację, bo doniósł pomocnik.

Seryjny morderca przed sądem
Obaj trafiają do więzienia, rzeźnikowa również. Prokurator żywi jak najgorsze przeczucia co do kuchni Liberki, lecz dowodów brak. Odnaleziono ciała trzech mężczyzn. Bronder został zabity hummulcem, podźgany nożem, napadnięty gdzieś na uboczu i tam zostawiony. Kiołtyka zeznał, że Bronder wiedział o niejednej zbrodni Liberki, a Liberkowa odcięła zamordowanemu palec, bo wierzyła, że dzięki temu jego duch nie będzie ją nawiedzał. Brunnera zabito podobnie, ale ciało powkładano w worki. Biegły medycyny sądowej dr Bloch podkreśla, jak zręcznie jego zwłoki zostały pokrajane. Kapicę znaleziono zabitego w rowie na drodze.
Do zbrodni Liberka się przyznaje, a Kioltyka do tego, że mu pomagał. Powód? Tamci się narazili. Bronder wchodził do kuchni, brał kiełbasę bez strachu, za dużo wiedział. W gospodzie miał się na baczności, ale chodził zaułkami. Brunner z kolei pytał o Brondera, poza tym nie chciał zeznawać na korzyść Liberki, który miał z kimś proces o krzywoprzysięstwo. Kapica węszył, gadał o workach, że widział, jak nocą je wynosili. Trzeba było każdego z nich uciszyć. W dodatku byli to kwaternicy samotni, tacy włóczykije, kto po nich będzie płakał.

Śledczy wiedzą, że Liberka to seryjny morderca. Prokurator dowodzi przed sądem, że niepokoi go krótki czas, w jakim dokonał trzech zbrodni, błahe przyczyny zabójstw, wreszcie ich okropność. Ofiar mogło być więcej, ale trzy ciała wystarczą, żeby skazać sprawców.

Na ławie oskarżonych Liberkę i Kiołtyka pilnuje sześciu funkcjonariuszy. Kiełtyka zapewnia, że jest wariatem, biegli jednak tego nie potwierdzają. Liberka mówi, że boi się śmierci i ma złe sny.
Sąd przysięgłych w Bytomiu pod przewodnictwem sędziego Futtsiga z Wrocławia nie ma zastrzeżeń, zapada najwyższy wyrok. Zostanie wykonany krwawo, przez ścięcie toporem.
Liberkowa wyjdzie po pięciu latach. Gospoda przy Rycerskiej to już wtedy ruina, ludzie omijają ją z odrazą. Albertyna Liberkowa tu nie wraca, ale daje sobie radę i znajduje robotę, jest przecież świetną kucharką.

Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.