Łucja Marek

Oświęcimski skarb – ksiądz Jan Skarbek

Oświęcimski skarb – ksiądz Jan Skarbek                                           Fot. Centrum żydowskie w Oświęciumiu
Łucja Marek

Duszpasterz, społecznik, człowiek dialogu, honorowy obywatel Oświęcimia. Przez ćwierć wieku administrował parafią pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas drugiej wojny światowej pomagał więźniom KL Auschwitz.

Gdy w 1934 r., po ośmiu latach posługi w Oświęcimiu, obchodził jubileusz 25-lecia święceń kapłańskich, w kronice parafii zanotowano: „Można powiedzieć, że proboszcz oświęcimski jest chlubą całego powiatu bialskiego. Nie dziwi, że olbrzymie tłumy […] wzięły udział w dzisiejszej uroczystości”. Wśród uczestników byli przedstawiciele lokalnych władz, jak starosta bialski, a także społeczności żydowskiej, z którą ks. Skarbek współpracował i utrzymywał bardzo dobre relacje. Jego jubileusz odnotował nawet żydowski. „Nowy Dziennik”: „Ks. Skarbek cieszy się dla zalet swego krystalicznego charakteru wśród całej ludności tutejszej niekłamaną sympatią i popularnością”.

Duszpasterz

Urodził się w 1885 r. w wiosce Paszczyna niedaleko Dębicy. Ukończył gimnazjum i zdobył maturę w Rzeszowie. Po rozpoznaniu powołania, postanowił przygotowywać się do kapłaństwa w diecezji krakowskiej. W 1905 r. wstąpił do seminarium duchownego i rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Święcenia kapłańskie przyjął 4 lipca 1909 r. w katedrze na Wawelu.

Gdy w styczniu 1926 r. przybył do Oświęcimia, miał już bagaż duszpasterskich doświadczeń, zdobytych w odmiennych środowiskach, niż to, do którego został posłany. Na początku kapłańskiej drogi przez pięć lat pracował jako wikariusz parafii pw. św. Wojciecha i św. Katarzyny w Jaworznie, następnie administrator parafii w Szczakowej (1914–1915), kolejne jedenaście lat jako wikariusz, administrator i proboszcz parafii w podkrakowskim Pleszowie. Jako proboszcz w Oświęcimiu pełnił też funkcję wicedziekana, a od 1932 r. dziekana oświęcimskiego.

Społecznik

Angażował się w życie społeczności. Od lipca 1926 r. aż do wybuchu wojny pełnił funkcję radnego miasta. Był zastępcą przewodniczącego rady szkolnej, naczelnikiem i członkiem zarządu Komunalnej Kasy Oszczędności. Tworzył w mieście Ekspozyturę Urzędu i Kasy Skarbowej. Aktywnie wspierał budowę nowego gmachu gimnazjum (obecnie LO im. ks. Stanisława Konarskiego). W 1930 r. stanął na czele powiatowego komitetu jego budowy i zabiegał o pozyskanie na ten cel środków finansowych. Na łamach kroniki parafialnej wyznał:

„Dzięki gimnazjum pijarskiemu w Rzeszowie zdobyłem stanowisko w Oświęcimiu i chciałem spłacić dług wobec społeczeństwa pracując na budowę gimnazjum w Oświęcimiu dla nowego pokolenia tutejszego”.

„Za zasługi na polu pracy społecznej i filantropijnej”, w listopadzie 1928 r. został odznaczony przez prezydenta Ignacego Mościckiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. O uznaniu i wdzięczności lokalnej społeczności dla działalności ks. Skarbka świadczył też tytuł honorowego obywatela Oświęcimia, przyznany mu 20 czerwca 1934 r. Był trzynastą osobą uhonorowaną tym tytułem. Za jego kandydaturą głosowali żydowscy i chrześcijańscy radni.

Człowiek dialogu

Człowiek wielkiego serca, szerokich horyzontów i otwartego umysłu. Tak był postrzegany. Kilka miesięcy po przybyciu do miasta, wizytę złożyła mu delegacja ortodoksyjnych Żydów prawdopodobnie na czele z rabinem Eliaszem Bombachem. To spotkanie stało się zaczynem współpracy i dobrych stosunków opartych na wzajemnym szacunku. Przed przybyciem do Oświęcimia, w latach 1922–1925, ks. Skarbek odbył studia na Wydziale Prawa UJ. Pracę dyplomową poświęcił prawu żydowskiemu, nauczył się hebrajskiego. Ta wiedza i umiejętność okazały się bardzo przydatne w budowaniu wzajemnych relacji i współżyciu ze społecznością żydowską. Gdy rabini mieli jakieś problemy prawne, to przychodzili do niego na konsultacje. Kontakty z rabinem Bombachem miały przyjacielski charakter. Często spotykali się w parku, rozmawiali po hebrajsku. Skarbek blisko współpracował też z Romanem Mayzelem (zm. 1935), Żydem, magistrem farmacji, długoletnim burmistrzem i przewodniczącym Rady Miasta. To on wysunął kandydaturę katolickiego kapłana do tytułu honorowego obywatela miasta.

Wzajemna otwartość i szacunek przynosiły wymierne owoce. Gdy w 1938 r. ulicami Oświęcimia odbywała się procesja z relikwiami św. Andrzeja Boboli, żydowscy mieszkańcy też dekorowali swe domy. Gdy w 1929 r. doszło do pogromu Żydów w Hebronie, w geście solidarności ks. Skarbek zarządził nabożeństwa żałobne we wszystkich kościołach przynależących do administrowanej przez niego parafii. Gdy w połowie lat 30. w Europie nasilały się antyżydowskie nastroje, zapisał w kronice: „[…] przy dzisiejszym ruchu hitlerowskim w Niemczech idą straszne dni na naród żydowski. Prośmy Boga, byśmy we krwi tego narodu rąk nie maczali”. Po wybuchu wojny

współpracował z ruchem oporu przy KL Auschwitz, organizował pomoc dla więźniów i uciekinierów. Koordynował też pomoc przekazywaną przez metropolitę krakowskiego, abp. Adama Stefana Sapiehę oraz informował go o bieżącej sytuacji na terenie Oświęcimia i okolicy.

Więzień

W nocy z 21 na 22 lipca 1942 r. komisarz policji w Oświęcimiu wraz z innymi funkcjonariuszami niemieckiej służby bezpieczeństwa wtargnęli na plebanię. Aresztowano ks. Skarbka i wikariusza ks. Władysława Grohsa pod zarzutem działalności antyniemieckiej, za „przechowywanie na plebanii nadmiernej ilości żywności”. Kapłani zostali pobici, a podczas eskortowania na posterunek policji, zmuszeni do niesienia przez miasto garnka z masłem i jajkami. Za nimi kroczył komisarz policji z kijem w dłoni, poganiając ich. Po dotarciu na miejsce musieli rozładować samochód ze skonfiskowanymi przedmiotami, przy szyderczych śmiechach innych funkcjonariuszy niemieckich.

Skarbek przebywał w więzieniu przez trzy miesiące. Po zwolnieniu nie mógł powrócić do parafii, ani utrzymywać kontaktu z parafianami. Przebywał w areszcie domowym w Komorowicach (obecnie część Bielska-Białej). Tam odwiedzali go oświęcimscy salezjanie oraz ks. Stanisław Bajer, który pod jego nieobecność administrował oświęcimską parafią. Według salezjan: „Więzienie tak go wyczerpało, że ze zdrowiem jeszcze teraz ma kłopoty, mimo opieki najlepszej. Zwłaszcza z żołądkiem nie może dojść do ładu. Bezczynność strasznie mu ciąży, nie może się doczekać chwili, w której znów zacznie pracę regularną”. Czas przymusowego odosobnienia wykorzystywał m.in. na naukę języka włoskiego. Jako podręcznik służył mu włoski żywot św. ks. Jana Bosko, dostarczony przez salezjanów.

Po wojnie

Powrócił do Oświęcimia 19 lutego 1945 r. i od razu przystąpił do administrowania parafią i odbudowy życia religijnego. Zaangażował się w działalność społeczną, przyczynił się m.in. do powstania szpitala. Jednak okupacyjne doświadczenia odcisnęły trwałe piętno na społeczności miasta, a przedwojenna atmosfera została bezpowrotnie utracona. W jednym z listów napisał: „Oświęcim zmienił się niezmiernie. Gdy się wyjedzie na zachód czy wschód miasta - to zdaje się, że z wiatrem płyną jeszcze jęki mordowanych. Oj smutne to i bolesne sprawy. Sam się dziwię, że jeszcze żyję i że mię Bóg jak Tobiasza wyrwał z paszczy potwora”. Na jednym z trzech nowych dzwonów ufundowanych dla parafii w miejsce poprzednich zniszczonych przez Niemców, ks. Skarbek polecił umieścić napis: „Opłakuję Męczenników oświęcimskich i głoszę ich chwałę”.

„Z dawnych mieszkańców Oświęcimia mało kto pozostał - pisał Skarbek - Na palcach można ich policzyć”. Tym chętniej utrzymywał kontakt listowny z tymi, którzy przeżyli holokaust i po wojnie rozproszyli się po świecie. Wśród nich był dr Iro Druks, oświęcimski adwokat i działacz społeczno-polityczny. Przed wojną razem zasiadali w Radzie Miasta Oświęcim. W obliczu nadciagającej wojny, w 1939 r., Druks wraz z rodziną osiadł w Izraelu, w miejscowości Holon. W korespondencji proboszcz, w poetyckim tonie, kreślił powojenny obraz ich przedwojennego świata. Informował o wyglądzie i życiu miasta, o miejscach i środowiskach bliskich adresatowi. Pisał m.in.: „Dom Pański po zreperowaniu murów i dachów patrzy na świat ślepymi oczodołami - bez okien, Soła liże stopy miasta i pcha się bez przerwy ku Wiśle”.

Pomarańcze z Ziemi Świętej

Przedwojenny Oświęcim, życie w harmonii i wzajemnym szacunku dwóch religii i tradycji, zachował się w gestach pamięci i wdzięczności; jak skrzynka pomarańczy, która dotarła z Izraela do ks. Skarbka pocztą, na kilka dni przed świętami wielkanocnymi w 1950 r. Dziękując za ten dar z Ziemi Świętej napisał on w liście do Iro Druksa: „Nie ma Pan Mecenas »pojęcia« – jak się u nas mówi - jaką wielką i miłą niespodziankę sprawił mi Pan Mecenas z takiego drogiego i rzadkiego u nas daru. Rodzina moja i księża, którzy otrzymali cząstkę z tego daru, cieszyli się jak małe dzieci”.

W odpowiedzi na zaproszenie Druksa, by zagościł u niego w Holonie, ks. Skarbek odpisał: „Jeśli dożyję takich czasów, że będę mógł Państwo odwiedzić, to bardzo chętnie skorzystam z zaproszenia”. Nie dożył… Zmarł niespełna rok później, 2 lutego 1951 r. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Oświęcimiu.

Łucja Marek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.