Pamięć w sercu metalu zaklęta [LINIA CZASU]

Czytaj dalej
Fot. Bartosz Pudełko
Marlena Polok-Kin

Pamięć w sercu metalu zaklęta [LINIA CZASU]

Marlena Polok-Kin

Wibrujący w uszach, niezwykły dźwięk uderza w nas falą i unosi się. Inaczej rozchodzi się w wilgotnym powietrzu, inaczej szybuje po okolicy, gdy nie ma liści na drzewach - opowiada Bogda Felczyńska. I nie ma wątpliwości: Nowoczesność z tradycyjnie odlanymi dzwonami nie ma żadnych szans. Nie zastąpi ich elektronika, choć bywają takie próby. Te prawdziwe mają niepowtarzalny dźwięk i... serce. Własne - i ludwisarza.

Niepozorny budynek, po przejściu przez próg bije ciepło i przykuwają wzrok... gliniane formy, jak w pracowni garncarskiej - nasuwa się skojarzenie. Uwijają się przy nich pracownicy. Buzuje ogień w piecu, bo dzwony (a raczej ich formy) muszą schnąć. Nie ma pośpiechu - to pamiątka, która zostanie u zamawiającego na dziesięciolecia - w zależności od wielkości, praca nad dzwonem trwa od trzech miesięcy do pół roku. To tu, w ludwisarni Bogdy i Zbigniewa Felczyńskich w podgliwickim Taciszowie powstają dzwony w jak najbardziej tradycyjny sposób. Jak przed wiekami - ludzie wkładają w ich powstawanie wiedzę, kunszt i serce. Pracują ręcznie – na każdym etapie. I w tym tkwi tajemnica.

- Nowoczesność? Hmm, chyba tylko ta suwnica – śmieje się Bogda Felczyńska. To jej mąż, Zbigniew Felczyński, informatyk po gliwickiej Politechnice Śląskiej z wykształcenia, przejął od ojca i rozwinął rodzinną tradycję przechodzącą z ojca na syna, wywodzącą się jeszcze z czasów, gdy w XIX wieku rodzina Felczyńskich miała ludwisarnię w miejscowości Kałusz, nieopodal Lwowa, na dzisiejszej Ukrainie.

Tadeusz Felczyński założył pierwszą na Śląsku ludwisarnię, dziś jego syn Zbigniew kontynuuje tę tradycję.

Nowoczesność w tym unikatowym zawodzie potrafi być wrogiem. Pani Bogda wie o tym doskonale, jest z wykształcenia konserwatorem zabytków. To ona wykonuje tablice, przygotowuje także wzory na dzwony. Ręcznie, z benedyktyńską precyzją. - Ornamenty możemy dopasować stylem do wystroju Kościoła, a wizerunek świętego, któremu jest ofiarowany dzwon może być powtórzony np. z przedstawienia ołtarzowego. Wizerunki zamieszczone na dzwonach, są jednorazowo rzeźbione dla potrzeb wykonywanej właśnie formy i nigdy nie będą już powtórzone na innym dzwonie - podkreślają Felczyńscy.

Dzwon to także nośnik informacji. Każdy, powstając w tym roku, będzie niósł wiadomość, że był to rok Światowych Dni Młodzieży w Polsce.

Dziś Felczyńscy mają nawet świeżutki certyfikat, wydany przez ministra kultury, Piotra Glińskiego, że ich ludwisarnia jest firmą produkującą w tradycyjny sposób. Należą także do stowarzyszenia firm rodzinnych.

Największy dzwon odlany w Taciszowie ważył 2,6 tony. To Serce Łodzi. Jest kopią dzwonu, który Niemcy podczas II wojny światowej zrabowali i przetopili na działa artyleryjskie. Został odlany w 2011 roku, w setną rocznicę powstania oryginału, a zawieszony rok później.

- Podczas odlewu dzwonu, płynny spiż rozgrzany do 1200 st. C wpływa do formy i tak rodzi się dzwon. Ludwisarnia Felczyńskich w Taciszowie odlewa dzwony według tradycyjnej, sprawdzonej przez wieki receptury. Dlatego możemy gwarantować wieloletnią trwałość i czysty ton naszych wyrobów - opowiadają.

Jak mówią z uśmiechem, jedyne, co przez wieki uległo modyfikacji, to może proporcje wosku, parafiny i kalafonii, z których przygotowuje się formy ornamentów.

Nie wyobrażamy sobie bez nich kościelnej liturgii. A jednak od Wielkiego Czwartku wieczorem dzwony milczą. W kościołach rozlega się tylko dźwięk kołatek. Tak będzie do sobotniej, późnej nocy. Większość wiernych usłyszy radosne bicie dzwonów dopiero niedzielnego poranka, bo to one będą ogłaszać Zmartwychwstanie. Dzwony. Są wszędzie, mają znaczenie we wszystkich kulturach. A te z Taciszowa oddają serce ludwisarzy na wszystkich kontynentach.

I dzwony Felczyńskich zabrzmią na rezurekcję na wszystkich kontynentach. Najdalej - bodaj na Madagaskarze. Jak mówi Zbigniew Felczyński, duża część wyrobów z jego ludwisarni jest związana ze św. Janem Pawłem II. Dla miejsc, do których pielgrzymował, często odlewane były dzwony na pamiątkę.

Tu także odlano dzwon pamięci o wywiezionych w 1945 roku Ślązakach. Dzwon imienia Augusta Hlonda poświęcony górnikom i robotnikom przymusowym, wywiezionym do ZSRR z Górnego Śląska przekazano podczas mszy św. barbórkowej w Knurowie biskupowi Diecezji Charkowsko-Zaporoskiej ks. Marianowi Buczkowi w 2013 roku. To dar archidiecezji katowickiej dla parafii św. Józefa w Doniecku.

Dzwon w taciszowskiej ludwisarni jest także w nowym gliwickim kościele pw. Miłosierdzia Bożego i to on uroczyście ogłosił początek Roku Miłosierdzia Bożego w diecezji gliwickiej. Najnowszy natomiast (półtonowy) został poświęcony w Niedzielę Palmową w Targoszycach. Wkrótce też cztery dzwony (jeden większy i trzy mniejsze) trafią do parafii w Katowicach-Piotrowicach.

Dlaczego dzwony z Taciszowa są tak piękne i poszukiwane? A to już rodzinna tajemnica...

Marlena Polok-Kin

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.