Pan kierownik od „amputanców”. Jak Artur Kurzawa pokochał amp futbol

Czytaj dalej
Fot. Paula Duda/Amp Futbol Polska
Jerzy Filipiuk

Pan kierownik od „amputanców”. Jak Artur Kurzawa pokochał amp futbol

Jerzy Filipiuk

Ma 24 lata, jest studentem Politechniki Krakowskiej i od 7 lat kierownikiem reprezentacji Polski w coraz popularniejszym amp futbolu. Jest też przewodniczącym Komisji Ligi. Wcześniej był piłkarzem i siatkarzem, startował w zawodach pożarniczych, pracował jako spiker, pełnił rolę dziennikarza i spikera, udzielał się na portalach i w radiu, był też wolontariuszem, a już wkrótce zostanie magistrem inżynierem transportu kolejowego. Poznajcie Artura Kurzawę.

Za aktywność na rzecz piłki nożnej osób z amputacjami i innymi wadami kończyn zyskał sobie tak wielkie uznanie ze strony kadrowiczów, sztabu szkoleniowego drużyny narodowej i szefów polskiego amp futbolu, że już dziś określany jest jako legenda tej młodej - w Polsce obecnej od 10 lat - dyscypliny. Broni się przed tym określeniem, nie chce laurek pod swym adresem, ale nie kryje, że spełnianie się w rola działacza daje mu dużo satysfakcji.

Z piłką od małego

W Sieradzu mieszkał krótko, bo jego rodzina przeprowadziła się do wsi Ochraniew koło Zduńskiej Woli. To w niej i w Janiszewicach ukończył „podstawówkę” i gimnazjum, a w Zduńskiej Woli liceum. To w tym mieście zaczął uprawiać sport. Najpierw był piłkarzem w Pogoni, a potem siatkarzem w MKS-ie.

- W piłkę grałem w juniorach. W starszym roczniku występował Mariusz Stępiński, który za kadencji Adama Nawałki pojechał na Euro 2016, choć była duża rywalizacja wśród napastników (też się urodził w Sieradzu, był piłkarzem m.in. Widzewa Łódź, Wisły Kraków, Ruchu Chorzów, FC Nantes, Chievo Verona, Hellasu Verona i Lecce, a obecnie gra w Arisie Limassol – przyp.). W Pogoni był perełką. Zdarzało się, że jechałem z jego drużyną na jakiś turniej jako drugi bramkarz lub w zastępstwie pierwszego - wspomina.

- W siatkówce liznąłem trochę seniorskiego parkietu, ale to były za wysokie progi dla mnie. Grałem na przyjęciu. Po dwóch czy trzech latach zdałem sobie sprawę, że jest to bardziej pasja niż poważne zajęcie. Zrezygnowałem z wyczynowego sportu - dodaje.

Po dwóch czy trzech latach zdałem sobie sprawę, że jest to bardziej pasja niż poważne zajęcie. Zrezygnowałem z wyczynowego sportu - Artur Kurzawa

Sport jednak był i jest obecny w życiu Kurzawy i jego rodziny. Jego mama skakała wzwyż, tata był piłkarzem, a o dwa lata młodsza siostra Daria jest futbolistką Czarnych Sosnowiec, występujących w ekstralidze. Podczas rodzinnych spotkań, także z udziałem wujków czy kuzynów, grano np. w siatkówkę. Do dziś ją lubi, gra też w badmintona i squasha.

Zamiłowanie do ruchu wykorzystywał też w inny sposób. - Należałem do straży ochotniczej - opowiada. - U nas na wsi panowała moda, że młody chłopak zgłaszał się na zawody pożarnicze. Była sztafeta i bojówka. Na lokalnym podwórku byliśmy w nich zazwyczaj najlepsi. Biegło się z prądownicą i pokonywało przeszkody, a podczas ćwiczeń bojowych wykonywało się zadania ze strącaniem pachołków, celowaniem do tarczy itd. Bardzo mocno się w to angażowałem, a teraz pomagam strażakom tylko organizacyjnie, gdyż rzadko bywam w domu. Zakończyłem aktywność na etapie młodzieżowej drużyny, nie jeździłem na gaszenia pożarów - mówi.

A może dziennikarstwo?

W liceum uczęszczał do klasy o profilu medialno-artystycznym, bo po rezygnacji z gry w siatkówkę postanowił zostać dziennikarzem sportowym, do czego namawiała go też jego usportowiona mama.

- Gdy oglądałem mecze, robiłem statystyki i tabele, opisywałem wszystko, co się wydarzyło. Przez kilka lat pisałem dla portalu iGol.pl - w którym nauczyłem się rzemiosła dziennikarskiego – a później dla portalu Ekstraklasa.net - wspomina.

O sporcie nie tylko pisał, ale i mówił. - Z grupką chłopaków, tak samo „zajaranych” jak ja, komentowaliśmy mecze piłki nożnej i siatkówki, które oglądaliśmy w telewizji. Raczej tylko dla siebie, choć szedł live stream w Internecie, więc gdy ktoś nie chciał słuchać komentatora telewizyjnego, mógł słuchać nas. Wtedy uważałem, że jest to coś super profi - wyznaje.

- Gdy byłem w gimnazjum i liceum, pracowałem w lokalnym radiu sieradzkim, zajmując się sportem. Byłem mocno zaangażowany przy wielkich turniejach piłkarskich. Przedstawiałem wyniki meczów z danego dnia, mówiłem, jakie będą dzień później, a w drugiej części programu rozmawiałem z gościem, ekspertem od danej reprezentacji. Na przykład podczas piłkarskich mistrzostwach świata w 2014 roku w Brazylii byli to między innymi dziennikarze Roman Kołtoń i Tomasz Smokowski, a na Euro 2016 we Francji - dziennikarz Piotr Giedyk, który mieszka i relacjonuje wydarzenia w Islandii - opowiada.

Po rezygnacji z gry w siatkówkę postanowił zostać dziennikarzem sportowym, do czego namawiała go też jego usportowiona mama

Pracując we wspomnianym radiu, poznał Paulę Dudę, która była na brazylijskim mundialu i poprzez skypa opisywała mu, jak on jest zorganizowany. Nie mógł wtedy przypuszczać, że cztery lata później polecą razem na turniej amp futbolu do Irlandii – on już w roli działacza tej dyscypliny, a ona jako robiąca zdjęcia. Kielczanka od wielu lat pracuje w Departamencie Marketingu i Sponsoringu PZPN, jest także rzeczniczką reprezentacji Polski kobiet, a od kwietnia 2021 roku jej team menagerem. Przez wiele lat współtworzyła portal CKsport.pl, robiła dla niego zdjęcia.

- Paula do dziś pracuje z nami. Jej pasją jest robienie zdjęć. Mamy trójkę fotografów, ale ona jest najaktywniejsza. I robi rewelacyjne zdjęcia, które mają w sobie to „coś”. Jestem w nich zakochany i za każdym razem z bólem serca odrzucam ich część, bo nie mogę wrzucić na Facebook 500 zdjęć, która mi wysyła - przyznaje.

Sport poznał także w roli spikera, w którego się wcielał na boisku drużyny TS Janiszewice, kiedyś grającej w klasie B i A, a od 2018 roku występującej w klasie okręgowej. Gdy wraca w rodzinne strony, z miłą chęcią bierze do ręki mikrofon i relacjonuje wydarzenia na zielonej murawie.

E-mail od prezesa

Jak trafił do świata amp futbolu? Pierwszy raz zobaczył zmagania w tej dyscyplinie w telewizji, w grudniu 2014 roku. To były mistrzostwa świata w Meksyku, na których Polacy zajęli czwarte miejsce. Skwitował to kliknięciem „lubię to” na Facebooku. Po raz drugi zainteresował się amp futbolem w lutym 2015 roku, gdy polska drużyna poleciała do Hiszpanii. gdzie niespodziewanie przegrała z gospodarzami 2:5. Był zaskoczony poziomem zespołu będącego dopiero na dorobku, który ograł czwartą ekipą świata, nawet jeśli ta wystąpiła bez kilku czołowych zawodników.

Pierwszy raz zobaczył zmagania w tej dyscyplinie w telewizji, w grudniu 2014 roku. To były mistrzostwa świata w Meksyku, na których Polacy zajęli czwarte miejsce

- Znalazłem na Facebooku relację z tego meczu i pomyślałem, że odezwę się do naszych działaczy z pytaniem, czy szukają kogoś do pomocy: pisania informacji prasowych, nagrywania rozmów z zawodnikami. Miałem wtedy 17 lat, napisałem e-maila do prezesa Stowarzyszenia Amp Futbol Polska Mateusza Widłaka. Odpisał bardzo szybko, że jest zainteresowany, żebyśmy się spotkali. On ogarniał sprawy amp futbolu w Polsce w zasadzie sam, w biurze nie miał nikogo do pomocy. Był sztab reprezentacji, ale jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, to sam ciągnął ten wózek. To, że ja, chłopak z Ochraniewa, pojechałem do Warszawy na rozmowę z prezesem, to było dla mnie wow. Doszliśmy do porozumienia i w marcu 2016 roku pojechałem na pierwsze zgrupowanie - opowiada.

„Rosja koleją stoi”

Zajmując się sportem, nie zaniedbywał nauki. Jeszcze przed maturą zastanawiał się, co studiować. Wymyślił sobie transport kolejowy. Wprawdzie w jego rodzinie nie było kolejarskich tradycji, ale te silne były w jednej z dzielnic Zduńskiej Woli – Karsznicach, a poza tym interesował się transportem i geografią. Problem był tylko z matematyką, z której próbną maturę zdał na ledwo 32 proc. Zawziął się jednak, by się z niej podszkolić, pomogła mu kuzynka - nauczycielka matematyki - i napisał maturę z tego przedmiotu na 92%.

Tytuł jego pracy magisterskiej to: „Kolej w obsłudze międzynarodowych imprez masowych”. Analizuje w niej przykład wykorzystania kolei podczas piłkarskich MŚ w Rosji w 2018 roku

- Dostałem się na Politechnikę Krakowską. Na „inżynierce” skończyłem transport, a na „magisterce” jestem na transporcie kolejowym. Teoretycznie powinienem skończyć studia w czerwcu lub we wrześniu 2021 roku, ale ze względu na przygotowania do mistrzostw Europy w Krakowie, w które byłem zaangażowany, i na sam turniej, nie miałem szans na skończenie pracy magisterskiej w tym okresie. Będę się bronił w lutym 2022 roku - mówi.

Tytuł jego pracy magisterskiej to: „Kolej w obsłudze międzynarodowych imprez masowych”. Analizuje w niej przykład wykorzystania kolei podczas piłkarskich MŚ w Rosji w 2018 roku.

- Rosja koleją stoi, a ja jestem wielkim miłośnikiem Wschodu, zwłaszcza Rosji, Ukrainy. Bardzo lubię te klimaty. W czasie mundialu zostało przygotowanych dla kibiców kilka fajnych rzeczy związanych z komunikacją kolejową. W Rosji jeszcze nigdy nie byłem, a bardzo chciałbym tam pojechać. Na Ukrainie byłem kilkakrotnie. Bardzo lubię Lwów, który kojarzy mi się z Krakowem, jest przeuroczy – wyznaje.

Bez oficjalnej nominacji

Oficjalnie nigdy nie otrzymał nominacji na funkcję kierownika reprezentacji. Na to, że nim faktycznie został, złożyło się kilka przyczyn.

- Na początku moja przygoda z amp futbolem toczyła się na zasadzie: napiszę notatkę prasową, trochę pomogę przy organizacji turnieju, nagram wywiady, wrzucę coś na Facebooka. Taki misz-masz. Ze zgrupowania na zgrupowanie zacząłem się jednak ze sztabem szkoleniowym coraz bardziej dogadywać. Kluczowy moment, przynajmniej z mojego punktu widzenia, nastąpił w kwietniu 2017 roku, gdy prezes Widłak nie mógł pojechać na mecze do Włoch, gdzie graliśmy przed mistrzostwami Europy w Turcji. Bardzo dobrze mi się tam współpracowało z trenerem Markiem Dragoszem i całym zespołem. Lecąc do Turcji, czułem już, że jestem odpowiedzialny za kwestie organizacyjne naszej reprezentacji - opowiada.

Oficjalnie nigdy nie otrzymał nominacji na funkcję kierownika reprezentacji. Na to, że nim faktycznie został, złożyło się kilka przyczyn

Uśmiecha się, słysząc pochwały w rodzaju „legenda”. Przyznaje, że stanowczo za wcześnie na takie określenia. A tłumaczy je tak: - Wydaje mi się, że to ze względu na moje zaangażowanie w praktycznie każdym projekcie ampfutbolowym. Jestem i przy lidze, i przy juniorach, i przy reprezentacji seniorów. W kadrze juniorów pomagam bardzo przy organizacji zgrupowań i jestem odpowiedzialny za rekrutację młodych zawodników. Jestem pierwszą osobą, która dzwoni do rodziców i namawia, żeby dzieci przyjechały do nas.

„Amputancy” na meleksach

Na przełomie listopada i grudnia 2021 roku był w Tanzanii, gdzie rozgrywany był VI Puchar Narodów Afryki, będący jednocześnie turniejem eliminacyjnym do październikowych MŚ 2022 w Turcji.

- Poleciałem tam z ramienia Światowej Federacji Amp Futbolu, razem z Pawłem Suskiem, który pełnił funkcję głównego sędziego. Miałem pilnować, żeby turniej odbywał się zgodnie ze standardami, by nie dochodziło do oszustw i wszystko było zgodnie z przepisami i regulaminami. Grało trzynaście drużyn, awansowały cztery. Nie był to najprzyjemniejszy turniej do obsługi. Wprawdzie nie było koronawirusa, wszyscy chodzili bez maseczek, ale musieliśmy wykonać bardzo dużo pracy, jeśli chodzi o tłumaczenie zasad, interpretowanie przepisów, pilnowanie ich stosowania - przyznaje.

I dodaje: - Nie było żadnego safari, plaży, Zanzibaru, tylko turniej. Bardzo lubię podróżować, ale pierwszy raz byłem w Afryce. Nie spodziewałem się, ile tam jest ludzi, jak głośno jest na ulicach, jaka panuje bieda.

Gdy czekaliśmy na przystanku autobusowym, obok nas przechodziła grupa ukraińskich kibiców w koszulkach z nacjonalistycznymi hasłami. Nie byłoby czego zbierać, gdyby na nas ruszyli. Na szczęście popatrzyli tylko na nas, powiedzieli: „E, amputancy…” i poszli dalej - Artur Kurzawa

Niekomfortowo czuł się także w maju 2018 roku w Kijowie, gdy reprezentacja wracała z UEFA Champions League Festival, podczas którego Polska wygrała z Ukrainą 4:2, a jednym z obserwatorów meczu był słynny brazylijski piłkarz Cafu, 142-krotny reprezentant kraju, dwukrotny mistrz świata (bardziej na mundialach utytułowany jest tylko jego słynny rodak, Pele).

- Gdy czekaliśmy na przystanku autobusowym, obok nas przechodziła grupa ukraińskich kibiców w koszulkach z nacjonalistycznymi hasłami. Nie byłoby czego zbierać, gdyby na nas ruszyli. Na szczęście popatrzyli tylko na nas, powiedzieli: „E, amputancy…” i poszli dalej. Gdy dolecieliśmy do Warszawy, przeczytaliśmy informację, że kibice Liverpoolu zostali pobici przez kiboli z Ukrainy. Na zdjęciach było widać krew, porozbijane głowy. To zrobiła ta sama ekipa, która nas zaczepiła. Ktoś na górze musiał nas mocno pilnować, że nam nic nie zrobiła - opowiada.

Przyznaje, że podróżowane z chłopakami jest dużo łatwiejsze niż z pełnosprawnymi ludźmi, bo „amputancy” na lotniskach mają sporo przywilejów: po tych wielkich jeżdżą meleksami, do samolotu wchodzą pierwsi, a obsługa przymyka oko na nadwagę ich bagaży. Jeden zawodnik może wziąć na pokład dwie kule. Na turniej ekipa zwykle zabiera ich więcej, ale nigdy nie miała z tego powodu problemów.

Nie cofnęliby czasu

Niektórzy z zawodników amp futbolu szokują stwierdzeniami, że gdyby mogli cofnąć czas i byliby osobami pełnosprawnymi, ale bez szansy na grę w amp futbol, nie skorzystaliby z tej możliwości. Nie wyobrażają już sobie życia bez sportu, rywalizacji, zgrupowań, wyjazdów, całej otoczki z tym związanej. Jak to tłumaczy doskonale ich znający Kurzawa?

- Chyba niemal każdy chłopak chciał grać w piłkę. W reprezentacji są chłopcy, którzy przed amputacjami też to robili. Wszystkim amp futbol dał bardzo dużo, spełnienie marzeń, choć nie w takim stopniu, o jakim myśleli, bo przecież nigdy nie będą takimi piłkarzami jak Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski czy Łukasz Piszczek W tej konkretnej dyscyplinie spełniają jednak marzenia. Myślę, że prawdopodobieństwo tego wszystkiego, co im się udało zrobić dzięki amp futbolowi, jest dużo większe od tego, gdyby byli osobami pełnosprawnymi. Mają wiele fajnych wspomnień. Podróżują po świecie, rywalizują z innymi reprezentacjami, w 2018 roku byli zaproszeni przez Lewandowskiego do Monachium na trening Bayernu i przez trenera Adama Nawałkę na zajęcia z kadrowiczami. Podczas mistrzostw Europy w Krakowie byli oblegani przez kibiców, którzy czekali na nich przed hotelem, na meczu był prezydent Andrzej Duda, który potem gościł w ich szatni, na stadionie Cracovii oglądało ich ponad sześć tysięcy widzów, a przed telewizorami - półfinał z Hiszpanią - ponad 400 tysięcy. Zostali nominowani przez „Przegląd Sportowy” do drużyny roku, a podczas Euro 2021 czytało się o nich na każdym portalu - wylicza Kurzawa.

Myślę, że prawdopodobieństwo tego wszystkiego, co im się udało zrobić dzięki amp futbolowi, jest dużo większe od tego, gdyby byli osobami pełnosprawnymi - Artur Kurzawa

I dodaje: - To pokazuje, że amp futbol to nie tylko miejsce, w którym się można spotkać, nie tylko terapia dla ludzi poszkodowanych przez los. To także rywalizacja sportowa, którą ci ludzie mają we krwi, bo wcześniej też grali w piłkę i chcieli wygrywać. To również masa wspomnień i aktywności, o które byłoby im trudno, gdyby byli osobami pełnosprawnymi. Amp futbol zmienił ich świat. Oczywiście to głównie ich zasługa, bo gdyby nie byli takimi ludźmi, jakimi są, nie podchodzili do świata, tak jak podchodzą, nie osiągali takich wyników, jakie osiągają, pewnie ich życie byłoby dużo trudniejsze. Ale dzięki współpracy sztabu szkoleniowego, ludzi odpowiadających za organizację, promocję i sponsorów drużyny oraz samych zawodników, którzy są w tej układance najważniejsi, możemy wspólnie robić wiele fajnych rzeczy, pozwalających im realizować nie tylko sportowe marzenia.

Jerzy Filipiuk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.