Pieczone ziemniaki. Prażonki, pieczonki, duszonki czy prażuchy to regionalny smak jesieni

Czytaj dalej
Fot. Lokalna Grupa Działania „Partnerstwo na Jurze”
Tomasz Szymczyk

Pieczone ziemniaki. Prażonki, pieczonki, duszonki czy prażuchy to regionalny smak jesieni

Tomasz Szymczyk

Kiełbaska czy karczek z grilla już Wam spowszedniały? Może zatem warto wyciągnąć z piwnicy kociołek, rozpalić ognisko i przygotować pieczonki/duszonki/prażuchy. Ta potrawa znana jest wszystkim, choć wszędzie inaczej się nazywa i każdy ma swój przepis. Podstawa to ziemniaki.

Pieczonki, pieczone, prażonki, duszonki, prażuchy - nazw tej potrawy można by wymieniać wiele, bo i praktycznie w każdej okolicy ludzie nazwali ją po swojemu. Ale zarówno na Jurze, w Zagłębiu czy zachodniej Małopolsce danie to ma swój wspólny mianownik: ziemniaki w połączeniu z kiełbasą, boczkiem, marchewką i różnymi innymi składnikami, pieczone w specjalnym garnku ustawionym na ognisku. Tradycja to długa, chociaż dawniej pieczone miało - w dzisiejszym rozumieniu - charakter nieco wegetariański, bo z racji biedy ograniczano się do pieczenia tylko warzyw dostępnych na polu.

- Podczas badań terenowych słyszeliśmy, że potrawę tę przygotowywano na polu podczas wykopków. Krojono ziemniaki, obok rosła też zazwyczaj kapusta. Całość okraszano tłuszczem czy słoniną, a popijano kwaśnym mlekiem. Do jedzenia pieczonek wykorzystywano wtedy tzw. dzidki, czyli zaostrzone patyczki - opowiada Dobrawa Skonieczna-Gawlik, etnograf z Muzeum Saturn w Czeladzi i koordynator wydania książki „Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego”. Jak mówi, to potrawa bardzo popularna w Małopolsce, ale też na Górnym Śląsku. - Różni się składnikami, ale nie są one uzależnione od kwestii regionalnych, ale od gustów przygotowujących ją osób i tradycji wyniesionych z domu i rodziny. Są przecież zwolennicy dodawania i niedodawania buraków lub dodawania większej czy mniejszej ilości boczku - mówi.

W województwie małopolskim pieczone od 2011 roku, po odpowiedniej decyzji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, znajdują się na liście produktów tradycyjnych, ale podwspółczesną nazwą ziemniaki po cabańsku, wybraną w plebiscycie Starostwa Powiatowego w Chrzanowie i lokalnego tygodnika „Przełom”. - To nazwa wymyślona. Mieszkańcy na co dzień posługują się nazwami prażonki albo pieczonki - zaznacza Skonieczna-Gawlik.

To niejedyna lokalna wariacja związana z pieczonymi ziemniakami. Na przykład w Dzibicach koło Kroczyc w powiecie zawierciańskim przygotowywane są pieczonki z żebra sołtysa. W Porębie jesienna potrawa z ziemniaków jest z kolei znana jako prażonki.

- Każdy z porębian zna na nią przepis - słyszymy w Porębie, gdzie od szesnastu lat odbywa się zresztą Światowy Festiwal Prażonek.

- Prażonki są produktem tradycyjnym i regionalnym miasta Poręba. Zostały wpisane na listę produktów tradycyjnych w marcu 2006 roku. Prażonki są przygotowywane w specjalnych kociołkach, które rozpoczęto odlewać w 1799 roku w porębskiej odlewni - zaznacza Marta Wcisło z Miejskiego Ośrodka Kultury w Porębie.

Jesieni bez pieczonych ziemniaków nie wyobrażają sobie również w Jaworznie. W Byczy-nie podaje się je na przykład z mizerią, z kolei w Jeziorkach By-czyńskich w ramach dzielnicowych dożynek co roku organizowany jest konkurs pieczenia ziemniaków pod hasłem „Jezior-czańskie ziemniaczysko”.

- Miejsc w Polsce, w których piecze się ziemniaki, nie ma wiele. Mieszkańcy innych regionów Polski dziwili się, kiedy wczasowicze z Jaworzna rozkładali się z kociołkiem, aby przygotować pieczone ziemniaki. Myśleli, że to wszystko się spali. Nawet jeśli próbowali to robić, naśladować, to nigdy im nie wyszło tak jak nam - uśmiecha się Mariusz Burczy z Jaworzna-Jeziorek, radny i organizator „Ziemniaczyska”. Jak mówi, jeszcze za jego młodych lat zapach pieczonych rozchodził się w ciepłe dni po całej okolicy.

- Potem nastąpiła moda na grilla, ale od kilku lat regionalne potrawy wracają. Późnym latem i jesienią znów czuć zapach pieczonych ziemniaków. Piękna tradycja powraca i całe szczęście, że tak się dzieje. Oczywiście nie ma co gardzić dobrze przyrządzonym karczkiem albo piersią z kurczaka na grillu - mówi jednak Mariusz Burczy.

Bazując na opowieściach dziadka, pan Mariusz przyznaje, że dawniej zawartość garnka była mało wyszukana. Pieczone były głównie ziemniaki z cebulą i popijane zsiadłym mlekiem. Mięso na wsiach jadało się przecież tylko od święta.

Zdaniem Jolanty Wójcik-Machejek, specjalisty ds. żywienia zbiorowego z Zakładu Lecznictwa Otwartego w Jaworznie, pieczone, które przygotowujemy właśnie jesienią, jest dobrym sposobem na przygotowanie organizmu na zimę. - Latem byłaby to zbyt ciężka potrawa dla naszego organizmu. Pieczone jest daniem wysokokalorycznym. Powinno się je przygotowywać ze świeżych ziemniaków, a nie takich, które były już przez pewien czas gdzieś przechowywane - mówi.

Pozostało jeszcze 52% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Tomasz Szymczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.