Pióra w dłoń. Uczniowie piszą maturę. Na początek z języka polskiego

Czytaj dalej
Fot. PIOTR KRZYZANOWSKI
Bartosz Wojsa

Pióra w dłoń. Uczniowie piszą maturę. Na początek z języka polskiego

Bartosz Wojsa

Zasady pisania matur przez lata się zmieniają, ale wciąż jest to egzamin uchodzący za najważniejszy w życiu młodego człowieka. Nawet jeśli często to rodzice i dziadkowie maturzystów stresują się nim bardziej niż oni sami.

Dzisiaj rozpoczyna się maturalny maraton. Na pierwszy ogień idzie język polski, który w zeszłym roku w całej Polsce zdało 97 proc. absolwentów szkół średnich. Matematykę, którą maturzyści będą pisać w poniedziałek, zdało 83 proc. uczniów, a język angielski, który będzie we wtorek: 93 procent. Wszystkie egzaminy w całej Polsce zdało wówczas 78,5 proc. osób, a w woj. śląskim - 77 procent. Jak podaje Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Jaworznie, w tym roku do egzaminu maturalnego w kraju przystąpi oficjalnie 272 tys. 600 osób. W województwie śląskim będzie to 39 tys. 206 uczniów z 61 różnych szkół.

Zasady pisania matur przez lata się zmieniają. Najnowsze weszły w życie nie tak dawno, bo trzy lata temu. To właśnie w 2015 roku zakończył się proces wchodzenia w życie podstawy programowej kształcenia ogólnego, którą zaczęto stosować w liceach i technikach od roku szkolnego 2012/2013.

Różnica jest taka, że oprócz obowiązkowych przedmiotów maturalnych, które muszą zdać wszyscy uczniowie, czyli języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego, muszą także przystąpić do egzaminu z minimum jednego przedmiotu dodatkowego na poziomie rozszerzonym. Nieco inaczej wygląda więc system doboru przedmiotów rozszerzonych, które chcemy na maturze pisać, bo deklaracje uczniowie muszą złożyć praktycznie na samym początku nauki w szkole średniej. A to nie lada utrudnienie, wielu uczniów wskazuje, że to zbyt szybko, by dokonać świadomej deklaracji. Na szczęście można ją w czasie edukacji jeszcze zmienić. Problem w tym, że im dłużej uczeń z tym zwleka, tym mniej czasu ma na naukę do matury.

Choć zasady pisania egzaminu dojrzałości się zmieniają, podejście do niego pozostaje takie samo. Nadal są to testy uważane za najważniejsze w życiu młodego człowieka. Nawet jeśli często to rodzice i dziadkowie maturzystów stresują się nimi bardziej niż oni sami.

Co warto zaznaczyć, inne są nie tylko zasady pisania matur, ale także system przyjęć na studia. Przed laty dla młodych ludzi stresujące były bowiem nie tylko egzaminy maturalne, ale także egzaminy wstępne na studia. Teraz tę tradycję kultywuje się na niewielu uczelniach, a jeśli nawet - kierunki, na których dostanie się gwarantuje nam najpierw zdanie testu wstępnego, można policzyć na palcach jednej ręki.

Psychologowie radzą: nauka przyniesie lepsze rezultaty, gdy znajdziemy czas na odpoczynek i zredukowanie napięcia, na przykład poprzez spotkania z przyjaciółmi czy ćwiczenia fizyczne. Wniosek? Siedzenie z nosem w książkach non stop przez kilka ostatnich dni może okazać się nie najlepszym pomysłem. Zapewne wielu z Państwa ma wspomnienia z okresu maturalnego, jedni pozytywne, inni mniej. Nasi dziennikarze postanowili podzielić się z Państwem własnymi. O ich spostrzeżeniach przeczytacie w rubryce z prawej strony.

MATURA, lata 70.

Wielkie oczekiwania i małe ściągi
To oczywiste, że właśnie ja spośród wszystkich wspominających mam najbardziej pod górkę. Nie twierdzę, że moja matura w katowickiej „Konopie” to były jakieś Himalaje. Po prostu minęło od niej już 47 lat, więc co człowiek może pamiętać? W dodatku nakładają się na tamten czas obrazy z kolejnych epok (nie)realnego socjalizmu, a potem demokratycznej Polski. Niestety, po ćwierć-wieczu wolności, PRL - w modnych ciuszkach wprawdzie i z mocnym makijażem, który ma utrudnić jego rozpoznanie - znów szczerzy zęby zza rogu. Ale ja przecież nie o tym. Wówczas, w 1971 roku, o dziwo, też czuliśmy powiew wolności. Nowy przywódca znał obcy język (obcy - a nie zaprzyjaźniony). Co poniektórzy przebąkiwali o końcu ciemnych kuchni bez okien i początku samochodu dla mas. Ogólnie miało być lepiej, także wchodzącym w dorosłe życie. Złudzenia prysły, zanim skończyliśmy studia, ale to też już inna historia. A sama matura? Ściągi oczywiście były, bo internetu, pełnego bryków, oczywiście nie było. Niektóre przypominały pracowicie złożony w kostkę centymetr krawiecki. Sądzę, że podczas ich przygotowywania można się było sporo nauczyć, bo wyciąganie owych „tasiemców” z tajnych skrytek w garniturach i bluzeczkach było podczas egzaminu absolutnie niemożliwe.
Adam Daszewski, matura 1971

MATURA, lata 80.

Traumatyczny czas, pamiętna matura
II LO w Dąbrowie Górniczej. Poziom wyśrubowany. Nauczyciele nie odpuszczali. Najlepsza klasa, tradycyjnie, jak to mat.-fiz. Ale matura to był blady strach. Nasz pierwszy egzamin. W ogóle. I od razu jeden z najważniejszych w życiu. Na dodatek czas był traumatyczny. W marcu oglądaliśmy ogólnopolski strajk ostrzegawczy. Światełko w tunelu nie rozbłysło. Napięcie rosło. 
30 kwietnia pojawiły się kartki na mięso, masło i ryż. Mieliśmy nadzieję, że jakoś się to poukłada, że zdamy maturę i dostaniemy się na wymarzone studia.
Za 7 miesięcy ogłoszą stan wojenny. Kto się na studia dostał, miał przerwę na prawdziwe przerażenie. W maju nikt się tego nie spodziewał. Maturzyści zwłaszcza. Nas interesowały wtedy głównie równania i całki. No i początek maja: data graniczna. Oczywiście nie wolno było ściągać. Oczywiście każdy miał ściągę. Kolejne pojawiały się znienacka. Kolega zjadł jedną w bułce, razem ze stresem. Tym, którzy mieli nerwy na postronkach, ściągi nie przeszkadzały. Tym, którym panika odebrała rozum, uratowały tyłek. Nauczyciele widzieli. Kilka bezczelnych zarekwirowali. Znali nas na wylot. Każdy zdał maturę na taką ocenę, na jaką zapracował przez 4 lata. 
Ni mniej, ni więcej. 
Od wtedy wiem, że w edukacji najważniejszy jest nie program, ale 
mądry nauczyciel.
Gosia Powązka, 
matura 1981

MATURA w latach 90.

Maj wolności i nadziei
1993 rok. Gdyby ktoś mnie zapytał o czas, kiedy powietrze najintensywniej pachniało nadzieją, miłością i radością życia – wskazałbym właśnie rok 1993. Nic potem nie było już takie samo. Nie tylko ze względów osobistych. Także dlatego, że nasz świat, świat maturzystów, zmieniał się niemal z dnia na dzień. Polska na początku lat 90. była krajem szalonych karier życiowych, wydawało się, że wszystko jest możliwe. Na rybnickim rynku na setkach straganów wykuwały się pierwsze polskie fortuny. Ze zdumieniem poznawaliśmy normalny świat ludzi Zachodu, dotykaliśmy ich zabawek, ich stylu życia. Matura miała być bramą do dorosłości, a dorosłość ta miała przynosić wyłącznie triumf (i, rzecz jasna, sukces sceniczny – w przypadku moim i całej młodzieży muzykującej marzenie było proste: być jak Pearl Jam lub Metallica, lub - w najgorszym razie - początkujący Hey).
Los weryfikował oczekiwania. Jednak sama matura była jeszcze częścią tego pięknego, młodzieńczego świata. Liceum Powstańców w Rybniku, rozszerzony polski i angielski, szóstka na świadectwie… Wszystko pestka, gorzej z historią, ale okazało się, że dezynwoltura, z jaką podszedłem do ustnego egzaminu, nie zemściła się na mnie. Prawdziwym wyzwaniem były wtedy egzaminy na studia. Ale cóż, najpoważniejszym testem był sprawdzian z dorosłego życia.
Marek Twaróg,
 matura 1993

MATURA w latach 2000.

Nikt dokładnie nie wiedział, jak to będzie wyglądać
Byłam pierwszym rocznikiem, który poszedł do gimnazjum. To my 13 lat temu pisaliśmy nową maturę. To była pierwsza matura, która wynikała z reformy oświaty. Była trzecim i jednocześnie ostatnim etapem reformy - po teście dla szóstoklasistów i egzaminie gimnazjalnym - rządów AWS. Zdawałam w III LO w Będzinie. Byliśmy trochę jak króliki doświadczalne. Zarówno my, jak i nauczyciele, wszystkich zmian uczyliśmy się na bieżąco. Nikt dokładnie nie wiedział, jak będzie wyglądał ten egzamin. Nową maturę planowano wprowadzić w 2002 roku. To się nie udało z powodu wielu niedoskonałości ustawy. Ostatecznie postanowiono umożliwić abiturientom rocznika 2001/2002 wybór pomiędzy zdawaniem po nowemu i po staremu, a także matury pomostowej. W 2005 roku „starą maturę” pisali jedynie absolwenci pięcioletnich szkół zawodowych. Czy się stresowałam? Nie. Za to moja mama płakała, dając mi „kopniaka” na szczęście. W końcu jej pierworodna miała pisać najważniejszy egzamin w życiu! Tak mi się wtedy wydawało. Czy było trudno? Wszyscy moi koledzy pisali rozprawkę o Kordianie, ja zrobiłam analizę Polaków w XVII wieku na podstawie fragmentu „Potopu” Henryka Sienkiewicza i nie poległam.
Katarzyna Kapusta, matura 2005

Bartosz Wojsa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.