Po wołgę pojechał aż do ukraińskiego Czernihowa [INTERAKTYWNA MAPA]

Czytaj dalej
Tomek Szymczyk

Po wołgę pojechał aż do ukraińskiego Czernihowa [INTERAKTYWNA MAPA]

Tomek Szymczyk

Co człowiek gotów jest zrobić dla swojej pasji? Wszystko. Łącznie z wyjazdem do kraju ogarniętego zamętem. Ryszard Czerwiński po wołgę pojechał aż do ukraińskiego Czernihowa.

Wołgi oprócz moskwiczów, ład czy zaporożców z pewnością uznać można za ikonę motoryzacji dawnego Związku Radzieckiego. Czarnej wołgi kiedyś bała się cała Polska, dzisiaj spotkanie auta tej marki na ulicy stanowi ogromną rzadkość. Dlatego właśnie dla miłośników starych samochodów wołga jest takim rarytasem. Ryszard Czerwiński - organizator corocznych Sosnowieckich Spotkań Starych Samochodów nie wahał się pojechać po nią do Czernihowa. Nie, nie pod Kraków. Na ogarniętą wojną i zamętem Ukrainę.

Pierwsza wołga z taśmy produkcyjnej fabryki w rosyjskim mieście Gorki (wcześniej i dzisiaj Niżny Nowogród) zjechała w październiku 1956 roku. W ciągu ponad pięćdziesięciu lat produkcji powstało kilkanaście modeli i odmian. Samochód, który udało się nabyć panu Ryszardowi to wołga 21 trzeciej serii produkowana w latach 1962-1970.

Sosnowiec od Czernihowa dzieli prawie dokładnie 1100 kilometrów. Czernihów leży 150 kilometrów na północny zachód od Kijowa. Dziś może trudno uwierzyć, że ten jeden z najstarszych ruskich grodów za panowania Zygmunta III i Władysława IV Wazy wchodził w skład Rzeczpospolitej.

- Na Ukrainę pojechaliśmy moim wysłużonym audi. Było nas trzech. Jeden z towarzyszy podróży jest Ukraińcem, więc pomagał w tłumaczeniu w tamtejszych urzędach. Czy nie baliśmy się jechać w te strony? Powiem szczerze, że miałem cykora - opowiada Ryszard Czerwiński.

On i jego kompani granicę polsko-ukraińską przekroczyli w Korczowej. Droga do Lwowa nie okazała się zła. Znacznie gorsza była już trasa ze Lwowa do Tarnopola, gdzie mieszka rodzina jednego z podróżujących. Podróż z tego miasta do Kijowa bocznymi drogami okazała się już męczarnią. Paradoksalnie, pozwoliło to zobaczyć miejsca, jakich nawet na wschodzie jest coraz mniej. - Spotykaliśmy wozy konne, a stacje benzynowe znajdowały się co kilkadziesiąt kilometrów, ale koloryt ukraińskiej prowincji okazał się niepowtarzalny - mówi Ryszard Czerwiński.

Chociaż wojna ogarnęła południowo-wschodnią część tego kraju, trudno uciec od niej na całej Ukrainie. Również w Czernihowie. Ceny produktów spożywczych wzrosły o sto, a nawet o dwieście procent. Obcięte zostały płace w budżetówce. W Czernihowie jedna z rodzin zastanawiała się, czy przeprowadzić w swoim domu remont. To nie taka prosta decyzja jak u nas. Materiały budowlane wciąż drożeją. Nie wiadomo też, czy odnowionej siedziby nie trzeba będzie opuścić, uciekając przed wojną. - Cały czas odczuwaliśmy tam, że coś się dzieje. Trzeba być ostrożnym, co się mówi i raczej nie wdawać się w poważniejsze dyskusje, bo nigdy nie wiadomo, kogo się spotka. To prawdziwy tygiel - wspomina Ryszard Czerwiński. - Wielu ludzi mówiło nam, że za Janukowycza było lepiej. Miejscowi twierdzili, że ludzie kradli, ale zostawało też dla innych. Spotkaliśmy się nawet z opiniami, że szkoda, że Putin nie wkroczył, by zrobić porządek - dodaje.

Właśnie w Czernihowie udało się nabyć wołgę 21 wyprodukowaną w 1970 roku. To „ostannij wypusk”, jak powiedział jej dotychczasowy właściciel - osiemdziesięcioletni emerytowany czołgista. Auto okazało się w doskonałym stanie technicznym, udało się też nabyć oryginalne części zapasowe. - Człowiek, od którego kupiłem wołgę, był jej drugim właścicielem. To wersja lux eksport - mówi jej nabywca.

Podróż powrotna do Polski okazała się szybsza, bo kierowcy wybrali autostradę z Kijowa przez Żytomierz i Równe do Lwowa. Autostradę, po której czasem biegają kury. Gaiszników bardziej niż czterdziestoletnia wołga interesowało jednak powracające również do kraju audi. Samochód tylko raz przekroczył dozwoloną prędkość. O 50 hrywien.

Wołga i Ryszard szczęśliwie wrócili do polski. Samochód będzie można zobaczyć podczas organizowanej 16 maja Classic Car Night. Samochód czeka także na debiut filmowy. Ma zagrać w obrazie Jana Kidawy-Błońskiego, opowiadającym historię piłkarza Jana Banasia. Zdjęcia mają być kontynuowane latem. W filmie zobaczyć będzie można Mateusza Kościukiewicza (rola główna), Olafa Lubaszenkę, Pawła Deląga czy Magdalenę Cielecką. Kogo „zagra” wołga, tego jeszcze nie wiadomo. Główny bohater ma na ekranie jeździć czerwonym mustangiem z 1966 roku, a cała drużyna Górnika Zabrze oryginalnym czechosłowackim autobusem skoda 706 RTO. Nie zabraknie oczywiście również syren, warszaw, starów, emzetek czy eshaelek, czyli polskiej codzienności motoryzacyjnej z tego okresu, a także zabytkowych mercedesów, volkswagenów, opli czy rolls-royce’a. Ryszard Czerwiński na planie filmu jest konsultantem ds. motoryzacji.

Tomek Szymczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.