Polacy kochają robić zakupy. Ale czy koniecznie w niedzielę?

Czytaj dalej
Fot. Marzena Bugała-Azarko
Anna Zielonka

Polacy kochają robić zakupy. Ale czy koniecznie w niedzielę?

Anna Zielonka

Wybrałam się do sklepu. W niedzielę. I zapytałam innych klientów marketów, dlaczego robią zakupy właśnie tego dnia. Ich odpowiedzi okazały się dość zaskakujące. Większość nie miałaby nic przeciwko wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę.

Gorąca, wrześniowa niedziela. Słońce przygrzewa dość mocno. W taką pogodę lepiej opalać się nad wodą lub spacerować gdzieś w plenerze. Ja jednak postanawiam sprawdzić, czy centra handlowe tętnią życiem. Jest godzina 13.15, więc pora obiadowa. Na pewno ludzie siedzą w domach i zajadają się rosołem, roladami lub kotletami schabowymi - myślę sobie. Nic bardziej mylnego. Odwiedzone przeze mnie trzy centra handlowe są pełne klientów!

Tłoczno jest na przykład w sosnowieckim Fashion House. Parking przed tym znanym na Śląsku i w Zagłębiu outletem z przecenionymi kolekcjami jest jak zwykle zapełniony samochodami po same brzegi. Drzwi do sklepu wręcz się nie zamykają. Interes kwitnie. I kto by pomyślał, że pewnej niedzieli klienci, zamiast zrobić upragnione zakupy, po prostu pocałują klamkę?

Mieszkanie za czytanie

- Przyjechałem dziś na zakupy, bo w tygodniu nie mam kiedy. Pracuję od 8 do 20. Nie mam więc wtedy ani siły, ani czasu, by jeździć do sklepu - przyznaje spotkany przez nas na parkingu Piotr Sokulski z Chorzowa. - Pracuję też w soboty, dlatego na sklepy zostaje mi niedziela - dodaje.

Do Fashion House przyjechał z kolegą. Liczyli na promocje.

- Szukałem butów dla siebie, ale nie znalazłem żadnych, które by mi odpowiadały. Pojedziemy więc też do innych galerii w regionie - stwierdza Rafał Brzeziński z Rudy Śląskiej.

Co myślą o planowanym wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę?

- Ja jestem za. W Niemczech w tym dniu sklepy są zamknięte i wszyscy jakoś sobie radzą. Robią zakupy wcześniej, a niedzielę spędzają z rodziną i przyjaciółmi - dodaje pan Piotr. - Sam od czasu do czasu mogę sobie jeszcze pozwolić na sklepowe wypady w niedzielę, bo nie mam rodziny - zaznacza.

Waldemar Szymański z Dąbrowy Górniczej też wyjątkowo odwiedził w niedzielę sosnowiecki outlet. Jest jednak za zakazem handlu. Uważa, że równie dobrze będzie mu się żyło bez centrów handlowych, otwartych w tym dniu.

- Wszyscy potrzebują odpocząć, nic się nie stanie, gdy raz w tygodniu sklepy będą zamknięte - komentuje dąbrowianin.

Sosnowiczance Małgorzacie Noczyńskiej nie przeszkadza handel w niedzielę. Ale na zakupy w tym dniu jeździ rzadko - raz w miesiącu. Dobrze pamięta jednak czasy, gdy nie robiło się zakupów w niedzielę.

- Jeśli znów tak będzie, nic złego się nie stanie. Będziemy chodzić do sklepu po prostu w dzień powszedni - podkreśla.

Opuszczam Fashion House i jadę do kolejnego dużego centrum handlowego. Na remontowanym parkingu pod sklepem IKEA w Katowicach trudno znaleźć wolne miejsce. Po rejestracjach samochodów widać, że klienci przyjechali zarówno z bliska, jak i z daleka. Wśród nich są Monika i Daniel Kamaszewscy z Częstochowy. - Dziś mamy szóstą rocznicę ślubu. Zamiast obiadu, skusiliśmy się na wycieczkę do sklepu. Nabyłem na przykład komplet obiadowy dla żony, aby mogła robić pyszne obiady na kolejne rocznice - żartuje pan Daniel.

Pracuje w Londynie, do Polski przyjeżdża na kilka dni.

- Dlatego robimy zakupy w niedzielę. Nie miałem wcześniej na to czasu. Ale ogólnie jestem przeciwny każdej pracy w tym dniu, oprócz takich zawodów jak ratownik, policjant, strażak itd. - dodaje.

Tak samo myślą Izabela i Antoni Legierscy oraz Celina i Bartłomiej Kohutowie z córką Julią z Istebnej. Również ich spotkaliśmy w sklepie IKEA. Też podkreślają, że przyjechali tu wyjątkowo. Uważają, że wystarczyłoby, aby tylko jedna niedziela w miesiącu była handlowa.

- Dookoła jest tyle sklepów, że każdy zdąży zrobić zakupy wcześniej - oceniają. Ich zdaniem to kwestia przyzwyczajenia.

Mój rajd po centrach handlowych w regionie trwa. Parkujemy za galerią Silesia City Center. Tam spotykam dwie licealistki z Tychów, Agatę Madziałę i Anię Frąckowiak.

- W sobotę uczyłyśmy się, dlatego dzisiaj zrobiłyśmy sobie wolne od nauki i przyjechałyśmy na zakupy do Katowic - przyznają. Ale, co już mnie przestało dziwić, i one są za zakazem handlu w niedzielę, przynajmniej częściowym. - Małe, osiedlowe sklepy spożywcze mogą być otwarte - dodają.

W końcu trafiam na zwolenników weekendowych zakupów. To kilkoro nastolatków z Gliwic. Hania Poloczek, Natalia Marczyk, Wiktoria Struzik i Jakub Lachman, którzy przyjechali na zakupy specjalnie do SCC. Swoją sklepową eskapadę uważają za udaną.

- W niedzielę ludzie mają więcej czasu na tego typu zajęcia. W tygodniu jest szkoła, dużo nauki, dorośli pracują. Nie mają więc siły, aby jechać jeszcze do sklepu - wyliczają. - Poza tym czas z rodziną i znajomymi można spędzić też w galerii. Centra handlowe przyciągają klientów, organizując różne ciekawe imprezy - dodają.

Wypad do galerii to nierzadko jedyna okazja, by pobyć razem

Ktoś zapyta: To jak to w końcu jest, klienci są za handlem w niedzielę czy przeciwko niemu? Dlaczego chodzą do sklepu, deklarując jednocześnie poparcie dla pomysłu „Solidarności”?

Co ciekawe, również wyniki badań sondażowych pokazują, że Polacy jednocześnie chodzą do sklepów w niedzielę, ale nie mieliby nic przeciwko zamknięciu ich w ten dzień. Jak bowiem wynika z badań przeprowadzonych przez agencję badawczą IR Center (dane pochodzą z syntezy przygotowanej przez Konfederację Lewiatan), niedzielne zakupy robi 94 proc. Polaków, ale już 33 proc. respondentów popiera zakaz handlu.

Z kolei prawie połowa badanych (48 proc.) wyraziła swój sprzeciw wobec wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę, 19 proc. to osoby niezdecydowane. Dokładnie 80 proc. ankietowanych pozytywnie ocenia obecność sieci handlowych w Polsce, a negatywną notę wystawia im tylko 6 proc. pytanych.

Jak spędzamy wolny czas? Zakupy są na czwartym miejscu: Przeciętny Polak, na pytanie o najczęstsze formy spędzenia niedzieli wymienia: odpoczynek w domu (59 proc.), spotkania z rodziną (45 proc.), spacer (43 proc.) i zakupy (42 proc. badanych osób).

Dlaczego więc Polacy z jednej strony robią zakupy w niedzielę, a z drugiej deklarują, że lepiej, aby niedziela była dniem wolnym? I czy chcą pracować w niedzielę, a może woleliby więcej czasu spędzać z rodziną? O opinię zapytałam eksperta.

Dr Grzegorz Odoj, adiunkt w Zakładzie Teorii i Badań Kultury Współczesnej Uniwersytetu Śląskiego podkreśla, że praca w niedzielę to problem społeczny i kulturowy, który wpływa na życie społeczeństwa, funkcjonowanie i styl życia rodziny.

- Kiedy w naszym kraju zaczął się upowszechniać model kultury konsumpcyjnej, pojawiło się przeświadczenie, że jako społeczeństwo na tzw. dorobku powinniśmy pracować jak najwięcej, aby móc żyć na odpowiednim poziomie materialnym - wyjaśnia dr Grzegorz Odoj. - Zapanował pogląd, że Polsce wiele jeszcze brakuje do standardów zachodnich, i my, w przeciwieństwie do krajów Zachodu, nie możemy sobie pozwolić na wolne od handlu niedziele. Ale z drugiej strony możliwość zrobienia zakupów w niedzielę stała się także synonimem dokonujących się przemian, czymś atrakcyjnym, co dotychczas było zasadniczo niemożliwe - stwierdza.

Dodaje, że w tym okresie zmienił się też sposób spędzania wolnego czasu.

- Sporo rodzin wybiera się w niedziele do centrów handlowych, gdzie nie tylko robią zakupy, ale idą do kina, restauracji czy kawiarni. To taki współczesny paradoks, gdy wspólny wypad z rodziną do galerii handlowej staje się nierzadko jedyną okazją, aby pobyć i porozmawiać z bliskimi - dodaje.

A co się stanie, zdaniem antropologa kultury, gdy zakaz handlu rzeczywiście zostanie wprowadzony?

- No cóż, skoro dla wielu niedzielny pobyt w centrum handlowym to właściwie najprostszy pomysł na wspólne, a więc i rodzinne spędzenie wolnego czasu, można mieć obawy, czy nie potraktują tego jako odebranie im pewnego od dawna utrwalonego, stale powtarzanego schematu codzienności. Najłatwiej więc zasiąść wówczas przed telewizorem, zaszyć się w pokoju z komputerem i tak spędzić ten dzień - komentuje.

Skoro w dużej mierze przyzwyczailiśmy się do robienia zakupów w niedzielę, raczej trudno będzie po wprowadzeniu w tym dniu zakazu handlu przywyknąć do nowej rzeczywistości. - Ci, którzy zwykle udają się do centrów handlowych w niedziele, będą musieli przemodelować rytm całego tygodnia - dodaje dr Odoj.

Widzi kilka czynników, nad którymi warto się zastanowić, zanim ustawodawcy ostatecznie zdecydują się wprowadzić niedzielny zakaz handlu. Dr Odoj przekonuje, że warto zapytać o zdanie samych pracowników sklepów.

- Z tego, co mi wiadomo, taki sondaż nie został dotychczas przeprowadzony. A to właśnie osoby pracujące w supermarketach i innych punktach handlowych są przecież bezpośrednio zainteresowane tym tematem. W większości są to kobiety, które oprócz pracy zawodowej mają też rodzinne obowiązki. Dlatego myślę, że należy zapytać je w pierwszej kolejności - przekonuje dr Odoj. - Następna kwestia jest taka, że warto zastanowić się, czy dobrym rozwiązaniem jest wprowadzanie zakazu handlu od razu w całej Polsce na zasadzie terapii szokowej. Myślę, że warto spróbować najpierw przetestować ten pomysł lokalnie, np. na przykładzie jakiegoś regionu albo wcielając go w życie stopniowo w ciągu roku - stwierdza.

Niedzielne zakupy to często 20 proc. tygodniowych obrotów

Zdaniem Katarzyny Lenartowicz, zastępcy dyrektora Centrum Handlowego Europa Centralna w Gliwicach, motywacje, dla których klienci odwiedzają centra handlowe, są bardzo różnorodne.

- Podstawową jest oczywiście chęć zrobienia zakupów. Jednak statystycznie około jednej czwartej klientów odwiedza centra handlowe, chcąc zjeść wspólnie posiłek, odpocząć, czy w różny sposób spędzić swój czas wolny, co w dużym stopniu wiąże się z weekendami - wymienia. - Największą odwiedzalność notujemy przede wszystkim w sobotę i w niedzielę, a w dni powszednie w godzinach popołudniowych. Klienci coraz uważniej przyglądają się także promocjom, zniżkom i rabatom. Jest także znacząca grupa gości, którzy bardzo chętnie uczestniczą w różnego rodzaju akcjach i projektach, szczególnie edukacyjnych i kulturalnych, które zwykle odbywają się w soboty i niedziele - zaznacza.

Polacy kochają robić zakupy, najbardziej ze wszystkich europejskich narodów. Badania pokazują, że w calej Europie to właśnie nasz naród najczęściej chodzi do sklepu. Przeciętny Polak bywa tam 40 razy na miesiąc, w tym w małych sklepach 13 razy.

Dyskusja o niedzielnych zakupach odbywa się na poziomie lokalnym i ogólnopolskim. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji podtrzymuje krytyczne stanowisko wobec planów ograniczenia handlu w niedzielę.

- Dla dużych firm jest to de facto zakaz handlu, w dodatku ignorujący argumenty ekonomiczne i społeczne, publikowane i używane publicznie od lat kilkunastu - przekonuje Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny POHiD-u. - Pomysł wprowadzenia zakazu dziwi też dlatego, że na rynku utrwala się deflacja i narasta problem nadprodukcji. Do tego dochodzi problem z podatkiem skierowanym przeciw handlowi wielkopowierzchniowemu i planowaną ustawą o nadużywaniu praktyk kontraktowych. W sposób oczywisty odbije się to na zatrudnieniu i dostawach - zaznacza.

Zwolnienia mogą objąć nawet 30-35 tys. pracowników handlu i firm, współpracujących ze sklepami (np. dostawców, magazynierów, spedytorów). Dyrektor POHiD-u przekonuje jednocześnie, że najbardziej ucierpi segment dużych sklepów przemysłowych i centra handlowe, ponieważ sprzedaż niedzielna to ok. 20 proc. sprzedaży tygodniowej. Przesunięcie jej na resztę tygodnia nie jest możliwe w takim stopniu, jak w sklepach żywnościowych. Poza tym centra handlowe to infrastruktura handlowa dla małych i średnich sklepów, które właśnie w niedzielę zarabiają najlepiej. Faliński dodaje, że POHiD potępia „klimat dyskryminacji i pomówień o stany rzeczy i działania niemające potwierdzenia w faktach, np. stwierdzania złych warunków pracy i płacy, podczas gdy na tle średniej sektorowej firmy duże wypadają najlepiej”.

Na „nie” wobec ustawy jest też Polska Rada Centrów Handlowych. Jak argumentuje Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych, jednym z powodów sprzeciwu PRCH są zapisy o niewspółmiernych karach dla właścicieli sklepów, które sięgają nawet dwóch lat więzienia. Knap zwraca też uwagę na niekonsekwencje w zapisach, które z przestrzegania zakazu handlu wyłączają np. sklepy do 50 m kw. powierzchni.

- Podczas gdy właściciele takich placówek mogą sami stanąć za kasą, to w centrach handlowych nie jest to już możliwe. To dyskryminuje większych przedsiębiorców - zaznacza. Dodaje, że wbrew powszechnemu przeświadczeniu o tym, jakoby na zachodzie Europy niedziela była wolna od handlu, taka sytuacja ma faktycznie miejsce tylko w kilku krajach. - Na przykład w Berlinie większe galerie handlowe są otwarte przez cały tydzień. To sami klienci powinni dokonać wyboru, czy pójdą w niedzielę na zakupy, czy nie - podkreśla.

Anna Zielonka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.