Poznański piekarz piekł chleb w ukraińskiej Buczy. "Zostali tylko ci, którzy się nie bali"

Czytaj dalej
Fot. Facebook/Czarny chleb
Paweł Antuchowski

Poznański piekarz piekł chleb w ukraińskiej Buczy. "Zostali tylko ci, którzy się nie bali"

Paweł Antuchowski

Poznańscy piekarze pojechali do Buczy aby tam pomóc w ponownym uruchomieniu lokalnej piekarni i piec chleb dla mieszkańców. Po 7-dniowym pobycie powrócili do Polski. O ich udanej misji, wrażeniach, obawach i zaskoczeniach rozmawiamy z właścicielem piekarni Czarny Chleb, Jackiem Polewskim.

Jakie emocje towarzyszyły wam podczas pobytu w Buczy?
Na początku było troszeczkę strachu, ale także koncentracji. Właściwie nie wiedzieliśmy co nas spotka w Buczy i w ogóle co nas spotka po drodze. Kiedy już wjechaliśmy na teren Ukrainy, to już powoli się uspokoiliśmy. Zobaczyliśmy jak ludzie reagują na alarmy rakietowe - totalną obojętnością. Właściwie jakiekolwiek ślady wojny widzieliśmy dopiero pod Kijowem, właśnie w okolicach Buczy czy Irpienia, spaloną stację benzynową na przykład. To są takie obrazy raz na jakiś czas. Zniszczenia są gdzieś na poziomie 5 proc., może 2 proc. i to takie punktowe. Niestety w mediach jest to pokazane tak, jakby cały kraj się palił i został zniszczony.

Jak się czuliście, kiedy przybyliście do Buczy?
Na miejscu byliśmy bardziej spokojni niż kiedy wjechaliśmy do samej Buczy.

To, co mnie przerażało w mieście, to pustka, puste ulice. Gdzieś tam jakaś babusza wychodzi z bramy, jakiś kot gania się z kotem, a ogólnie pusto. Po prostu ludzie wyparowali, taka trochę baza ludzi umarłych.

Nabraliście większego spokoju, kiedy poznaliście to miejsce?
Dokładnie. Żołnierze w checkpointach nas znali. Zaprzyjaźniliśmy się tam z blokiem, do którego dostarczaliśmy chleby. Oni nas częstowali jedzeniem, było bardzo dużo takich ludzkich odruchów, bardzo ciepłych i sympatycznych. Nie mieli wody przez chyba 3 tygodnie, ani prądu, ani gazu. Po tygodniu zobaczyliśmy, że życie powoli wraca, że tam oczywiście są zniszczenia, ale ludzie są wszędzie. Wszyscy bardzo przyjaźni, otwarci. Tam nie ma takiego paraliżu strachu. Wręcz przeciwnie, jest taka chęć współpracy i otwartości. Może to wynika z tego, że zostali tylko ci, którzy po prostu się nie bali. Jak już wracaliśmy, a byliśmy 7 dni na miejscu, widzieliśmy coraz więcej ludzi, coraz więcej samochodów, coraz więcej się zaczęło dziać.

Jeśli chodzi o samą piekarnię, co zastaliście na miejscu?
W czasie okupacji była tam siedziba jakiegoś oddziału rosyjskiego, gdzie siedzieli, jedli, pili i po prostu uciekli, zostawiając po sobie bałagan. Wszystko porozrzucali i musieliśmy to 2 dni sprzątać. To był najbardziej niebezpieczny moment. Mieliśmy w głowach takie historie, że zostawiają miny. Wszystko powoli podnosiliśmy i sprawdzaliśmy, czy tam czegoś nie ma. Na szczęście nie było i na tym terenie, gdzie byliśmy. Oczywiście nie wchodziliśmy do lasu, dla bezpieczeństwa własnego poruszaliśmy się po drogach i omijaliśmy te miejsca, gdzie były ostrzeżenia o minach, bo wojsko ukraińskie takie miejsca oznacza.

Była jakaś groźba, że Rosjanie mogą chcieć wrócić?
Było takie zagrożenie, ale nie wierzę, że mogą wrócić do Buczy czy próbować ją odbić. To jest po prostu hejt, domysły i paplanie. Nasz piekarz się przestraszył przez żołnierza, który powiedział, że za 2 dni może będzie ofensywa od północy, no ale poprzednio, zanim pojawili się żołnierze, trwało to 7 dni, czyli najpierw latały samoloty, później helikoptery i dopiero później się pojawiło wojsko. To są ludzie, którzy reagują w ten sposób, że jak się może coś stać, to uciekają i musieliśmy się na 1,5 dnia "zwinąć".

Ta piekarnia tam cały czas funkcjonuje, odkąd została uruchomiona?
Tak. Zaczęliśmy od 25 chlebów, a dzisiaj mamy informacje, że oni zrobili właśnie swój rekord - 250 chlebów. Oficjalnie pojechaliśmy piec dla nich chleb, a tak naprawdę chodziło o to, żeby uruchomić piekarnię i pomóc jej działać na początku. Żeby ona później została i funkcjonowała dla lokalnej społeczności, uczestniczyła w tej takiej wymianie ekonomicznej drobnych rzeczy. No i wszystko wskazuje na to, że ten cel osiągnęliśmy.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paweł Antuchowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.