Pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Kaliszu domagają się zwolnienia dyrektorki. Winią ją za rozprzestrzenianie się koronawirusa w placówce

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Kurzyński
Andrzej Kurzyński

Pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Kaliszu domagają się zwolnienia dyrektorki. Winią ją za rozprzestrzenianie się koronawirusa w placówce

Andrzej Kurzyński

Od 9 kwietnia, czyli od czasu wykrycia masowych zakażeń koronawirusem w Domu Pomocy Społecznej w Kaliszu zmarło 41 osób. Pracownicy placówki winą za masowe zakażenia wśród personelu i pacjentów winią dyrektorkę i domagają się jej zwolnienia. Twierdzą, że całkowicie zlekceważyła zagrożenie, gdy w DPS-ie pojawił się pierwszy chory.

Pracownicy DPS-u zarzucają dyrektorce m. in., że nie zadbała w porę o właściwe zabezpieczenie placówki. Brakowało w niej maseczek, czy fartuchów ochronnych. Twierdzą, że nie wdrożono żadnych procedur postępowania w przypadku zakażenia.

- Kiedy pojawiła się osoba podejrzewana o zakażenia koronawirusem, nie zostały zachowane żadne środki bezpieczeństwa. Pani dyrektor wchodziła i mówiła, że z jednego talerza się nie liże i nikt się nie zarazi. Były robione takie pokazówki

- mówi jedna z pracownic. - Pierwsze maseczki i fartuchy kupiliśmy my, pracownicy. Była w tym celu robiona zbiórka telefoniczna. Te środki dopiero na drugi dzień po zamknięciu domu dojechały - dodaje.

Przedstawiciele związków zawodowych dodają, że nikt z władz miasta nie chciał z nimi rozmawiać na temat tej sytuacji.

- Chcieliśmy umówić się panem prezydentem, ale nie wyraził na to zgody, choć przewodniczący kilkanaście razy dzwonił. Nie było reakcji ze strony prezydenta, więc pracownicy podjęli decyzję, że po dwóch dniach od powrotu do pracy pani dyrektor powiadomią media. Jeśli tego inni nie usłyszą, to już nikt nas nie wysłucha. To nasz akt desperacji - dodaje pracownica DPS w Kaliszu.

Pracownicy zarzucają dyrektorce, że wybiórczo zgłaszała ich do testów na koronawirusa. Cześć osób miano pominąć, ponieważ nie mieli kontaktu z zakażonymi.

- 8 kwietnia dostałam wysokiej temperatury i już nie przyszłam do pracy. Zachorowałam, miałam wszystkie objawy, ciężko chorowałam i nie mogłam się doprosić o test. Dzwoniłam do pracy i mówiono mi, że nikt nic nie wie na temat list, które poszły do sanepidu. Osobiście obdzwaniałam wszelkie instytucje i dopiero 22 kwietnia miała zrobiony test. Pracodawca w ogóle się nie zatroszczył o to, żebyśmy wszyscy pracownicy mieli wykonane testy w domach - dodaje kolejna z pracownic DPS-u.

Pracownicy placówki domagają się zwolnienia dyrektorki, obwiniając ją o rozprzestrzenienie się koronawirusa wśród pensjonariuszy i personelu.

- Chcemy, aby pani dyrektor odeszła a dyrektorem został pan, który do tej pory pełnił obowiązki dyrektora. Gwarantuje nam bezpieczeństwo, spokój, docenia pracowników. Chcemy z nim pracować. Jesteśmy emocjonalnie związani z mieszkańcami, chcemy im pomagać, ale w takich warunkach się nie da

- wyjaśniają.

Od kilku dni w placówce czynności wykonuje prokuratura. Pracownicy twierdzą, że są w związku z tym zastraszani przez dyrektorkę. Mieli oni słyszeć, że zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje, a nawet zostaną zwolnieni.

Zdaniem Bernarda Niemca, szefa kaliskiej "Solidarności" w sytuacji, gdy może dochodzić do mataczenia, należałoby urlopować dyrektorkę placówki lub zawiesić w czynnościach.

- Jak w tej sytuacji pracownicy mogą bezpiecznie przed prokuraturą rozmawiać i zeznawać? Tutaj mogą być pewnego rodzaju zakłamani i mataczenie. Mamy osobę, która może prowadzić dom pomocy społecznej i się sprawdziła i takie rozwiązanie będę rekomendował prezydentowi Kinastowskiemu, żeby uspokoić sytuację - mówi Bernard Niemiec, przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" Wielkopolska Południowa.

Dyrektorki Haliny Szalskiej nie było w pracy, choć formalnie od poniedziałku już pracuje po przebytej chorobie i kwarantannie. Z protestującymi pracownikami DPS-u rozmawiał wiceprezydent miasta Mateusz Podsadny. Zapowiedział on przekazanie raportu ze spotkania prezydentowi miasta wraz ze stanowiskiem pracowników w sprawie zwolnienia dyrektorki.

3 czerwca na terenie Domu Pomocy Społecznej w Kaliszu przebywało 113 pensjonariuszy. Jedna osoba jest urlopowana. 22 osoby przebywają w szpitalach. Łączna liczba mieszkańców wynosi 136. Wśród nich, 73 osoby to ozdrowieńcy. W placówce znajduje się 45 pracowników (w tym 3 osoby stale na terenie DPS-u, 40 osób wychodzących, 2 osoby na zmianę nocną) oraz 1 wolontariusz.

Od 9 kwietnia, czyli od czasu wykrycia masowych zakażeń koronawirusem w Domu Pomocy Społecznej w Kaliszu zmarło 41 mieszkańców.

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Andrzej Kurzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.