Grażyna Kuźnik

Prąd jest zbyt drogi. Protest klientów elektrowni Łaziska

Prąd jest zbyt drogi. Protest klientów elektrowni Łaziska
Grażyna Kuźnik

80 lat temu mieszkańcy Mikołowa zorganizowali zbiorowy protest przeciw nowym cenom prądu. Podwyżki sięgały nawet 200 procent, ale duże firmy płaciły grosze.

Wielką awanturą skończyła się w 1936 roku próba wprowadzenia nowych opłat przez Elektrownię w Łaziskach. Rachunki mocno poszybowały w górę. Mikołowianie dowiedzieli się, że mają nie tylko więcej płacić za prąd, ale także dodatkowo złotówkę miesięcznie za sam licznik. I tak, jeśli przeciętny wtedy mieszkaniec za energię w domu płacił dotąd od dwóch do trzech zł, to według wprowadzonych właśnie zasad, miał do zapłacenia około pięciu zł. Niektórzy obywatele z przerażeniem dowiadywali się, że rachunek wynosi 6 zł 20 groszy.

W zwykłych mieszkaniach nie było wtedy oczywiście lodówek, pralek, odkurzaczy. Takie sprzęty wciąż stanowiły kosztowną nowinkę, a pierwszą chłodziarkę z zamrażarką wynaleziono dopiero w 1939 roku. Na nieliczne elektryczne sprzęty mogli sobie wtedy pozwolić tylko zamożni, bo sama jedynie wyżymaczka do nowoczesnej pralki, kupowana osobno, kosztowała 30 zł. Taka pralka zżerała zresztą bardzo dużo energii. A kto kupił lodówkę elektryczną, przekonał się, że musi płacić za prąd dziesięć razy tyle co przedtem.

W 1936 roku cena radia to około 150 zł, a lodówki 2 tys zł. Można było wtedy nabyć nawet rodzaj telewizora w cenie 5 tys. zł, ale bez nadziei na ciekawe programy. Chociaż w 1936 roku w Polsce przystąpiono do budowy urządzenia, które pozwalało na nadawanie filmów kinematograficznych. Starano się je wykorzystać w Eksperymentalnej Stacji Telewizyjnej, ale wojna przerwała te obiecujące próby.

W 1936 roku, już po najgorszym kryzysie gospodarczym, śląski pracownik fizyczny zarabiał średnio 150 zł, a umysłowy z maturą około 250 zł. Trzeba jednak zaznaczyć, że województwo śląskie i tak na tle innych polskich regionów wypadało bardzo dobrze pod względem elektryfikacji i zaopatrzenia domostw w sprzęt AGD. Dotyczyło to zwłaszcza miast.

W każdym jednak domu światło elektryczne bardzo się oszczędzało. I może dlatego rozwijająca się elektrownia w Łaziskach Górnych uznała, że musi zwiększyć swoje zyski. Tym bardziej, że jak ujawniła komisja elektryfikacyjna w Mikołowie, dużym firmom bardzo obniżyła rachunki. W ten sposób 80 proc. drobniejszych klientów tej elektrowni, jak podaje gazeta “Polonia”, otrzymało bardzo słone podwyżki, sięgające nawet 200 proc. Zakład w Łaziskach dostarczał w tym czasie energii ponad 16 tysięcy odbiorcom w obrębie 85 gmin.

Mikołowianie nie zamierzali odpuścić. 70 obywateli miasta wystąpiło z ostrym protestem przeciwko decyzjom elektrowni. Uzyskali poparcie radnych, którzy sprawdzili, że podwyżki rządzą się dziwnymi prawami. Bogaci jeszcze zyskują, a biedni tracą.
Pod naciskiem opinii publicznej elektrownia zgodziła się na niewielki kompromis. Obniżyła mikołowianom rachunki za korzystanie z liczników o połowę. Na inne ulgi nie wyrażała zgody, a dyskusja z zakładem była trudna. Kto nie płacił żądanej sumy, temu po prostu wyłączano prąd.

Wkrótce w ślad za mieszkańcami Mikołowa poszły inne gminy. Elektrownia ustępowała jedynie na drobne kwoty. Klienci jednak mieli własne sposoby na zemstę. Pojawili się złodzieje nie tylko prądu, ale i przewodów wysokiego napięcia. Poznać ich można było po braku kilku palców.

Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.