Prof. Chorąży wierzył, że raka uda się pokonać. Teraz już wierzy w to mniej

Czytaj dalej
Teresa Semik

Prof. Chorąży wierzył, że raka uda się pokonać. Teraz już wierzy w to mniej

Teresa Semik

Profesor Mieczysław Chorąży jest ciągle w pracy w Instytucie Onkologii w Gliwicach, mimo swoich 92 lat. Skromny, wrażliwy naukowiec, otwarty na ludzi i świat. Społecznik. Przy łóżku umierającej matki zdecydował, że będzie lekarzem.

To człowiek o imponującej sprawności. Pracuje teraz na pół etatu, nie tak, jak kiedyś, gdy zaczynał wczesnym rankiem i kończył wieczorem, a potem w domu do późnej nocy siedział nad lekturą. - Sam się dziwię, jak można było latami utrzymać taki tryb życia - mówi. Badania nad rakiem wciąż nie dają spokoju.

Mieczysława Chorążego przygarnął Śląsk, gdy wypędzono go z Warszawy za przeszłość w Armii Krajowej i za pochodzenie. Podpadał pod klasę bogatych chłopów. „Syn kułaka”, jeszcze dziś dźwięczy mu w uszach ten zarzut. Pochodzi z Janówki, wsi zagubionej wśród podlaskich lasów, gdzie znalazł schronienie dziadek, krótko po upadku powstania styczniowego. Rodzina gospodarowała na 20 ha, dom był nowoczesny, jak na przedwojenne czasy, z radiem, gramofonem, biblioteką.

Jako gimnazjalista i harcerz Mieczysław Chorąży nocą pilnował bialskiej elektrowni, z karabinem bez jednego naboju. Niewiele mógłby zdziałać w razie potrzeby, ale rozpierała go duma, że służy ojczyźnie. Uciułane kilka złotych przekazał na zakup broni dla wojska. Nieraz się zastanawia, jakby się rozwinęła Polska z ich zapałem i wychowaniem młodzieży, ze społeczeństwem oddanym krajowi, gdyby nie ta wojna.

Naukę w gimnazjum, w trybie tajnego nauczania, ułatwiła mu Hanna Chorążyna, żona najstarszego brata Janka, zaangażowana w ruchu ludowym, a koledzy z warszawskiej bursy RGO wciągnęli w szeregi Armii Krajowej. Większość należała do batalionu szturmowego „Baszta”. Po zaprzysiężeniu 17-letni Mieczysław Chorąży przyjął pseudonim „Grom”. Brat Janek poszedł na wojnę jako ochotnik. Całą wojnę czekali na jakąś wiadomość od niego. Zginął w kampanii wrześniowej, ale dowiedzieli się o tym na początku lat 90. z kartoteki niemieckiej. Rodzice odeszli w 1941. Na wiosnę zmarł ojciec, przeziębił się ukrywając w lesie resztki inwentarza. Zimą odeszła mama. Na Podlasiu całe wsie chorowały na tyfus plamisty. Przy łóżku umierającej matki zdecydował, że będzie lekarzem.

Pozostało jeszcze 67% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.