Przeszczep serca w Zabrzu u dziecka: Kryspin już stawia pierwsze kroki. Na serce czekał 2 lata

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Gola
Bartosz Wojsa

Przeszczep serca w Zabrzu u dziecka: Kryspin już stawia pierwsze kroki. Na serce czekał 2 lata

Bartosz Wojsa

Kryspin Bąk, który przez ponad dwa lata czekał w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu na przeszczep serca, ma się coraz lepiej. Historię 11-letniego chłopca opisaliśmy na łamach DZ pod koniec ubiegłego roku. Sprawdziliśmy, co słychać u tego dzielnego chłopca.

Niedzielny poranek, 22 lipca. Podjeżdżam przed budynek „A” Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie Kryspin przechodzi kontrole po przeszczepie. Umówiłem się z jego rodzicami, że porozmawiamy spokojnie właśnie tam.

Szybko udało mi się znaleźć oddział kardiologii i odpowiednią salę, a po wejściu do niej moim oczom ukazał się zupełnie inny Kryspin od tego, którego pamiętam z ubiegłego roku, kiedy czekał w szpitalu na nowe serce. Był w towarzystwie mamy oraz taty.

Po przeszczepie nie potrafił usiąść. Ale serce się przyjęło
Ta historia poruszyła naszych Czytelników. Swoje wsparcie okazywali w komentarzach pod naszymi artykułami o Kryspinie na portalu internetowym „Dziennika Zachodniego”.

Przeszczep serca w Zabrzu u dziecka: Kryspin już stawia pierwsze kroki. Na serce czekał 2 lata

Nic dziwnego. Kryspin Bąk, dzielny 11-latek, przeżył wstrząs kardiogenny, dwa zawały, udar. Szpital w Zabrzu przez ponad dwa lata był domem dla niego i jego mamy Małgorzaty. Chłopiec ujmował swoją odwagą i wolą walki nie tylko lekarzy. Kiedy pod sam koniec 2017 roku, 21 grudnia, znalazł się dawca, jego rodzice mogli odetchnąć z ulgą.

Był też jednak strach, niepewność. Nadzieja. W końcu do operacji doszło. Trwała aż 9 godzin. Potem z sali operacyjnej wyszedł zmęczony lekarz. - Udało się - oznajmił. Ale przeszczep to nie koniec walki o powrót Kryspina do zdrowia.

- Musieliśmy dostosować nowe serce do Kryspina, bo warunki w jego organizmie nie były klasyczne dla „normalnego serca”. Na szczęście przeszczep odbył się bez żadnych powikłań, całość przebiegła pomyślnie - mówił nam dr Szymon Pawlak, który przeprowadził tę trudną i skomplikowaną operację.

Dzień przed naszym lipcowym spotkaniem minęło dokładnie siedem miesięcy od przeszczepu. Kiedy tylko Kryspin mnie zobaczył, szeroko się uśmiechnął. Siedział na wózku, oglądał akurat bajki, które leciały w telewizji.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to brak rurek, które poprzednio dosłownie wyrastały z jego ciała. I ten beztroski wyraz twarzy, wolny od zmartwień! Na szyi została tylko mała blizna, nic wielkiego. Kryspin tryska energią.

- Od przeszczepu zmieniło się bardzo dużo - mówi Małgorzata Bąk, mama chłopca.

- Kiedy wróciliśmy do domu, Kryspin jeszcze nie umiał nawet samodzielnie usiąść. Dziś już siada, staje, stawia pierwsze samodzielne kroki. Czasem posiłkuje się balkonikiem, ale przynajmniej nie boli go już każdy ruch, jak wtedy, kiedy miał w ciele rury - mówi mama chłopca.

Lekarze Kryspina mówią, że serduszko od dawcy przyjęło się w pełni. Nie ma odrzutów, a biopsje, które Kryspin musi przejść raz na kilka miesięcy (ostatnią miał dwa dni przed naszym spotkaniem), napawają optymizmem.

- Kolejna biopsja prawdopodobnie będzie przed świętami - mówi pani Małgorzata. A Kryspin już nie może doczekać się, kiedy wróci do szkoły: do kolegów i koleżanek.

- Dostałem nagrodę za dobre wyniki w nauce - mówi zadowolony.

- Jeszcze w tym roku będzie miał nauczanie indywidualne, bo chcę, żeby całkowicie wyzdrowiał. Myślę, że we wrześniu 2019 roku zacznie rok szkolny razem z rówieśnikami - szacuje pani Małgorzata.

Pierwszy cel? Wielka wyprawa do przyjaciółki
Kryspin nie odzyskał jeszcze pełnej sprawności. Nie może się doczekać, kiedy znów będzie mógł grać w piłkę nożną, skakać po drzewach i biegać. Tak, jak robił to przed chorobą. Podczas naszej wizyty pokazywał, że potrafi już kopać piłkę. Uśmiech na jego twarzy mówi zresztą sam za siebie. - Kryspin ma dużą motywację, by jak najszybciej odzyskać pełną sprawność - zdradza nam jego mama.

Otóż okazuje się, jak opowiada już sam Kryspin, że jego pierwszym celem będzie... wspinaczka. Ale spokojnie, nic ekstremalnego. - Chcę sam pójść do Wiktorii, która mieszka na takiej wysokiej górce - tłumaczy Kryspin. - To moja dobra przyjaciółka - dodaje. Niezmiennie, dzielny chłopiec snuje też plany dotyczące tego, jak w przyszłości wykorzystać swoją wiedzę na temat dinozaurów, o których wie bardzo wiele. - Nadal zagłębia się w kolejne szczegóły, dowiaduje się o nich wszystkiego i bardzo mu się to podoba - mówi jego mama.

Mimo wielkich planów i dobrych rokowań lekarzy, Kryspin wciąż musi na siebie uważać. Jego żołądek jest bowiem osłabiony przez leki, które musi brać. Nabawił się też wrzodów, które na szczęście ostatnio się uspokoiły. Medykamenty obniżają również jego ogólną odporność i działają na niektóre narządy. - Najbardziej zagrożone są nerki. Trochę podniosła mu się kreatynina, ale wszystko jest jeszcze w granicach normy i mamy nadzieję, że tak pozostanie - przyznaje mama.

Prokuratura wciąż bada sprawę zaniedbań lekarzy z Łodzi
Historia Kryspina ma także ciemną stronę. Prokuratura Rejonowa Łódź-Górna prowadzi bowiem dochodzenie w zwią-zku z możliwością zaniedbań lekarzy z Instytutu Centrum Matki Polki w Łodzi, którzy zajmowali się chłopcem, gdy ten był młodszy.
Przypomnijmy: Kryspin urodził się z wadą przełożenia naczyń dużych. W wieku 9 lat, podczas badania wysiłkowego na bieżni, które wykonali mu lekarze w Instytucie Centrum Matki Polki w Łodzi, dostał zawału. Drugiego zawału dostał, kiedy w tej samej klinice wykonano na nim pełną lewatywę.

Gdy trafił na OIOM, jego serce stanęło. Niedługo po tych wydarzeniach Kryspina przetransportowano do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie mieszkał z mamą dwa lata. Jego serce sztucznie podtrzymywała specjalna komora, która pompowała krew dzięki rurom poprowadzonym przez żołądek i organy wewnętrzne.

Jak mówi nam prokurator Danuta Nowak, napotkano na pewne utrudnienia.

- Musieliśmy zmienić zespół biegłych, więc jesteśmy w punkcie wyjścia - mówi prokurator Nowak. - Poprzedni zakład nie rokował szybkiego wydania opinii, a poza tym był przesadnie drogi (już wcześniej prokuratura miała problem ze znalezieniem specjalistów, którzy pomogli w śledztwie - red.). Powołano w związku z tym inną placówkę, prywatne laboratorium mieszczące się w Katowicach - dodaje.

Wyniki badań mają wykazać, czy lekarze z Łodzi dopuścili się zaniedbań. Akta zostały specjalistom przekazane w czerwcu. Efekty ich prac mają zostać prokuraturze przedstawione we wrześniu lub październiku.

Pani Małgorzata oczekuje wyników, bo choć Kryspin dziś ma się dobrze, to przeżycia z przeszłości pozostaną w nim na zawsze. - Chodzi o sprawiedliwość - mówi. Rodzice chłopca dziękują tym, którzy okazali im wsparcie. Także „Dziennikowi Zachodniemu”. - Byliście z nami od początku. Dziękujemy - mówią.

Bartosz Wojsa

Z Dziennikiem Zachodnim związany jestem od 16. roku życia, czyli już od 8 lat. Na początku pracowałem w rybnickim oddziale redakcji, później w oddziale Śląsk, w Wydarzeniach, a teraz - w Newsroomie. Na co dzień zajmuję się m.in. tematami związanymi z górnictwem, edukacją i sprawami społecznymi. Piszę też o sprawach lifestylowych, kryminalnych, a także tych związanych ze zwierzętami. Do tego wszystkiego prowadzę program wideo TyDZień, który jest podsumowaniem wydarzeń każdego minionego tygodnia. Urodziłem się w Jastrzębiu-Zdroju, ale obecnie mieszkam w Katowicach. Jestem dumnym opiekunem 1,5-rocznego psa Atreusa, szpica miniaturowego. W wolnych chwilach gram na pianinie i spędzam czas z najbliższymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.