Raciborska oddycha sztuką

Czytaj dalej
Fot. fot. Anna Wołoch
Katarzyna Domagała-Szymonek

Raciborska oddycha sztuką

Katarzyna Domagała-Szymonek

Choć Bronisław Lipski na ulicę Raciborską sprowadził się 41 lat temu, jej wcześniejszą historię zna doskonale. A ma co pamiętać, bo ta ulica Katowic, dziś odsunięta trochę na bok, w latach 20 i 30 ubiegłego wieku tętniła życiem. Z tamtych lat zostały pamiątki.

Budynki czy rzeźba - takie ikony Raciborskiej, większość z nas mija każdego dnia, nie mając o tym zielonego pojęcia. Dzisiaj w ramach akcji "Raciborska oddycha sztuką" rusza drugi spacer, podczas którego będzie można poznać historię ulicy Raciborskiej (i nie tylko). Może w nim wziąć udział każdy chętny. Wystarczy zarezerwować sobie około dwóch godzin.

„Raciborska oddycha sztuką” to autorski projekt Ewy Kokot, edukatorki sztuki, która choć pochodzi z Tarnowskich Gór, prężnie działa w Katowicach. – Moim celem jest otwarcie ulicy Raciborskiej dla jej mieszkańców - wyjaśnia. Ma w tym pomóc przestrzeń wokół nowo otwartej siedziby Akademii Sztuk Pięknych, która ma stać się połączeniem różnych światów jakie znajdziemy na Raciborskiej: codziennego, w jakim żyje każdy z nas, oraz świata kultury, który tworzą tu ludzie związani z ASP.

- Mieszkańcy Raciborskiej dostali możliwość korzystania z kultury na co dzień, teraz trzeba powiedzieć im o tym i zachęcić do tego – wyjaśnia pani Ewa. Taki cel mają właśnie wycieczki z cyklu „Poznajemy Raciborską”. Odbywają się one w ramach projektu, na który pani Ewie udało się uzyskać grant z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pierwsza wycieczka już za nami, grupa katowiczan spacerowała w zeszły piątek. Druga rozpocznie się dzisiaj o godz. 16. 30 z Muzeum Historii Katowic (ul. Szafranka 9). Spacer "pod prąd" z centrum Katowic na ulicę Raciborską jest całkowicie zamierzony. - W muzeum właśnie trwa wystawa prac Witkacego, która nas bardzo interesuje - tłumaczy pani Ewa. Okazuje się, że Witkacy bywał w Katowicach. - To świadczyło o wielkomiejskości tego miasta - podkreśla edukatorka.

Witkacy w Katowicach, to tylko jedna z wielu historii, jakie będzie można poznać, biorąc udział w projekcie. – Widać, że ulica Raciborska powstawała etapami, jednak czas największego rozwoju wypadł w latach, kiedy w okolicy swoje siedzimy miało wojsko – opowiada Anna Syska z Fundacji Napraw Sobie Miasto, która oprowadza spacerowiczów i odsłania przed nimi tajemnice ulicy. – Mieliśmy tu kiedyś kasyno, a w moim bloku swoje siedziby mieli żołnierze – opowiada pan Bronisław. Chodzi mu o domy magistrackie, które były pierwszym w Polsce przykładem nowoczesnego budownictwa wielorodzinnego. – Jest to zespół trzech domów położonych prostopadle do ulicy. Zostały zaprojektowane w 1927 roku przez Lucjana Sikorskiego i Tadeusza Łobosa. Pomiędzy budynkami powstały podwórka odgrodzone od ulicy parterowymi kioskami – wyjaśnia pani Anna.

Jak się w nich żyje dzisiaj? – Bardzo dobrze – przyznaje Bogdan Miłowski, sąsiad Lipskiego. Na Raciborskiej mieszka od urodzenia, dokładnie 70 lat i 4 miesiące. – A wie pani co, śpię dokładnie w tym samym miejscu, gdzie się urodziłem. Kiedy u mamy zaczynała się akcja, najstarsza siostra z ojcem pobiegli po lekarzy, ale nie zdążyli. Przyszedłem na świat w mieszkaniu na Raciborskiej – opowiada, wskazując jeden z balkonów w bloku. A mieszkanie po rodzicach ma wyjątkowe – ma dwa balkony, z obydwu stron bloku. Jeden wychodzi z salonu. Drugi z kuchni. – Przez te lata masę ludzi zmarło. Nowi się powprowadzali. Młodzi. Ale dobrze się z nimi żyje. Tolerancyjni są – opowiada pan Bogdan. Jednak po chwili przyznaje, że był taki czas, kiedy na Raciborskiej było lepiej. – Bałagan się zrobił jak z koszar zrobili policję. Oni za byle co zaraz mandat wypisują. Nawet człowiek piwka nie może się napić na skwerze. A sami nie są lepsi – ostro komentuje katowiczanin.

Panowie nie tylko mieszkają w historycznych murach. Z kolejnymi sąsiadują. Bowiem w starej siedzibie ASP (kilkanaście metrów od domów magistrackich) mieściło się Kasyno Oficerskie.

- Osiadły w Katowicach 73. Pułk Piechoty inwestował w budowę obiektów w obrębie koszar, a także budynków mieszkalnych dla oficerów, Domu Żołnierza i Kasyna Oficerskiego – opowiadała podczas pierwszego spaceru pani Anna. - To ostatnie miało być miejscem przeznaczonym dla kadry oficerskiej. Odbywały się tam zebrania, spotkania z rodzinami, w tym miejscu obchodzono także święta wojskowe, państwowe i inne. Budynek zaprojektował Leon Dietz d'Arma, twórca kościoła garnizonowego – dodaje.

Coś z tego żołnierskiego klimatu musiało zostać, bo pan Bronisław wielokrotnie podkreśla, że Raciborska nie jest taka zła, jak o niej mówią. – Ludzie gadali, że jest najniebezpieczniejszą ulicą w Europie, ale gdzie tam! Nie ma na co narzekać. Dobrzy ludzie tu mieszkają. Tylko ławek brakuje. Nie ma gdzie usiąść – przyznaje.

Ławki kiedyś były, ale metalowe pokradli złomiarze, z kolei drewniane ludzie rozebrali na opał.

Tuż obok starej siedziby ASP jest kolejny budynek, który tworzył historię Raciborskiej. Chodzi o Wojewódzką Stację Sanitarno-Epidemiologiczną w Katowicach. – Kiedyś był to Zakład Higieny i Badań Środków Żywnościowych. Jego pracownicy zajmowali się badaniami żywnościowymi, hydrologicznymi i toksykologicznymi. Obsługiwał teren ówczesnego województwa śląskiego, a także części ówczesnego województwa kieleckiego, łącznie z Częstochową i Zawierciem – opowiada pani Anna. Sam budynek, który powstał w latach 1930 - 1932 zaprojektował Tadeusz Kozłowski, twórca katowickiego drapacza chmur – dodaje.

Jednak Jerzemu Kardaszowi z Mikołowskiej, który wybrał się w zeszły piątek na spacer po Raciborskiej, ta ulica kojarzy się z zupełnie czymś innym. – Za młodu chodziłem tu z kolegami na baseny – wspomina. – Mam stąd same miłe wspomnienia. Wakacje, słońce i ochłoda – opowiada pan Jerzy. Do Polski trafił w 1956 roku z Ukrainy. – Dziś moja rodzinna miejscowość znów nazywa się Stanisławów, kiedyś Sowieci zmienili jej nazwę na Iwano – Frankiwsk. Przyjechał na studia na Politechnice Śląskiej. Wydział mechaniczno – energetyczny. Poznawanie Polski zaczął od Krosna, ale szybko na stałe osiadł na Śląsku. Tu też poznał żonę, która tak jak on została wyrwana wraz z korzeniami ze wschodu. – Żonę też tu zabierałem. Widziałem jak ulica przez te wszystkie lata zmienia się. Oczywiście na lepsze – podkreśla emeryt.

Dzisiaj przychodzi tu sporadycznie. Jak zdrowie i pogoda dopiszą. - Bo takie upały jak ostatnio zniechęcają ludzi do wychodzenia z domów – komentuje. Na te baseny chodził też Bronisław.

Za to pan Bogdan z lat dzieciństwa pamiętaj jak biegał do mleczarki, która kiedyś znajdowała się w miejscu obecnego bloku. – Uciecha była wtedy niesamowita, bo babcie posyłały po mleko z bańkami. Gdzie te czasy? Teraz młodzi chodzą od kąta do kąta i się nudzą – wskazuje na grupkę dzieci, które w środku wakacji siedzą bezczynnie na podwórku.

Raciborska skrywa jeszcze inną tajemnicę, niż nieczynne dziś baseny. Pewnie mało kto wie co to „Wiktoria Rzucająca Wieniec”. Możemy ją oglądać na skwerze przy szpitalu im. Leszczyńskiego.

- Christian Daniel Rauch odkuł rzeźbę w marmurze w latach 1830-1942 do budynku Walhalli pod Ratyzboną. Na podstawie tej marmurowej rzeźby wykonywane były odlewy – opowiada historię ostatniej z czterech najważniejszych ikon ulicy Raciborskiej pani Anna. Co ciekawe, nie jest znana dokładna data powstania odlewu, sygnatura sugeruje jego powstanie w latach 1888–- 1891. - Świadczy o tym następujący fakt: odlewnia Hermanna Gladenbecka (Berlin-Friedrichshagen) w latach 1888 -–1891 była spółką akcyjną i nosiła nazwę "H. Gladenbeck und Sohn". Odlew prawdopodobnie został przywieziony do Katowic w 1945 roku przez żołnierzy radzieckich – zdradza szczegóły powstania rzeźby pani Anna. I jak dodaje, istnieją dwie wersje pojawienia się rzeźby na terenie szpitalnym. Obie podane przez byłych pracowników szpitala. Według pierwszej wersji znaleziono ją w częściach w pobliżu torów kolejowych, według drugiej została nabyta w całości od żołnierzy radzieckich jadących pociągiem. Po II wojnie światowej osadzono ją na cokole zdobiącym szpitalną fontannę. Po dziś dzień nie udało się rozwiązać zagadki pojawienia się rzeźby na Raciborskiej.

Spacery są jednym z elementów projektu pani Ewy. Finał akcji zaplanowano na początek grudnia. Do tego czasu odbędą się jeszcze wycieczki edukacyjne o charakterze ekologicznym dla dzieci i młodzieży (11 i 25 września, godz. 16, zbiórka przed nową siedzibą ASP). Dodatkowo jesienią ruszą sobotnie warsztaty twórcze dla rodzin: dzieci i rodzice w soboty na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach (17 października, 24 października,14 listopada oraz 21 listopada). Zakończenie projektu odbędzie się 12 grudnia od godz. 15 do 18. - Finał będzie połączony między innymi z premierą mapy emocjonalnej ulicy Raciborskiej oraz pokazem wszystkich działań uczestników i wspólną wystawą prac uczestników projektu – zdradza pani Ewa. Szczegółowe informacje o godzinach rozpoczęcia akcji znajdziemy na facebookowym profilu projektu "Raciborska oddycha sztuką" oraz bezpośrednio u pani Ewy Kokot (tel. 609 687 401, mail: pasja2@vp.pl)

Zdjęcia z dnia spaceru: Iwona Wander i Anna Wołoch z Grupy Fotograficznej ZASPA

Katarzyna Domagała-Szymonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.