Rozmowa DZ. Premier Mateusz Morawiecki: Chcę być ze Śląskiem w czasie transformacji

Czytaj dalej
Fot. Marzena Bugała
Marek Twaróg, Marcin Zasada

Rozmowa DZ. Premier Mateusz Morawiecki: Chcę być ze Śląskiem w czasie transformacji

Marek Twaróg, Marcin Zasada

Podejście Śląska do węgla? Świadomość konieczności zmian jest na Śląsku większa niż wielu ludziom w Polsce się wydaje - mówi nam Mateusz Morawiecki. W redakcji DZ z premierem i jedynką PiS w okręgu katowickim rozmawiają Marek Twaróg i Marcin Zasada

Panie premierze, powinniśmy zacząć od tego: GKS Katowice czy Ruch Chorzów? Bo chyba każdy Ślązak ma jakieś zdanie na ten temat...

…i chyba dziś ani kibice Gieksy, ani Ruchu nie są w najlepszych nastrojach. Ruch w III lidze, GKS w II. Bardzo bym się cieszył z odrodzenia śląskich klubów, bo to kawał wspaniałej historii polskiej piłki. Zwłaszcza w latach 60, 70 i 80. drużyny ze Śląska potrafiły dominować na boiskach lepiej niż Warszawa, Poznań czy Wrocław.

Na poważnie, to co Górny Śląsk będzie miał z premiera startującego z Katowic?

Śląsk jest ważny nie dlatego, że z tego regionu kandyduję jako premier, ale dlatego, że to region kluczowy dla rozwoju całej Polski - nie tylko w perspektywie kolejnej kadencji, ale całych dekad. Każdy odpowiedzialny rząd powinien mieć tego świadomość. Inwestycji na Górnym Śląsku nie należy ujmować jako prezentów wyborczych, ale jako strategiczne posunięcia ważne z punktu widzenia rozwoju całego kraju.

Inwestycji na Górnym Śląsku nie należy ujmować jako prezentów wyborczych, ale jako strategiczne posunięcia ważne z punktu widzenia rozwoju całego kraju.

Warto o czymś przypomnieć. Otóż, przed wojną ponad 60% polskiego eksportu przemysłowego pochodziło stąd, z tego najmniejszego na mapie II Rzeczpospolitej województwa. Bez tego górnośląskiego „kawałka” polskiej ziemi, II RP byłaby zupełnie innym państwem! Państwem bez gospodarczych właściwości i bez szans na szybką odbudowę. I zapewne też bez szans na Centralny Okręg Przemysłowy, czy nawet Gdynię. Dziś mamy inne czasy, ale rozwój gospodarczy Śląska i Zagłębia jest wciąż kluczem dla rozwoju całej Polski. Tu bije serce polskiej gospodarki i chcę, żeby biło jeszcze mocniej.

Potrzebne było jeszcze kandydowanie z Katowic?

Dla mnie ten wybór był oczywisty: start w wyborach z regionu, w którym jest największy potencjał na przyszłość, ale i największe wyzwania. To była moja bardzo przemyślana decyzja. Po setkach rozmów na Śląsku wiem, że wielu ludzi boi się przyszłości. Ale powinni też wiedzieć, że tutejszy przemysłowy, inżynierski, czy technologiczny potencjał, dobrze zaangażowany w nowoczesne przemiany - w czwartą, piątą rewolucję przemysłową - może być kołem zamachowym dla gospodarki całego kraju. Również w obliczu polityki klimatycznej Unii Europejskiej, Śląsk będzie w centrum polskich wyzwań. Dlatego chciałem „złapać byka za rogi” i być ze Śląskiem i na Śląsku w czasie transformacji, która może odmienić oblicze tego regionu. I wierzę, że wspólnie doprowadzimy do rozwiązań dzięki którym Śląsk sporo zyska na unijnej polityce energetycznej i klimatycznej.

I to wszystko nawet za cenę bycia nazywanym politycznym spadochroniarzem?

Uodporniłem się na polityczne epitety. Moja oferta dla Ślązaków bazuje na pracowitości, wiarygodności i wizji, propozycji rozwoju. To tradycyjne wartości, które tutaj się ceni. Można Prawo i Sprawiedliwość lubić, albo nie lubić, ale nawet nasi konkurenci muszą przyznać, że wiarygodność to znak firmowy naszego ugrupowania. A pracowitość… ja lubię pracować, dużo pracować. To właśnie na Górnym Śląsku odbyłem najwięcej wizyt w porównaniu z innymi regionami kraju.

Ślązacy nie są ludźmi naiwnymi, którzy uwierzyliby, że premier to Święty Mikołaj, który przyjedzie do nich z workiem darmowych prezentów. To co robimy dla Śląska, robimy dla wielkiej wizji odrodzenia przemysłu w nowoczesnym kształcie, robimy dla ludzi, którzy wiele tu przeszli. I chcę byśmy razem mogli tę pracę kontynuować. Pod koniec 2017 roku, gdy premierem byłem dopiero od kilku dni, przedstawialiśmy „Program dla Śląska”. Wiedziałem, że on musi być rdzeniem Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju.

Kto panu dziś o Śląsku opowiada? Kto jest pańskim przewodnikiem po tej ziemi? Jakiś poseł, samorządowiec?

Ostatnie tygodnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie ma lepszych ekspertów od Śląska niż sami Ślązacy. Nie zamierzam udawać, że wiem już wszystko na temat każdego problemu w regionie. Śląsk jednak zajmuje szczególne miejsce w pracach mojego rządu. Rozmawiam o tym dużo m.in. z prezydentem Katowic Marcinem Krupą, marszałkiem województwa Jakubem Chełstowskim, wojewodą Jarosławem Wieczorkiem, również Dominikiem Kolorzem, szefem śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Ale bezcenne, pouczające i pozytywnie emocjonalne są przede wszystkim spotkania z mieszkańcami miast i mniejszych miejscowości w okręgu, skąd ubiegam się o mandat poselski.

Wspomniał pan o „Programie dla Śląska”. Od polityków PiS słyszymy ostatnio, że to właśnie pan go napisał. To prawda?

Byłem jednym z autorów Programu. Ale nie przypisuję sobie autorstwa w tych obszarach, w których pracowali głównie ludzie z tutejszej strefy ekonomicznej, z samorządów, z organizacji związkowych. Ten program powstawał w 2017 roku, był szeroko konsultowany i wiele piór go pisało. Ale najważniejsze, że dziś mamy ponad 42 miliardy złotych zaangażowanych w realizację tej śląskiej strategii.

Mieliśmy w kraju taką przypadłość, że byliśmy dobrzy w planach, ale gorzej nam szło z ich realizacją

Mieliśmy w kraju taką przypadłość, że byliśmy dobrzy w planach, ale gorzej nam szło z ich realizacją. Tymczasem zakres wdrażania „Programu dla Śląska” przekroczył moje oczekiwania.

A czy gdyby nie „Program dla Śląska”, inwestycje, o których pan mówi, byłyby realizowane na Śląsku, czy nie?

Zapewne niektóre byłyby, ale na pewno nie na taką skalę i nie w takim tempie. Od naszych poprzedników odróżnia nas to, że mamy całościowy program dobrych zmian dla Górnego Śląska i potrafimy go wdrażać w życie. Przez lata pracowałem w biznesie. Tam ceni się konkret i umiejętność realizacji zadań, projektów. Natomiast nasi poprzednicy mieli pomysł, by potencjał tego regionu bardziej wygaszać niż rozwijać. My odwrotnie.

Ale jeśli to strategiczny plan dla regionu, co robią w nim tak drobne przedsięwzięcia, jak budowa chodnika w Kromołowie czy budowa sygnalizacji świetlnej w Nieborowicach?

Za mało szczegółów - źle. Sporo szczegółów - też źle. Panowie, gdyby ten program był tylko taką wizją, o której mówicie, to pytalibyście pewnie, co z tak zwanym „tu i teraz”? Co z mniejszymi, bieżącymi problemami mieszkańców Śląska? Każda wizja społeczno-gospodarcza musi być zakotwiczona w teraźniejszości, musi się wiązać z realizowaniem bieżących aspiracji społeczności, w której funkcjonujemy. Stąd, obok wielkich projektów, również te mniejsze inwestycje, odpowiadające na codzienne potrzeby mieszkańców.

Rozumiemy. Natomiast gdyby nie powstał „Program dla Śląska” mniejsze projekty i tak byłyby realizowane, jak dzieje się to w innych regionach kraju. Czy wobec tego potrzebny był nam program, który po prostu zebrał wiele inwestycji w jednym dokumencie?

Tu nie chodzi o jeden dokument, tylko jedno, spójne i dobrze oraz konkretnie realizowane podejście do śląskich spraw. Całościowe i sprawnie zarządzane. Działanie, kto, do kiedy za co jest odpowiedzialny i rozliczanie. Do 2015 roku różne projekty, zresztą niezbyt liczne w porównaniu do Programu dla Śląska, były tu realizowane wybiórczo, bez myśli strategicznej. Dziś mamy Program, który spina najważniejsze wyzwania stojące przed regionem, a z drugiej strony - ma otwartą architekturę, tzn. można do niego dokładać kolejne projekty. Dziś w realizacji jest ponad połowa z 85 głównych przedsięwzięć zawartych w Programie dla Śląska. Poza obszarem energetyki, to 26 projektów na drogach krajowych województwa śląskiego, to dofinansowanie siedmiu śląskich uczelni publicznych, żeby otwierały nowe, perspektywiczne kierunki, to również 1 mld zł na poprawę jakości powietrza na Śląsku, w tym remonty sieci ciepłowniczych i termodernizację bloków mieszkalnych. Jak widać, to całościowy pakiet inwestycji. Zresztą program ma ciekawy ciąg dalszy. Właśnie dzisiaj (rozmowa toczy się w poniedziałek, 16 września - przyp. red.) na bardzo interesującym spotkaniu z rektorami śląskich uczelni wyższych rozmawialiśmy o tej wizji, co dalej, co w przyszłości. To właśnie było spotkanie o tym, co za 5-10-15 lat. Ta dyskusja bardzo korespondowała z realizacją Programu dla Śląska.

A czy nie bywamy poszkodowani z powodu Programu dla Śląska przy rozdziale innych pieniędzy? Czy nie pomija się nas w innych projektach, bo „przecież Śląsk ma swój program”? Myślimy tu o kolei metropolitalnej, autobusowych połączeniach międzygminnych, które znalazły się w słynnej piątce Kaczyńskiego, szybkich kolejach?

„Program dla Śląska” nie wyklucza województwa z udziału w innych rządowych projektach infrastrukturalnych. Ślązacy lubią konkrety, więc konkrety. Województwo śląskie otrzymuje właśnie około 300 mln zł z Funduszu Dróg Samorządowych na remonty i budowę dróg lokalnych. Praktycznie wszystkie wnioski z tego Funduszu zostały zaakceptowane. Tak nigdy wcześniej nie było! W ramach programu dofinansowującego odtwarzanie połączeń autobusowych, na Śląsku przywróconych zostanie 35 linii o łącznej długości blisko tysiąca kilometrów. Kolejne projekty są oczywiście w dyskusji. Na przykład przebieg trasy szybkich kolei, o czym panowie wspomnieli.

Olkusz jako centrum przesiadkowe dla metropolii?

Tutaj nic nie jest przesądzone. Chodzi o to, żeby mieszkańcy konurbacji górnośląskiej mogli rzeczywiście w pełnym zakresie korzystać z nowych, planowanych dziś jeszcze połączeń kolejowych, zarówno tych bliższych, jak i również łączących w przyszłości Śląsk z Centralnym Portem Komunikacyjnym.

Pytamy o te pieniądze m.in. w kontekście słynnej subwencji regionalnej, którą województwo śląskie straciło. Każda strona tego sporu mówi co innego. Marszałek obiecywał, że pieniądze będą w lipcu-sierpniu, potem że w sierpniu-wrześniu...

Mogę powiedzieć, że była to pomyłka ministerstwa finansów.

Ministerstwo tak nie mówi.

Pieniądze były skalkulowane w budżecie i ta subwencja musi być skompensowana. I na pewno będzie skompensowana. To jest około 39 milionów złotych. Bardzo dużo pieniędzy, ważnych pieniędzy. Jest to jasna deklaracja z mojej strony.

Kiedy to się stanie?

Na pewno w tym roku.

Jeżdżąc po regionie dostrzegł pan pewnie przejawy działalności Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Czy z perspektywy rządu pierwsza w Polsce metropolia działa dobrze?

Metropolia została powołana na mocy ustawy, którą przeprowadził rząd Prawa i Sprawiedliwości. Cieszę się z tego faktu, bo byłem orędownikiem ustawy metropolitalnej. Wszyscy nabieramy doświadczenia - zarówno samorządowcy, jak i rząd. Widzę tutaj ogromne pole do współpracy. Ogródek rządowy i ogródek samorządowy składają się razem na jeden wielki, piękny ogród - tak na to patrzę. To nie są dwa odrębne światy. A więc nie dostrzegam tutaj pola do konfliktu. Zwracam tylko uwagę, że współpraca w ramach Metropolii w dużym stopniu opiera się na zdolności wzajemnego zrozumienia między miastami, które ją tworzą.

Pytamy, bo lokalni politycy PiS w mediach kwestionują sposób jej działania. Wygląda jakby GZM ich uwierała.

Nie ma dziś na moim biurku projektu nowelizacji tej ustawy.

Faktem jest, że również ze strony niektórych samorządowców, prezydentów miast płyną do mnie głosy sceptyczne w sprawie funkcjonowania ustawy. Ale słyszę też, że przy realizacji wspólnych projektów na linii rząd-Metropolia, dochodzi czasami do tarć między samymi samorządami i górę czasami biorą egoizmy, a nie chęć współpracy. Ustawa była dyskutowana od 20 lat i dopiero myśmy mieli odwagę ją przeforsować. Za ustawą poszły pieniądze. Teraz od samorządów zależą kolejne kroki. Na przykład kwestia transportu publicznego jest według mnie tym obszarem, w którym metropolia może być bardzo efektywna.

Lubimy się samorządzić - to pewnie pan dostrzegł w czasie wizyt w województwie - dlatego tak zależy nam na GZM. Zauważył pan też, jak zmienia się podejście Śląska do węgla?

Rośnie świadomość konieczności zmian, to prawda. I jest tu wyższa, niż wielu ludziom w Polsce się wydaje. Ludzie na Górnym Śląsku mają bardzo dużą wiedzę dotycząca zmian klimatycznych, ale też zmian w polityce klimatycznej Unii Europejskiej, wpływu tych zmian na politykę w sektorze przemysłu ciężkiego, energetyki, górnictwa, hutnictwa. Jest to bardzo dobry punkt wyjścia przed podjęciem kolejnych wyzwań. Takim wyzwaniem jest przemiana Śląska w centrum innowacji, centrum nowoczesnego przemysłu i rewolucji informatycznych, rewolucji 4.0 i 5.0. A jednocześnie przemiana Śląska, w przyjazne miejsce do życia. Dużo rozmawiam i spotykam się z ludźmi ze Śląska. Dostrzegam zupełnie nowe rozumienie tego regionu i jego szans w sektorze tutejszych małych i średnich przedsiębiorstw - upatruje się szans w zupełnie innych branżach niż jeszcze 5-10 lat temu, w czasie, gdy przyglądałem się temu jako prezes banku. Ostatnio byłem w Gliwicach, w nowoczesnym parku technologicznym, gdzie polskie firmy informatyczne zatrudniają po kilkadziesiąt i więcej pracowników. Ten potencjał chcemy bardzo wzmacniać na Górnym Śląsku.

No ale przecież jesteśmy teraz w trakcie wielkiej dyskusji nad nowymi kopalniami na Śląsku, czy też nowymi polami eksploatacji. I tutaj, mówiąc w skrócie: lokalne społeczności w Bieruniu czy Rybniku nie chcą, by fedrowano. Po prostu nie chcemy już, by kopalnie degradowały nam miasta.

Wielu górników też o tym wspominało w czasie naszych wspólnych spotkań. Mówili, że w sumie nie chcieliby, aby w tak ciężkich warunkach pracowały ich dzieci, ich synowie. Ale powiedzmy też sobie szczerze i uczciwie - tempo transformacji należy dostosować do wymagań Śląska, do jego potrzeb. Interes Śląska i Polski jest dla mnie najważniejszy. To jest trudne, ale ten kto mówi Państwu, że jest inaczej, temu nie zależy na Śląsku za 2 dekady, tylko na głosach w wyborach za 3 tygodnie. Nasi konkurenci polityczni zapisali w swoim programie wprost: koniec z energią węglową do 2040 roku. A ja - obserwując to, co się dzieje w Brukseli, w Europie i w poszczególnych stolicach - uważam, że musimy być bardziej elastyczni niż dogmatyczni. Zamierzamy realizować program zrównoważonego pozyskiwania energii w oparciu o węgiel, gaz ziemny i OZE - fotowoltaikę, energię wiatrową i biogazownie, a także w przyszłości, energetykę jądrową.

Dlatego takie wątpliwości mamy wobec szykowanej specustawy, która ma wyeliminować głos samorządów i mieszkańców z procesu decyzyjnego dotyczącego budowy nowych kopalń.

Ta specustawa nie powstaje po to, by odbierać głos samorządom i mieszkańcom.

Ta specustawa nie powstaje po to, by odbierać głos samorządom i mieszkańcom.

Specustawa niezbędna była też np. tam, gdzie budowane są drogi albo koleje, żeby ten proces trwał dwa lata albo trzy, a nie 6 czy 10. Zazdroszczą jej nam Czesi, Słowacy, Węgrzy - kilka razy już o tej kwestii rozmawiałem w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Jednak tutaj, przy kopalniach, ważne jest, aby głos społeczeństwa był wysłuchany. To wrażliwa kwestia. Mamy dziś ogromne wyzwania związane z ceną uprawnień emisji CO2, mamy wielkie wyzwania związane z nowymi inwestycjami w energetykę odnawialną, być może atomową, ale jednocześnie mamy inwestycje w Jaworznie czy Opolu...

…związane z węglem.

Nowa roślina nie urośnie nam w tydzień, nawet jak będziemy ją mocno podlewać. Tak samo jest z transformacją energetyczną - ona potrzebuje czasu. W tym sensie nie zgadzam się z moimi konkurentami politycznymi, którzy stwarzają wrażenie wśród mieszkańców, że to jest proces, który może być szybki, może trwać krótko. Oni nie mają wyobraźni w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego. Nie potrafią odpowiednio liczyć, składać budżetu. Same wiatraki i panele fotowoltaiczne nie zastąpią węgla. Słońce nie zawsze świeci, a wiatr nie zawsze wieje, tymczasem dostawy energii muszą być zapewnione zawsze. Tym bardziej, że zapotrzebowanie na energię z roku na rok będzie rosło.

Na Śląsku zdajemy sobie z tego sprawę, ale nie chcemy być traktowani niczym kolonia. Wciąż pobrzmiewają nam w uszach słowa ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, który publicznie karcił samorządowców, że zamiast zapewnić górnictwu miejsce pod wydobycie, to oni - samorządowcy - przeznaczają tereny na inne cele.

Tej wypowiedzi nie znam, nie znam kontekstu, więc jej nie komentuję. Rzecz jasna, to samorządy bardzo dobrze wiedzą, jakie tereny należy przeznaczać na inwestycje. Chcę jednak panom zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. W 2015 roku górnictwo było praktycznie na skraju przepaści. Wiadomo, kto do tego wtedy doprowadził. Pan minister Tchórzewski, montując finansowanie ze środków wielu firm oraz angażując środki budżetowe, ogromne środki z budżetu centralnego, doprowadził do sytuacji, że górnictwo dzisiaj jest zdecydowanie lepiej przygotowane do transformacji w przyszłościową energetykę, a nie znajduje się w zapaści, jak to było za naszych poprzedników, czy w Wałbrzychu w połowie lat 90. Przy okazji, warto mocno podkreślić, że 8-9 miliardów z budżetu centralnego idzie na Śląsk i Zagłębie, w różnych formach, żeby łagodzić procesy restrukturyzacji kopalń. Miejmy to też na uwadze.

Podsumowując, specustawa…

…chodzi o to, żeby państwo było traktowane poważnie i nie było blokowane. Ale nie wyobrażam sobie działania nieliczącego się z głosem mieszkańców i głosem śląskich samorządów.

A propos samorządów. Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic od 26 lat, kandyduje do Senatu, bo - jak twierdzi - jeśli rząd będzie nadal realizował swoją politykę wobec samorządów, za rok-dwa nie będzie po tych samorządach śladu.

Nie ma większego nieporozumienia, niż to, co przed chwilą usłyszałem. Ja rozumiem, że ktoś może mieć inne poglądy, że ktoś może sympatyzować z dzisiejszą opozycją, ale zachowajmy chociaż minimum uczciwości w argumentacji. W latach 2016-2019 samorządy otrzymały ponad 20 mld złotych więcej z podatku PIT i CIT. To w ogromnej mierze efekt uszczelnienia przez nasz rząd systemu podatkowego i rozwoju gospodarczego Polski. Wpływy z podatek CIT od wielkich korporacji w czasach Platformy Obywatelskiej - stały, dosłownie, w miejscu. A nawet malały. Tymczasem w ujęciu procentowym pomiędzy rokiem 2015, a 2019 dochody samorządów z podatku PIT przyrosły o ok. 46%, a CIT o 35%. Do dobrego szybko się przyzwyczajamy, rozumiem to. Ale grajmy fair. Wyższa efektywność państwa pod rządami Prawa i Sprawiedliwości - czy się to komuś podoba, czy nie - spowodowała, że również w Gliwicach pojawiło się dużo więcej pieniędzy. Zatem, postulat, który formułuje prezydent Frankiewicz jest, w mojej opinii, niesłuszny.

Zatem, postulat, który formułuje prezydent Frankiewicz jest, w mojej opinii, niesłuszny.

Lecz prezydenci wskazują na większe wydatki. Weźmy podwyżki dla nauczycieli - w miastach twierdzą, że zostały wynegocjowane przez rząd, a miasta muszą pokryć ich część ze swoich pieniędzy.

W sprawie subwencji mam konkretne liczby. Przez te 3,5 roku zwiększyliśmy subwencje dla samorządów o ponad 5,5 miliarda złotych - z 40,2 mld do prawie 46 mld - pokrywając tym podwyżki dla nauczycieli. Rozmawiam z wieloma samorządami, wiem doskonale, że z tej subwencji bardzo często finansują też inne cele. Np. budowę chodników czy remonty.

Ale są też takie, które dokładają.

Nie twierdzę, że nie ma samorządów, które ze swoich budżetów dokładają do oświaty. A to dlatego, że istnieją liczne dodatki, jak wychowawczy czy funkcyjne lub za warunki pracy, które są kształtowane przez samorządy. Zatem na pewno są samorządy, które dokładają, jednak są też samorządy, które z tej subwencji budują drogi. Drogi gminne, na które zresztą dzięki uszczelnieniu podatków w Ministerstwie Finansów, przeznaczamy ok.10 razy więcej pieniędzy niż Platforma.

Frankiewicz mówi, że wiele samorządów będzie miało kłopot ze stworzeniem budżetów. Nie uważa pan, że to zagrożenie jest realne?

Przedstawiłem matematyczny rachunek. Wynika z niego, że średnio rzecz biorąc, samorządy otrzymały około 3 razy, 3 razy! więcej przyrostu z podatku CIT i PIT w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości niż wcześniej. To chyba mówi samo za siebie.

Ostatnio w Chorzowie Związek Miast Polskich wyliczając, ile miasta stracą, martwił się o ograniczanie miejskich planów inwestycyjnych. To nikogo nie cieszy.

Jednak znam też wiele samorządów, które są zadowolone i czują się wreszcie dowartościowane, bo rząd współfinansuje im inwestycje, których do tej pory Warszawa nie dostrzegała. Zwróćmy uwagę na to, że z funduszu dróg samorządowych, odbudowy tzw. PKS-ów, poszły bezprecedensowe kwoty - także na Śląsk i do Zagłębia, wspominałem o tym.

Czy będzie pan rozmawiał o tym z prezydentami? Skarżą się, że nie mogą przedstawić swojego stanowiska.

Jestem gotów porozmawiać, żeby wytłumaczyć im to, co teraz wyjaśniam panom. Gdy jednak tłumaczę to samorządowcom, którzy pokazują mi swoje budżety i zwracam uwagę na to jak to wyglądało wcześniej, to wszyscy raczej kiwają głowami i zgadzają się z moją argumentacją.

A skoro jesteśmy przy spotkaniach. Czy będzie debata między jedynkami w Katowicach? Borys Budka wciąż zaprasza.

W kampanii wyborczej najważniejsza jest debata z wyborcami, a nie telewizyjne spektakle. Dlatego przez ostatnie tygodnie - jak tylko obowiązki służbowe pozwalają - jestem na Śląsku i spotykam się z mieszkańcami. W ten weekend na przykład, oprócz konwencji Prawa i Sprawiedliwości w samych Katowicach, odwiedzę Rudę Śląską, Mysłowice i Bieruń. Panu posłowi Budce również życzę wielu owocnych spotkań z wyborcami. Ja z pokorą i nadzieją walczę o każdy głos w swoim okręgu.

Panu posłowi Budce również życzę wielu owocnych spotkań z wyborcami. Ja z pokorą i nadzieją walczę o każdy głos w swoim okręgu.

To my jeszcze z ostatnią kwestią, ściśle śląską: dlaczego nie możemy wpisać wreszcie języka śląskiego do ustawy o mniejszościach? Dlaczego nie możemy, jak Kaszubi, dostawać 80 mln rocznie na pielęgnowanie kultury? Przypomnijmy, że za PO były trzy próby - do kosza. Za PiS dwie próby - do kosza.

Mam opinię taką, jaką ma jeden z wybitnych językoznawców polskich, zresztą Ślązak z Tarnowskich Gór, dzisiaj związany z Wrocławiem - profesor Jan Miodek. On w bardzo piękny sposób mówi, że język czy gwara śląska to najstarsza forma języka polskiego. Mówiąc wprost: nie ma kultury polskiej bez kultury śląskiej i na odwrót. Język śląski jest tak różnorodny jak sami Ślązacy. Nie ma jednej godki śląskiej. Ta różnorodność ubogaca naszą wspólną polską kulturę.

No to dajmy Ślązakom na kultywowanie ich kultury pieniądze.

Dajemy już daleko więcej niż Platforma i jej sojusznicy. A mogę obiecać, że będę robił bardzo dużo, żeby pielęgnować kulturę śląską. A także żeby Śląsk jeszcze bardziej doceniać. Sporo się tu już dzieje. Przecież główna defilada wojskowa w Święto Wojska Polskiego odbyła się w tym roku właśnie w Katowicach, po raz pierwszy w historii. Mam też na myśli przyszłościowe, ale już konkretne projekty jak Centrum Himalaizmu w Katowicach, gdzie będzie można pokazać światu dokonania Jerzego Kukuczki i śląskich himalaistów czy Centrum Nauki, które - wierzę - będzie liczniej odwiedzane niż Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Ale i znany na całym świecie od dekad, Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, został objęty finansowaniem przez nasz rząd, bo bywało z tym w ubiegłych latach dość krucho. Coś panom powiem na koniec - z wykształcenia jestem nie tylko ekonomistą i prawnikiem, ale i historykiem. I jestem gorącym orędownikiem rozwijającego się Śląska. Śląska - perły w polskiej koronie. Jak w 20-leciu międzywojennym, ale także - nie zapominajmy - o ogromnej roli Śląska w odbudowie po wojnie. A więc - propozycja nowoczesnego rozwoju. Śląsk o najlepszej infrastrukturze w Polsce. Dla mieszkańców i dla biznesu. Pionierskie projekty dla przyszłości, najnowszej generacji technologie, Zielony Śląsk, ale i bijące serce polskiej energetyki. Dumny Śląsk. Gdzie ludzie przyjeżdżają i chcą tu mieszkać, a nie stąd emigrują. Tak, jak to dla dobra samego Śląska i całej Polski - było przez wieki.

Rozmawiali: Marek Twaróg i Marcin Zasada

Marek Twaróg, Marcin Zasada

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.