Runmageddon. Pustynia Błędowska dostarczy ekstremalnych przeżyć [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. BikeLife.pl
Bartosz Pudełko

Runmageddon. Pustynia Błędowska dostarczy ekstremalnych przeżyć [WIDEO]

Bartosz Pudełko

Dwa dni, dwa biegi, 27 kilometrów, grubo ponad setka przeszkód i ponad 3,5 tysiąca uczestników. Największy w Polsce bieg z przeszkodami powraca do woj. śląskiego.

Miłośnicy brudu, błota i piachu, potu, krwi i siniaków, ogromnego wysiłku i jeszcze większej satysfakcji. Tacy ludzie w liczbie ponad 3,5 tysięca zjadą się w weekend do Dąbrowy Górniczej. Będą biegać, czołgać się, skakać, wspinać, nurkować w lodowatej wodzie, omijać płomienie, razić prądem i katować na jeszcze bardziej wymyślne sposoby. Nie dlatego, że ktoś ich do tego zmusił. Dlatego, że chcą. Jednym słowem: Runmageddon.

Czym zaskoczy nas pustynia?

To nie pierwszy raz, gdy największy cykl biegów z przeszkodami w kraju gości w województwie śląskim. Do tej pory jednak Runmageddon Silesia ograniczał się do hałd pomiędzy Zabrzem a Gliwicami. Teraz będzie zupełnie inaczej. Nie, nie łatwiej. Inaczej. Areną zmagań będzie bowiem Pustynia Błędowska w Dąbrowie Górniczej.

- Lubimy zaskakiwać uczestników zarówno nowymi przeszkodami, jak i lokalizacjami. Na hałdy z pewnością wrócimy, ale tym razem postanowiliśmy pokazać uczestnikom inny, niesamowity i równie wymagający teren - mówi Karol Czarnota, dyrektor Runmageddonu Silesia.

Organizatorzy przygotowali dwa biegi. Na początek, 15 października, formuła Rekrut, czyli 6 kilometrów i ponad 30 przeszkód. Następnego dnia już coś dla zaprawionych w bojach, czyli Hardcore. 21 kilometrów, ponad 70 przeszkód. Wysiłek porównywalny z maratonem. Czego można się spodziewać? Wszystkiego. Dosłownie. Jeśli w pobliżu trasy jest rzeka, to wbiegniecie do niej. Jeśli krzaki, to będziecie się przedzierać. A tam, gdzie natura nie może, tam ekipę Runmageddonu pośle. Oni postawią na Waszej drodze kilkumetrowe ściany, rozciągną kilometry drutów kolczastych, wykopią doły. I będą się pilnie przyglądać, czy nie przyjdzie Wam do głowy ominięcie choćby najmniejszej przeszkody.

Na początek walka z papierami

Runmageddon to wyzwanie. Nie tylko dla uczestników. To, ile pracy kosztuje zorganizowanie takiej imprezy, trudno sobie wyobrazić. Ale spróbujmy. Zacznijmy od tego, że przygotowania do biegu zaczynają się jakieś pół roku wcześniej. Na początek żmudne, ale niezbędne starcie z biurokracją. Trzeba mieć przecież wszystkie pozwolenia od właściciela terenu. Albo raczej właścicieli, bo na jednym się raczej nie kończy. Trzeba więc negocjować z gminami, ośrodkami sportu, nadleśnictwami, prywatnymi właścicielami itd. Gdy już uda się ze wszystkimi osiągnąć kompromis, przychodzi czas na planowanie trasy. Tu o pomoc Runmageddon zgłasza się do lokalnych grup biegowych, które najlepiej znają tereny i pomogą poprowadzić szlak w jak najatrakcyjniejszy sposób. Gdy koncepcja trasy jest gotowa, trzeba ją jeszcze raz przedyskutować z właścicielami, sprawdzić pod kątem bezpieczeństwa (Pustynię Błędowską musieli na przykład przeczesać saperzy, żeby mieć pewność, że na trasie nie trafią się niewybuchy). Potem „wystarczy” już tylko dopiąć umowy z wystawcami, ochroną czy cateringiem. I tak można zacząć kolejny etap przygotowań.

Sprawdzić każdy palik

Budowa trasy rozpoczyna się około tydzień przed biegiem. Część przeszkód, jak np. ściany, jeżdżą za ekipą po całej Polsce. Runmageddon ma trzy tiry takich „zabawek”. Za ich montaż na trasie i czuwanie nad bezpieczeństwem ich użytkowania odpowiada specjalna grupa inżynierów. Kolejny zespół, zwany „komandosami” odpowiada za oznaczenie trasy i inne przeszkody, jak np. zasieki. Równolegle następna grupa dopina sprawy organizacyjne, np. pakowanie pakietów dla uczestników. Koperta, czip, koszulki, buffy, medale, gadżety. Wszystko razy 4 tysiące i wszystko musi się zgadzać. Na ostatnim etapie przygotowań w Dąbrowie Górniczej pracuje kilkadziesiąt osób. Podczas samej imprezy będzie ich około 300.

- To jest trudna praca. Przed samą imprezą właściwie już nie opuszczamy terenu miasteczka. Część ludzi z jednej edycji od razu udaje się na drugą. Wyjeżdżają z domu we wrześniu i wracają za miesiąc. Ale my to lubimy. Trzeba być trochę wariatem, żeby to robić, ale gdy kilku takich wariatów się spotka, to po pierwsze praca idzie łatwiej, a po drugie zawiązują się prawdziwe przyjaźnie - mówi Grzegorz Dziczkowski, dyrektor zarządzający Runmageddonu.

Wariactwo wariactwem, ale organizacja Runmageddonu to pełen profesjonalizm. Przykład: z Grzegorzem i Karolem objechaliśmy pustynię, zajrzeliśmy na budowę trasy, a wracając zjechaliśmy na moment z drogi na działkę, która w weekend będzie parkingiem. Karol zatrzymał samochód, ruszył powoli, ruszył gwałtownie, wykonał parę skrętów. Nie ugrzęźliśmy, więc i podczas imprezy nie będzie z tym problemu.

- Wszystko musimy sprawdzać po kilka razy. Dosłownie każdy wbity palik. Czy nie wypadnie, czy nie zrobi komuś krzywdy. Wszystko musi być bezpieczne i dopięte na ostatni guzik - mówi Karol Czarnota.

Runmageddon na Pustyni Błędowskiej jest z organizacyjnego punktu widzenia wyjątkowym wyzwaniem. Chyba najtrudniejszym w dotychczasowej historii cyklu. Teren jest wyjątkowo dziki i rozległy, a do tego położony na uboczu. Same dojazdy z biura zawodów na trasę okazały się problematyczne, bo najbliższa stacja benzynowa jest 30 km dalej. Ekipa załatwiła więc specjalny zbiornik na paliwo, z którego tankuje swoje samochody. Musiała również od podstaw zbudować miasteczko festiwalowe, zapewnić w nim media.

- Oczywiście, że można to zrobić łatwiej. Można wybrać teren, który ma jednego właściciela, więc i formalności są prostsze, ma gotową infrastrukturę, jest ogrodzony. Ale to szybko się znudzi. To nie będzie Runmageddon. Nasi uczestnicy oczekują prawdziwie ekstremalnych wyzwań. Czegoś, czego nie dostaną nigdzie indziej. A my chcemy im to dać. Robimy to dla nich i dzięki temu, że nie idziemy na łatwiznę, udało nam się wypracować taką markę - mówi Grzegorz Dziczkowski.

To już nie jest nisza

W 2014 roku, gdy narodził się Runmageddon, zorganizowano trzy edycje, w których udział wzięło 3,5 tys. zawodników. W 2015 roku zapisało się już 17 tys. osób, czyli ponad połowa krajowego rynku biegów przeszkodowych. 2016 był jeszcze lepszy. Jak do tej pory z Runmageddonem zmierzyło się 22 tys. ludzi.

- Spodziewamy się, że w przyszłym roku w imprezach w naszym cyklu weźmie udział więcej ludzi, niż we wszystkich maratonach w Polsce. Pokazuje to, że biegi ekstremalne już dawno wyszły z niszy i stają się sportem masowym, który przyciąga coraz więcej chętnych. Na przyszły rok szykujemy jeszcze więcej imprez, niż w tym roku - mówi Karol Czarnota.

Plany Runmageddonu wykraczają już poza Polskę. Celem jest walka na arenie europejskiej.

Nie tylko dla biegaczy

Biuro zawodów, start i meta obu biegów znajdują się przy Eurocampnigu w Błędowie (ul. Żołnierska 130). Tam również zlokalizowane będzie miasteczko festiwalowe. Runmageddon to bowiem także atrakcje dla kibiców. Będą stoiska wystawców, gastronomia, strefa challenge czy Runmageddon Kids, czyli starty dla dzieciaków na specjalnym torze. 15 października od godz. 10.15 co godzinę, do 13.15.

Bartosz Pudełko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

promocja -50%

Gazeta online przez 90 dni za połowę ceny

55,00 110,00

Skorzystaj z promocji i ciesz się codziennym dostępem do gazety online przez 90 dni. Z tą ofertą oszczędzasz aż połowę ceny!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.