Aleksander Król

Rusza Rybnicka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Na pielgrzymów czeka kołocz

Pielgrzymi już gotowi na wzięcie udziału w Rybnickiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę Pielgrzymi już gotowi na wzięcie udziału w Rybnickiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę
Aleksander Król

Dziś rano spod Bazyliki Św. Antoniego wyrusza 72. Rybnicka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Na strudzonych już czekają gospodarze.

Rybnicka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę

Żar leje się z nieba. Na termometrach w Rybniku kilka kresek nad trzydziestką, ale dla kilku tysięcy wiernych, którzy dziś rano wyruszą spod bazyliki św. Antoniego w 72. Rybnicką Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę, to żadna przeszkoda.

- Lepsza taka spiekota niż ulewa - przekonuje pani Bronisława Śpiewok z Rybnika.

Jest doświadczonym pielgrzymem - pod Cudownym Obrazem Matki Bożej modliła się wielokrotnie (idzie na pielgrzymkę po raz 23., a jej mąż Marek - 28), doskonale wie, jak przygotować się na marsz w spiekocie, może doradzić, jak się ubrać, co zabrać z domu...

Woda, olejek z filtrem i gruba skarpeta

Koniecznie trzeba wziąć kilka butelek wody i nakrycie na głowę. Warto posmarować skórę jakimś kremem czy olejkiem z filtrem, żeby się nie poparzyć. No i absolutnie żadnych bluzeczek na szelkach, rękawki niech zasłaniają ramiona - radzi pani Bronisława. Dodaje, że przed otarciami na stopach chronią skarpety. - Ja mimo upału, zabieram grube, frotowe, one najlepiej wchłaniają pot - mówi pani Bronisława. - Do tego wszystkiego jeszcze trochę samozaparcia i wiary. „Góra pomoże”.

Na pielgrzymów będzie czekać kołocz

Na tysiące strudzonych pielgrzymów z Rybnika już czekają gospodarze, którzy szykują dla nich wikt i opierunek. Państwo Śpiewok od wielu lat nocują u rodziny Cogiel z Babienicy (pow. lubliniecki). Ta dokłada starań, by pielgrzymi nabrali sił przed dalszą drogą.

- Żona od południa będzie piekła kołocz ze śliwką i posypką - mówi pan Alfred Cogiel, który w tym roku przyjmie 17 a może i 19 pielgrzymów. I tak od ponad 30 lat. - Przyjmowałem już pielgrzymów „za kawalera”. A wszystko zaczęło się dawno temu, w latach 80., gdy mój brat, który był wikarym w nowej parafii św. Jadwigi na Nowinach w Rybniku, powiedział - po co macie się w Kamienicy gnieździć - bo wcześniej tam „spała” rybnicka pielgrzymka - jak mamy w Babienicy nowy kościół. Wtedy dwie grupy zaczęły się zatrzymywać w naszej parafii i między innymi w moim domu. To zasługa mojego brata i św. pamięci księdza proboszcza Jośki z Nowin - mówi Alfred Cogiel.

Tłumaczy, że na początku gościł około 10 osób, teraz dwa razy tyle. - Ale wszyscy śpią u nas w domu, ile łóżek mam, a reszta na materacach. Oczywiście bezinteresownie. Nikt za to pieniędzy nie bierze. Dostaję modlitwę i dobre słowo - mówi Cogiel. Niełatwe zadanie ma żona pana Alfreda, pani Róża, która musi wykarmić głodnych i spragnionych…

- Oni zawsze są u nas z piątku na sobotę. W piątek nie można kiełbasy, więc na obiad będą kartofle z maślonką, kiszką, może także pomidorowa. No i oczywiście kołocz mojej żony - mówi pan Alfred. - Wyżywić 17 osób nie jest łatwo - zauważamy. - Przy mojej wielkiej rodzinie to nie problem. U nas normalnie 10 osób na obiedzie. Mam 6 dzieci - uśmiecha się Cogiel. Mówi, że gdy w domu są pielgrzymi, jest wesoło. - Zawsze do późna śpiewamy młodzieżowe piosenki ze starych czasów. Śpiewokowie czy Janek Kurzok przychodzą do nas, od czasów gdy byli w Oazie. Mieli wtedy z 18 lat. Dziś momy swoje lata, som my już „dziadkami”, a dalej śpiewomy to samo - śmieje się pan Alfred. Dawniej sam nieraz przyłączał się do pielgrzymów z Rybnika i szedł ostatni odcinek do Częstochowy. - Czasem szedłem ja, czasem żona. Ktoś musiał być przy dzieciach. Ale nigdy nie szedłem całej trasy z Rybnika. To olbrzymi wysiłek. Dlatego ci, co idą, muszą u nas odsapnąć. Robimy wszystko, by odpoczęli, bo gość w dom, to Bóg w dom - mówi pan Alfred.

Wielopokoleniowe tradcyje

Ks. Marek Bernacki, który co roku prowadzi na Jasną Górę kilka tysięcy pielgrzymów z Rybnika przyznaje, że rola gospodarzy, którzy goszczą pielgrzymów, jest nieopisana. - Zdecydowana większość gospodarzy, to są rodziny i tradycje wielopokoleniowe - bo babcia zawsze przyjmowała, potem mama przyjmowała. Mama umarła w zeszłym roku, ale my to chcemy kontynuować. To są relacje, które się nawiązują z pielgrzymami, przyjaźnie. Niektórzy są potem zapraszani na śluby, urodziny. Oni się nawzajem odwiedzają - mówi ks. Marek Bernacki. - Ci gospodarze czekają. Stoły są obficie zastawione, bo taka jest nasza gościnność. A wielu gospodarzy rusza dalej z naszymi pielgrzymami do Częstochowy. Rola tych, co goszczą strudzonych, jest olbrzymia - dodaje.

Aleksander Król

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.