Sekundniki: kaprys czy bezpieczna jazda? Sprawdzają to drony i naukowcy z Politechniki Śląskiej

Czytaj dalej
Fot. DronEye.pl
Paweł Pawlik

Sekundniki: kaprys czy bezpieczna jazda? Sprawdzają to drony i naukowcy z Politechniki Śląskiej

Paweł Pawlik

Osiem sesji w powietrzu, trzy miasta i cztery godziny zawisu w powietrzu z przerwami jedynie na zmianę akumulatora - taką pracę musi wykonać flota dronów, która bierze udział w badaniach zleconych przez Politechnikę Śląską w Gliwicach i Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Drony krążą nad Zabrzem, Krakowem i Wrocławiem. Badania, poza naukową wiedzą, mają pomóc w stworzeniu prawa, które pozwoli zalegalizować sekundniki odmierzające czas do zmiany świateł na skrzyżowaniach.

Drony będą pierwszy raz użyte w takich badaniach

Sekundniki, a raczej "wyświetlacze czasu - sekundniki kołowe", działają z powodzeniem na zachodzie Europy i w niektórych miastach Polski. Podobne urządzenie od niedawna działa na jednym ze skrzyżowań w Zabrzu. Na największą skalę wykorzystywane są we Wrocławiu. Od lipca 2010 roku w mieście działają 122 takie wyświetlacze.

- Wyświetlacze czasu są pomocne w utrzymaniu "zielonej fali", wpływając pozytywnie na dynamikę przejazdu, oraz pośrednio przyczyniają się do ochrony środowiska. Ten efekt jest uzyskiwany poprzez zmniejszenie emisji spalin przez pojazdy oczekujące - mówi Ewa Mazur, rzeczniczka Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta we Wrocławiu. Po co więc badania, skoro kilkuletnie doświadczenie Wrocławia wskazuje na same zalety praktycznego zastosowania sekundników?

- To jest gadżet, nie znak drogowy. Urządzenie w świetle prawa jest nielegalne. Zgodziliśmy się brać udział w badaniach, bo służą m.in. temu, żeby zalegalizować urządzenia - mówi Ewa Mazur.

Zobacz film, okiem drona

Wrocław, obok Zabrza i Krakowa, bierze udział w badaniach, nad którymi czuwa Politechnika Śląska, a konkretnie Wydział Transportu. Pomiary mają pokazać, jak zachowują się kierowcy pozbawieni pomocy w postaci liczników. Sesje zaplanowano na marzec i kwiecień, ale kiedy odbywają się dokładnie, tego nikt nie ujawnia. To może "zniekształcić" rezultaty pomiarów.

- Człowiek reaguje inaczej,jak widzi, że jest obserwowany, a inaczej, jak nie wie. Taka technika badań będzie najbardziej obiektywna - mówi prof. Stanisław Krawiec z Wydziału Transportu Politechniki Śląskiej.

Podobne badania to nic nowego dla pracowników naukowych gliwickiej politechniki. Ale nowością jest aparatura używana do tegorocznych badań. Po raz pierwszy w tym celu naukowcy korzystają z pomocy dronów. Wykonawcą tego zadania jest katowicka firma DronEye, licencjonowany operator bezzałogowców, który ma na koncie obsługę imprez sportowych i kulturalnych czy monitoring imprez masowych. Drony będą krążyć nad skrzyżowaniem ulic De Gaulle'a i Roosevelta w Zabrzu przez tydzień. W tym czasie licznik czasu zmiany świateł zostanie wyłączony. Po zdjęciach w Zabrzu, drony polecą filmować kierowców z Krakowa i Wrocławia.

Badania tylko potwierdzą to, co kierowcy już wiedzą

- Wszyscy w Polsce dyskutują na temat przydatności liczników, które wskazują, kiedy pojawi się zmiana świateł na sygnalizatorach. Poglądy są bardzo różne. Jedni twierdzą, że to poprawia bezpieczeństwo, inni sądzą, że pogarsza. Te badania mają pokazać poprzez porównanie, jak wskaźniki się zmieniają - mówi prof. Stanisław Krawiec.

Zdania są podzielone, nie tylko wśród naukowców i polityków. Również policjanci i kierowcy są podzieleni w opiniach. - Od czasu, kiedy na skrzyżowaniu pojawił się licznik czasu, pokazujący, ile czasu zostało do zmiany świateł, na tym skrzyżowaniu nie doszło do żadnego wypadku, kolizji czy potrącenia - mówi Marek Wypych, rzecznik policji w Zabrzu i dodaje, że kierowcy zachowują się mniej nerwowo, nie próbują "przelecieć na późnym żółtym". - Przed pojawieniem się licznika często dochodziło na tym skrzyżowaniu do wypadków i stłuczek. Pamiętam śmiertelne potrącenie pieszej przez tira. Groźne zderzenia, ścięcie latarni, masztu, na którym zainstalowana była kamera miejskiego monitoringu - wymienia Wypych. - Od czasu zamontowania licznika, jak ręką odjął - zachwala.

- Początkującym kierowcom to na pewno pomaga. Wiadomo, kiedy trzeba przygotować się do startu, uspokaja ruch. Z drugiej strony, jak kierowca widzi, że zostały 2-3 sekundy, to daje "po gazie". Także to działa w dwie strony - mówi Grzegorz Biskup, prowadzący w Zabrzu ośrodek szkolenia kierowców.

- Jest bezpieczniej, ale nie brakuje wariatów, którzy redukują bieg, żeby przelecieć nawet, jak wyświetlają się dwie sekundy - mówi Wiesław z Taxi Centrum.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zleciło badania, ponieważ obowiązujące regulacje nie są dostosowane do standardów obowiązujących w krajach UE. Resort wskazuje, że przepisy (opracowywane w latach 2000-2003) są niejednolite i niespójne z rozporządzeniem w sprawie znaków i sygnałów drogowych. - Realizacja tego projektu pozwoli na przygotowanie podstaw merytorycznych dla przeprowadzenia procesu legislacyjnego, którego celem będzie wydanie nowego rozporządzenia - mówi Piotr Popa, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

Paweł Pawlik

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

jrc

...

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.