Magdalena Nowacka-Goik

Seniorka lubi życie w wielkim mieście? Polubi!

Seniorka lubi życie w wielkim mieście? Polubi! Fot. Tadeusz Późniak/Polityka
Magdalena Nowacka-Goik

Burza rudych loków, zgrabna sylwetka, porywający uśmiech. Kwintesencja młodości. Taka dziewczyna i badania poświęcone seniorom? Nie pasuje. Ale właśnie za projektowanie miast dla seniorów dr Agnieszka Labus z Politechniki Śląskiej została doceniona.

O tym, jak powinno wyglądać miasto, w którym dobrze będą się czuli starsi ludzie, rozmawiamy z dr Agnieszką Labus, laureatką nagrody w dziedzinie nauk humanistycznych "Polityki".

Ogólnopolska nagroda tygodnika "Polityka" za osiągnięcia naukowe dla tak młodej osoby, to wielkie wyróżnienie. A w dodatku ta osoba nie jest z Warszawy, Krakowa tylko z Bytomia!

Jeszcze tak do końca do mnie to nie dotarło. Traktuję to jako osobisty sukces, ale też takie wyróżnienie środowiska. Zwykle nas, architektów i urbanistów, odbiera się bardziej nie jak naukowców, ale rzemieślników. No ale po tej nagrodzie poprzeczka wymagań rośnie i zobowiązuje. Bo przecież teraz ktoś może pomyśleć o mnie, że jestem wybitna (śmiech). A tak naprawdę, moim zdaniem, za tym sukcesem stoją takie cechy, które kształtowały mnie od dzieciństwa: systematyczność, pracowitość i wytrwałość. I pasja oczywiście.

Burza rudych loków, zgrabna sylwetka, porywający uśmiech. Kwintesencja młodości, energii, pasji. Taka dziewczyna i badania poświęcone seniorom? To jakoś do siebie nie pasuje. A przecież właśnie za to została pani doceniona.
Sporo osób próbowało mnie też przekonać, że powinnam się zająć tematami kierowanymi do ludzi młodych, nie do - cytuję - "staruchów". Od jednego z profesorów usłyszałam też, że średnia wieku urbanistów w Polsce to 50, 60 plus i jeśli ja, z perspektywy młodej osoby, będę chciała opowiedzieć o tym, jak powinna wyglądać przestrzeń dla starszego pokolenia, będzie to wywoływało dysonans. A ja po prostu wychodzę z założenia, że nie trzeba być starym, żeby o tym pisać .

Czy jednak nie za wcześnie na debaty o starości? Może to raczej czas na myślenie o zupełnie innej grupie społecznej, tej najmłodszej. Albo o swoich rówieśnikach?
Jestem z zawodu i natury planistką. Nie chcę być zaskoczona, dlatego uważam, że warto też planować, w jakiej przestrzeni chciałoby się żyć po czasie największej aktywności życiowej. Przed napisaniem pracy doktorskiej, swoją pracę dyplomową poświęciłam integracji pokoleń. W bytomskiej dzielnicy Miechowice zaproponowałam stworzenie przestrzeni mieszkalnej dla starszych osób wraz z całym zapleczem usługowo - kulturalnym w sąsiedztwie domu dziecka. Miało to na celu integrację tych dwóch pokoleń i czerpania wzajemnych korzyści.

Wyobraźmy sobie doktor (a może profesor) Agnieszkę Labus, która ma już 75 lat i mieszka w Bytomiu. Jak powinno wyglądać to miasto, zgodnie z pani naukowymi koncepcjami, żeby było przyjazne dla niej, jako seniorki?
Będę na pewno mieszkała w centrum, albo bardzo blisko centrum. Chcę mieć możliwość obserwacji tego, co dzieje się w mieście, chciałabym uczestniczyć w jego życiu. Ważna będzie dla mnie lokalizacja sklepów, a także miejsc związanych z usługami medycznymi i rehabilitacyjnymi. Muszą być blisko, najlepiej tak, żeby dało się do nich dotrzeć bez większych problemów nawet piechotą. Ale także zależałoby mi na bliskości oferty kulturalnej i zielonych przestrzeni.

Czy Śląsk jest przygotowany do tego, żeby swoje miasta tak zaaranżować, aby były przyjazne seniorom?
No właśnie, średnio. Wiele osób nie wie, że za 40 lat prawie połowa Europejczyków będzie w wieku dojrzałym i będzie potrzebowała przyjaznej, miejskiej przestrzeni. Ostatnio masowo otwierane są placyki sportowe, siłownie plenerowe. Ale nie do końca w konsultacji z osobami starszymi. Ważna jest lokalizacja, a często te inwestycje powstają w miejscach nie do końca trafionych i zgodnych z potrzebami starszych. Muszę jednak przyznać, że to, iż później seniorzy z nich nie korzystają, wynika też często z ich mentalności. Seniorzy wciąż są zbyt wstydliwi pod tym względem. Chociaż, powoli widać tu zmiany. Na przykład pokolenie 50-latków, którzy wkrótce wejdą w senioralny wiek, coraz częściej widać w przestrzeni miejskiej z kijkami do nordic - walking. Takich miejsc na pewno więc potrzebują. Kolejna sprawa, to ścieżki rowerowe. Nie powiem, też ich powstaje sporo, ale często są to pewne fragmenty bez ciągłości, nie prowadzą do punktu kulminacyjnego, np. do placyku, gdzie starszy pan czy pani mogliby odpocząć. Albo do miejsca, gdzie mogliby w interesujący sposób spędzić czas. Dlatego tak ważne jest, aby tworząc takie miejsca w przestrzeni miasta, nie robić tego w oderwaniu i miejscu, do którego trudniej dotrzeć. Nie twórzmy gett, zarówno w sensie lokalizacyjnym, jak i pokoleniowym. Natomiast dobrym przykład jest park miejski Skałka w Świętochłowicach. Tu jest i basen, i miejsce do grania w bule, ale też boiska do uprawiania innych dyscyplin, nie tylko przez seniorów. Przestrzeń, która łączy.

Mówimy, że władze miasta nie pytają seniorów, jak chcą spędzać czas, jaka przestrzeń im pasuje. Pani o to ich pytała. To jakie miasto chcieliby mieć starsi? I co w nim mieć?
Pamiętam taką moją rozmowę ze starszą panią. Nie lubi siedzieć sama w domu, więc wsiada do autobusu, tak bez celu. Potem wysiada przy centrum handlowym i tam, na jakiejś ławeczce na pasażu, spędza czas, obserwując innych. To smutne, że centra handlowe spełniają taką rolę, którą powinna spełniać właśnie miejska przestrzeń. Ale trzeba zaproponować alternatywę. Jako ankieter, podczas jednego z projektów naukowych, odwiedzałam starszych mieszkańców m.in. superjednostki w Katowicach. Pytałam o problemy, które spotykają ich zarówno w obrębie mieszkań, jak i otoczenia. I nagle okazało się, że chociaż taki senior teoretycznie mieszkanie ma przystosowane do swoich potrzeb, to czuje się trochę w nim uwięziony, odcięty. Tak było w przypadku superjednostki, gdzie winda zatrzymuje się na... co drugim piętrze. Dla młodych ludzi to być może błahostka, a seniorowi odbiera chęć wyjścia z domu. Wiele z pytanych przez mnie starszych osób twierdziło, że właściwie nic im lepszego do życia w miejskiej przestrzeni nie potrzeba. Dopiero, kiedy im uświadomiłam pewne możliwości, zaczęli przyznawać, że coś by się im jednak przydało. A zaczyna się od najprostszych rzeczy. Na przykład ławeczki. Okazuje się, że wciąż jest ich za mało. Tak samo jak mało jest skwerów i placyków w dobrej lokalizacji i ze sprawną komunikacją. A jeśli komunikacja, to dobra lokalizacja przystanków. I możliwość korzystania z ułatwień, jakie można w związku z tym uzyskać. Ważne jest, aby przy wprowadzaniu takich udogodnień, jak karty komunikacyjne, z których można korzystać za pomocą automatów na przystankach, zachęcić do korzystania z nich, seniorów. Przełamać ich bariery związane z nowymi technologiami. W Krakowie wpadli na świetny pomysł i na początku na przystankach przez pewien czas można było spotkać młodych wolontariuszy, którzy instruowali w tym zakresie właśnie starszych. Kolejne zbliżenie pokoleniowe i wciągnięcie w przestrzeń miasta seniorów. Inna ważna sprawa, to publiczne toalety, których jest za mało. Można byłoby zaangażować lokalnych przedsiębiorców, inwestorów czy restauratorów, aby włączyli się w udostępnienie takich miejsc. Świetnym pomysłem są kawiarenki w pobliżu kościołów. Mamy takie w Bytomiu, choćby przy kościele na rynku, na terenie parafii św. Jacka czy cukiernia "Danusia" przy piekarskiej bazylice. U nas się to sprawdza . Na Zachodzie już mniej, bo tam występuje problem coraz większej liczby opuszczonych kościołów.

Ale przecież mamy w naszych miastach też kluby seniora, uniwersytety trzeciego wieku? Czyżby one nie spełniały zamierzonej roli?
Nie w stosunku do wszystkich. Dla niektórych, same nazwy są już zniechęcające, nie mówiąc już o stereotypach, którymi się kierują. Czyli taki senior widzi tego typu miejsca jako getta dla staruszków robiących na drutach i majsterkujących. Oczywiście, ta oferta już dawno się zmieniła i jest nowoczesna oraz różnorodna. Trzeba zadbać jednak o jej promocję. W innych krajach europejskich popularne są lokalne centra integracji na osiedlach. Miejsca, gdzie spotykają się starsze i młodsze osoby, piją herbatę, grają w brydża. Kolejnym pomysłem są tzw. domy wielogeneracyjne, które (w liczbie ponad 500) bardzo dobrze prosperują w Niemczech. To budynki, które w jednym miejscu lokalizują kawiarnię, fryzjera, ośrodek rehabilitacji. Miejsca, gdzie na przykład młodzi ludzie pracują, ale starsi też są aktywni. Może niekoniecznie zarobkowo, ale seniorom zależy, żeby czuli się potrzebni. I taka starsza pani, anglistka, udzielająca tutaj korepetycji dzieciom, czuje się aktywnie w miejskiej przestrzeni. Nie mówiąc o tym, jak pozytywnie przekłada się to na stabilizację danego środowiska.

Agnieszka Labus pracuje jako adiunkt w Katedrze Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej. Urbanistka zajmującą się problematyką odnowy miast przez pryzmat procesu demograficznego. Jej praca doktorska, dotycząca koncepcji odnowy miast europejskich w XXI wieku, jako miejsca przyjaznego ludziom starszym, posłużyła do opracowania zagadnień przestrzennych w pierwszym w Polsce dokumencie strategicznym dla regionu małopolskiego. Rezultatem jej pracy od 2009 roku jest ponad 40 publikacji. Nagroda "Polityki" to 30 tys. zł na dalsze badania.

Magdalena Nowacka-Goik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.