Skansen w Chorzowie ma już 40 lat [WIDEO, WIRTUALNY SPACER]

Czytaj dalej
Teresa Semik

Skansen w Chorzowie ma już 40 lat [WIDEO, WIRTUALNY SPACER]

Teresa Semik

Stado prawdziwych owiec, w połowie czarnych, chadza tu środkiem drogi i pobekiwaniem żąda pierwszeństwa przemarszu. Skansen w Chorzowie obchodzi w niedzielę, 10 maja swoje 40. urodziny. Odbędzie się wielki jarmark, koncert zespołu "Śląsk", warsztaty rzemieślnicze. Na powitanie psy szczekają wirtualnie. Ale kozy i owce beczą w realu.

W środku górnośląskiej aglomeracji mamy wieś, położoną na 22 ha, z jej dawnym życiem. Wieś sędziwą, bo niektóre chałupy pochodzą z końca XVIII wieku, ale bardzo zadbaną. Wprawiony w ruch wiatrak potrafi zemleć zboże na mąkę, a w kościółku wciąż odprawiane są niedzielne msze.
- Zanim tę ziemię zaczął naznaczać przemysł, tak żyliśmy i pracowaliśmy - dodaje dyrektor Andrzej Sośnierz. Skansen pod jego kierunkiem zyskał na znaczeniu.

Poszczególne chałupy chłopskie, spichlerze i szopy pochodzą z różnych miejsc i żadna wieś w rzeczywistości tak nie wyglądała, ale dzień powszedni niewiele się różnił od siebie. Zwierzęta w skansenie budzą się o brzasku, jak na wsi. Swoich i obcych wita ujadanie psa i pianie koguta. Tak witani są goście Muzeum "Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie". Co prawda psy i kogut dają o sobie znać tylko z głośników, ale znakomicie wpisują się w ten wiejski koloryt. Spore stado prawdziwych już owiec, w połowie czarnych, chadza tu środkiem drogi i pobekiwaniem domaga się od turystów pierwszeństwa przemarszu.
Poranne słońce doświetla tu najpierw chaty z okolic Lublińca i Pszczyny, a na koniec te pochodzące z Beskidu Śląskiego. Co prawda najdalej na wschód skansenu wysunięte są chałupy przywiezione z Zagłębia Dąbrowskiego, ale ściana drzew nie pozwala promieniom przebić się szybko.

- "Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie" jest instytucją podległą marszałkowi i swoją działalność musimy wpisywać w granice administracyjne województwa śląskiego, chcemy pokazywać jego zróżnicowanie - wyjaśnia obecność zagłębiowskich zagród dr Przemysław Nocuń, pełnomocnik dyrektora skansenu. Pierwotnie w obrębie zieleni parkowej miały stanąć tradycyjne zagrody z historycznego Górnego Śląska, ale planowanie skansenu trwało tak długo, że w tym czasie powstało Muzeum Wsi Opolskiej i przejęło do swoich zbiorów także obiekty ziemi raciborskiej.
Po przekroczeniu bram skansenu w Chorzowie, który jest częścią Parku Śląskiego, widzimy najpierw zagrody beskidzkie. Przy chałupie z Istebnej z 1876 roku też ujada wirtualny pies, a w środku domu płacze dziecko. Dom jest zamknięty, to pewnie dziecko też jest wirtualne, ale gdakanie wydobywające się otwartego chlewika już takiej pewności nie daje. Wszyscy szukają tych kur.

Dalej na szlaku stoi chałupa z Goleszowa, a w niej tajemnicza szafa. Otwieramy jej drzwi i wirtualnie zakładamy ludowe odzienie. Pamiątkowa fotka i możemy ruszać dalej. Paweł Roszak-Kwiatek, przewodnik, zwalnia hamulec wiatraka z Grzawy (powiat pszczyński), datowanego na pierwszą połowę XIX wieku i wielkie śmigi nabierają rozpędu. - To wyjątkowy wiatrak - przekonuje - bo konstrukcja pozwala obracać go o 360 stopni. Można ustawiać śmigi w zależności od kierunku wiatru.
Miejsce, przy którym warto się zadumać, jest chata przedostatniego sołtysa wsi Katowice Kazimierza Skiby, czy jak kto woli - ostatniego polskiego sołtysa Katowic. - Właściwie to jest dom jego córki Susanny, u której Skiba mieszkał przez niecały rok po śmierci swojej żony - wyjaśnia P. Roszak-Kwiatek.

Ukształtowanie terenu umożliwiło takie zorganizowanie tej parkowej wsi, że najpierw stajemy na Pogórzu Cieszyńskim, a w miarę zwiedzania, schodzimy w dół przez ziemię rybnicką, pszczyńską, przez obszar przemysłowy, do ziemi lublinieckiej. Stamtąd wchodzimy na zagrody z Zagłębia Dąbrowskiego, gdzie mieszkają Berek i Ignac - konie, które ciągną parkową bryczkę.

- Gdy otwierano skansen 40 lat temu, sięgnięto po zabytkowe budowle, które przetrwały. Potem pojawiły się rekonstrukcje, m.in. folusza z Brennej (miejsce i urządzenie do filcowania wełny), fajczarni ze Zborowskiego (wytwórni fajek) niedaleko Lublińca czy szkoły z Wapienicy (dziś część Bielska-Białej) - wylicza Damian Adamczak.

Wiele elementów w oryginalnych budowlach też już wymieniono na nowe. - Najwięcej kłopotu sprawiają nam strzechy, bo słomę na dachach trzeba wymieniać co kilkanaście lat - wyjaśnia dyrektor Sośnierz. - Pokrycie jednego dachu kosztuje nawet 50 tys. zł. Firma, która się tym zajmuje, ma specjalną uprawę zbóż, z których potem robi wiązki. Do ścinania takiego zboża nie można używać maszyny, by nie łamać dojrzałych łodyg.

Wiele chat mocno się ożywiło. Cztery są ogrzewane i czynne zimą. W kilku zorganizowano warsztaty rzemieślnicze. - Mamy kowala, Jana Dubiela, który demonstruje, jak powstają podkowy. Rzeźbiarz, Franciszek Wójtowicz uczy posługiwania się dłutem. Jak garnki lepić, podpowiada Beata Grabowska-Mutke. Młodzież piecze chleb. Chcemy się podzielić odpowiedzialnością za zanikające zawody - mówi Ewa Zacharyasz. Damian Adamczak dodaje, że ginącym zawodom sporo poświęcono badań.
Niedługo będą strzyżone owce przynależne do skansenu, ich runo zostanie potem poddane obróbce w warsztacie tkackim. Skansen ma też poletko lnu, żeby wykorzystać własny surowiec w postaci nici lnianych. Obsiał kilka hektarów zbożem i już zaprasza na żniwa. Młyny zaczną terkotać nie tylko wirtualnie, a zwierzęta będą miały co jeść. Rośnie pole kapusty. W skansenie mieszkają również trzy kozy i dwa króliki.

Gdy projektowano ten park etnograficzny w latach 50. nie miało w nim być ani kościoła, ani siedziby pańskiej, bo to kolidowało z ideologią tamtych czasów. Kościół św. Józefa Robotnika z Nieboczów (powiat wodzisławski) z 1791 roku już dopełnia ten wiejski krajobraz, a na 6 hektarach, które niedawno skansen przejął od ośrodka harcerskiego, będzie folwark z siedzibą pańską, czyli dworkiem.
- Nie ma już w regionie dworków drewnianych - mówi dr Nocuń. - Są XVIII-wieczne, murowane. Wciąż jeszcze pracujemy nad koncepcją, co postawić.
Dużym sukcesem chorzowskiego skansenu są wydawnictwa popularno-naukowe. Dotyczą genealogii chłopskiej, roczników, czy Zeszytów Budownictwa Drewnianego, dzięki którym zabytkowe budynki odzyskują swoją przeszłość. Dowiadujemy się, kto w nich mieszkał, kto pracował, a nawet jaki był los właścicieli.

Pierwszych gości skansen w Chorzowie przyjął w 1975 roku, ale pierwsza idea utworzenia muzeum na wolnym powietrzu na Górnym Śląsku pojawiła się w okresie międzywojennym. Jej inicjatorem był Tadeusz Dobrowolski, twórca Muzeum Śląskiego. W 1936 roku przeniesiono do Parku Kościuszki w Katowicach drewniany kościółek z Syryni oraz spichlerz dworski z Gołkowic. Kościółek przetrwał do dziś, spichlerz spłonął w drugiej połowie lat 50., a skansen zdecydowano się zbudować na terenie powstającego Parku Śląskiego między Katowicami a Chorzowem. Założenia programowe wykonano w 1958 roku, ale realizacja trwała bardzo długo. 40 lat temu przeniesiono tu pierwsze 33 obiekty. Dziś jest ich ponad 70.

Teresa Semik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.