Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Śląskie arcydzieło na cześć władzy i partii nie powstało

Czytaj dalej
Grażyna Kuźnik

Śląskie arcydzieło na cześć władzy i partii nie powstało

Grażyna Kuźnik

Jak o Górnym Śląsku pisano tuż po wojnie? Na ogół była to kiepska literatura. O socrealizmie i Katowicach w książkach opowiada dr Katarzyna Kuroczka.

Książki z okresu socrealizmu dawno zniknęły z bibliotek miejskich. Trafiły na śmietnik historii, wyrzucone ze wstydem i zapomniane. Zresztą nikt nie pyta o „Urodzonych w dymach” Leona Wantuły, „Na hałdach rosną ludzie” Marii Klimas-Błahutowej czy o „Bumelanta z pokładu Idy” Gustawa Morcinka. A szkoda, bo byłoby jasne, co to jest niedobra literatura.

- Powieści i opowiadań socrealistycznych nie da się czytać dla przyjemności - przyznaje literaturoznawca dr Katarzyna Kuroczka, autorka wydanej właśnie książki „Literatura światów planowanych. O prozie socrealistycznej na Górnym Śląsku”. - Nie znalazłam zaginionych perełek. Broni się chyba tylko częściowo Gustaw Morcinek z „Pokładem Joanny”. Inne utwory są po prostu nudną i niebezpieczną papką ideologiczną.

Te pisane według sztampy książki wywarły jednak ogromny wpływ na obraz Górnego Śląska w reszcie kraju. - Ośmieszyły Górnoślązaków, utrwaliły przekonanie, że ich świat jest prostacki, pozbawiony własnej kultury, stworzony wyłącznie do pracy fizycznej i posłuchu - mówi dr Kuroczka. - Ugruntowało się wtedy określenie „czarny Śląsk”. Ta czerń to jednak odstręczający brud i ponura praca. Do dzisiaj te schematy bardzo często działają.

Przemysłowy Śląsk po wojnie staje się żyzną glebą dla powieści socrealistycznych. Piszą je miejscowi autorzy, ale także przyjezdni z Zagłębia Dąbrowskiego, Małopolski, Kresów. Socrealizm w literaturze narodził się na Śląsku już w 1947 roku. Oficjalnie wprowadzono go dwa lata później na Zjeździe Literatów w Szczecinie. Odtąd polscy pisarze mają pisać jak w Związku Radzieckim: o robotnikach i chłopach, partii i jej wodzu, kolektywie, produkcji w fabrykach i hutach, konfliktach komunistów z bumelantami i innymi wrogami ustroju. Obowiązuje nowomowa, pełna agitacji, patosu i frazesów.

- Nie ma w tych utworach prawdziwych emocji, ludzkich dramatów i w ogóle prawdy - mówi dr Kuroczka. - Świat jest czarno-biały, a rację mają tylko ci, którzy należą do partii. Miłość schodzi na dalszy plan, bohaterów rozdziera na przykład problem, czy pójść na zebranie partyjne czy do rodziny. Wiadomo jednak, co ważniejsze.

Na Górnym Śląsku nie można było pominąć kwestii narodowościowej, którą bardzo upraszczano. Zły Ślązak zawsze jest „opcji niemieckiej”, ale nie każdy Polak jest dobry. Ten prosanacyjny czy jakiś tam - nie. Dobry jest tylko komunista i to on ma zawsze rację. O wiarygodność bohaterów autorzy się nie martwią. Maszyny chętnie opisuje się tak jak żywy organizm.

- Gwarę traktowano trochę jako kaleczony język polski, stosowano ją oszczędnie, głównie w dialogach - zauważa dr Kuroczka. - Nie wszyscy autorzy książek o Górnym Śląsku ją znali, nie każdy miał też taki słuch jak Morcinek. Poza tym książki musiały dotrzeć do czytelnika w całym kraju, gwara więc nie mogła dominować.

Nie wiadomo, kto naprawdę na własne życzenie czytał te cegły. Za najgorsze dzieło socrealistyczne w osobistym rankingu dr Kuroczka uważa książkę Marii Klimas-Błahutowej „Kamienna róża”. Badała powieść jako literaturoznawca, nie wyobraża sobie jednak, żeby ktoś czytał ten utwór z własnej woli.

- To historia Rozalii, która ma ciężkie i biedne życie. Jej mąż był komunistą, zginął w czasie wojny. Gdy kobieta zostaje sama, też postanawia walczyć w komunistycznym podziemiu, przekonana, że partia nie da jej zginąć - opowiada dr Kuroczka.

Maria Klimas-Błahutowa, pisarka wychowana w Dąbrowie Górniczej, kilka lat później napisze całkiem inną książkę. Jakby nigdy nie była autorką socrealistycznej piły. Powstanie „Siedem krów tłustych”.

- O początkach Katowic, o Franzu Wincklerze i ludziach jego epoki, naprawdę dobra powieść, bez porównania lepsza od „Kamiennej róży” - mówi dr Kuroczka. - To dowodzi, jak bardzo pisanie na za-mówienie polityczne potrafi sparaliżować talent, a czasem nawet go odebrać.

Świadczą o tym również pisarskie losy Gustawa Morcinka. Jego książkę „Pokład Joanny” z 1950 roku badaczka uważa za najlepszą z okresu socrealizmu, mimo że skażoną propagandą. Ale Morcinek popełnił też „Victorię”.

- Całkowita porażka. Wałbrzych chciał mieć swoją powieść górniczą, ściągnął więc Morcinka, dał mu gabinet, wygody i czekał na arcydzieło. Morcinek stworzył jednak klasyczny zakalec - mówi dr Kuroczka.

„Victoria” spoczęła w mrokach niepamięci obok „Bumelanta z pokładu Idy” (z tego samego co Łysek). Również Wilhelm Szewczyk nie mógłby pochwalić się swoimi socrealistycznymi powieściami. „Pogodne noce” z 1955 roku to na przykład historia powstań śląskich ukazanych jako proletariacka rewolucja.

- Wilhelm Szewczyk pozostanie jednak w naszej pamięci może mniej jako powieściopisarz, ale bardziej zasłużony organizator życia literackiego, publicysta, felietonista - zaznacza dr Kuroczka.

Górny Śląsk miał też socrealistyczną powieść o wsi. Jan Baranowicz napisał utwór „Kołacz i razowiec” o kolektywizacji rolnictwa. Według badaczki książka została napisana nudnie, na zamówienie władzy i należy do jednych z najgorszych.

Autorzy śląskich socrealistycznych powieści mieli za sobą różne przeżycia okupacyjne. Jan Brzoza był we Lwowie, Gustaw Morcinek przeszedł niemieckie obozy koncentracyjne (Sachsenhausen i Dachau), Jan Baranowicz hitlerowskie więzienie za ruch oporu w Batalionach Chłopskich, Maria Klimas-Błahutowa prowadziła tajne nauczanie. Wilhelm Szewczyk został wcielony do Wehrmachtu, czym można go było szantażować.

- Autorzy, o których piszę, swoją literaturą w jakimś sensie podlizywali się nowej władzy - mówi dr Kuroczka. - Ale poza Andrzejem Wydrzyńskim żaden nie był tajnym współpracownikiem UB. Jeszcze Brzoza jawnie współpracował. Na wielu natomiast można znaleźć donosy, które czasami niszczyły pisarzom życie.

Presja, aby pisać zgodnie z propagandą, i stosowane wówczas schematy, odbierały pisarzom kunszt lub pociągały twórców mało uzdolnionych. To jest jednak ryzyko literatury ideologicznej, tworzonej ku czci. Ktoś, kto wymyślił, by włączyć do kanonu szkolnych lektur „Odę do Jarosława Kaczyńskiego” Jarosława Rymkiewicza, nie pamiętał, że na zamówienie polityczne dostaje się najczęściej chałę i zakalce.

„Literatura światów planowanych. O prozie socrealistycznej na Górnym Śląsku”. Promocja książki dr Katarzyny Kuroczki odbędzie się 29 marca o godz. 17 w Centrum Edukacyjnym IPN w Katowicach przy ul. św. Jana 10. Udział wezmą badacze z UŚ i abp Damian Zimoń.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Zachodniego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Zachodniego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Zachodniego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.