Śląskie święta. Niemiecka choinka i polskie kolędy

Czytaj dalej
Grażyna Kuźnik

Śląskie święta. Niemiecka choinka i polskie kolędy

Grażyna Kuźnik

Tylko na Śląsku wigilijne prezenty przynosi Dzieciątko. Ale wcześniej należy napisać do Niego list. To niejedyna oryginalność śląskiego Bożego Narodzenia.

W Polsce podarki pod choinkę przynosi najczęściej Święty Mikołaj, ale też Aniołek, Gwiazdka, Gwiazdor, a nawet Dziadek Mróz. Ślązakom tylko Dzieciątko, co w innych regionach jest zupełnie nieznane. Poza tym Ono w Wigilię nie zawsze zostawia prezenty pod drzewkiem, czasem po cichutku chowa je gdzieś w domu. Dlatego, że tradycja Dzieciątka na Śląsku jest o kilkaset lat dłuższa od wystrojonej choinki.

O tych i innych odmiennościach świątecznych pisze Marek Szołtysek w nowej książce „Śląskie Boże Narodzenie”.

- Jestem historykiem i zależy mi, żeby czytelnicy wiedzieli, skąd wzięły się trochę inne śląskie tradycje wigilijne - mówi autor. - To pozwoli docenić ich wartość. Są bardzo stare, wyrażają chrześcijańską istotę świętowania, są też odporne na komercyjne wpływy. Trzeba je chronić.

Może się zdarzyć, że Ślązak zapyta: „Coś dostoł od Dzieciątka na dzieciątko?”. To słowo pisane z małej litery oznacza także prezent, można więc śmiało życzyć komuś bogatego dzieciątka. Na Śląsku jest to mile słyszane od XVII wieku.

- Tradycja przyszła do nas z Czech i bardzo się zadomowiła - wyjaśnia Marek Szołtysek. - A tam przybyła w XVI wieku z księżną hiszpańską, która poślubiła czeskiego arystokratę. W Hiszpanii panował wtedy kult Dzieciątka, wykonano figurkę według wizji pewnego zakonnika z karmelitańskiego klasztoru. Księżna przywiozła ten wizerunek ze sobą.

W Pradze figurkę nazwano swojsko Jezulatkiem. Przypisano mu wielką rolę w zakończeniu wyniszczającej wojny 30-letniej i wtedy sława dobrego Jezulatka dotarła aż na Śląsk, także Cieszyński. Ale tam nie przynosi już prezentów. - Gdy rozchodziła się sława Dzieciątka, na Cieszynioków wpływ mieli protestanci, którzy byli temu kultowi przeciwni - mówi autor. - Dzisiaj prezenty roznosi tam Aniołek, jak w Wiedniu czy Krakowie.

Na Górnym Śląsku kult znalazł jednak podatny grunt. A to przez średniowieczną tradycję związaną ze św. Jadwigą. W Trzebnicy święta podobno modliła się przed figurką Dzieciątka Jezus i miała widzenie. Prosiła niebiosa o jakąś wskazówkę co do prawdziwego czasu przyjścia Jezusa na świat i ją dostała. Figurka zapłakała i podała datę.

Pewnie istniała więc jakaś niepewność co do dnia 25 grudnia, chociaż świętowano ją od III wieku naszej ery. Z Ewangelii nie do-wiemy się jednak, kiedy urodził się Jezus Chrystus, takiej wskazówki tam nie ma. Ale grudniową datę podają już pierwsi pisarze chrześcijańscy.

Ta data była chętnie przyjmowana w krajach słowiańskich.

- W krajach słowiańskich, w tym na Śląsku, data dobrze się przyjęła, bo zbiegała się z ich pogańskim świętem - tłumaczy historyk.

- Stosowali astronomiczny kalendarz. Według niego 25 grudnia był momentem zimowego przesilenia dnia z nocą. Odtąd ciemności były coraz krótsze. Misjonarze z tego korzystali.

Co powiedziało Dzieciątko św. Jadwidze, nie wiadomo. Ale położyło paluszek na ustach, co oznaczało, że ma zachować tajemnicę. Może jednak księżna komuś się zwierzyła, bo jej widzenie wyszło na jaw. Figurka „osóbki”, jak ją też nazywano, przetrwała do dzisiaj w rękach sióstr boromeuszek w Trzebnicy.

Malutkie, gliniane Dzieciątko spoczywa we wspaniałej, złotej kołysce, to dar już o wiele późniejszy. Marek Szołtysek przekonał się jednak, że mało kto o niej wie. Figurkę chętnie mu pokazano. Mówi: - Czy tradycja Dzieciątka odegrała dużą rolę w tym, że do dzisiaj na Górnym Śląsku prezenty roznosi Dzieciątko, trudno powiedzieć, ale na pewno miało to znaczenie.

Ślązacy długo nie znali opłatka. Zamiast niego na stół kładli chleb. To on symbolizował dostatek, dobro i błogosławieństwo, chociaż się nim nie dzielono. Opłatek pojawił się na ich stołach dopiero w 20. i 30. latach XX wieku. Dzisiaj, zdaniem autora książki, tak chleb, jak i opłatek powinien znaleźć się na śląskiej Wigilii. Potrawy wigilijne na Śląsku były proste. Nie znano kutii. Była siemieniotka, makówki, moczka. I kaper, czyli karp, jeśli było za co go kupić.

- Typowy stół wigilijny śląski jest skromniejszy niż polski, ale to hołd dla bardzo starej tradycji - zaznacza historyk.

Natomiast kolędy w śląskich domach i kościołach śpiewało się polskie.

- Kultura śląska w tym zakresie jest bardzo mocno zakorzeniona w polskości - dodaje historyk: - Te kolędy zresztą tak się podobały, że Ślązacy nie tworzyli własnych. Śpiewali je po prostu po swojemu.

„Śląskie Boże Narodzenie”
Nowa książka Marka Szołtyska składa się z ośmiu rozdziałów. Autor m.in. pisze o adwentowych jarmarkach, prawdziwym św. Mikołaju, śląskich betlyjkach, choince, krisbaumie, śląskich kolędach, rzykaniu, jadle, wigilijnych polewkach i bryjach.

Grażyna Kuźnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.