Ślonzoki nie afy i swój tyjater mają. Pomysł Mariana Makuli

Czytaj dalej
Magdalena Nowacka

Ślonzoki nie afy i swój tyjater mają. Pomysł Mariana Makuli

Magdalena Nowacka

Rozmowa z Marianem Makulą, twórcą Teatru Górnośląskiego w Bytomiu. Teatr oficjalnie działa od października. Ma promować śląską kulturę i śląskich artystów. Wystawiane sztuki będą opowiadać o regionie i jego tożsamości. Będzie też klasyka w śląskiej interpretacji.

Jaki jest pana ulubiony cytat ze sztuki „Pomsta”, którą oficjalnie zainaugurowano otwarcie Teatru Górnośląskiego w Bytomiu?
„Blukosz, blukosz mój Cześniku, jak belówka we guliku”. W tłumaczeniu dla tych, co nie znają śląskiej godki, to takie określenie w stylu: pleciesz głupstwa, farmazony. „Blukosz” ma u nas dwa znaczenia. Mówimy tak, jak coś w garnku pyrka, bulgocze. Albo czasem tak bulgocze też w „belówce”, czyli w ścieku. I jak ktoś głupoty mówi, to też się taką przenośnię stosuje.

A które momenty, sytuacje, najbardziej rozbawiły publiczność na widowni?
Zdecydowanie najśmieszniejsza jest scena pisania listu, dyktowanego Dyndalskiemu (w tej roli Marian Makula - przyp. red.) przez Cześnika, podobnie też jak w oryginalnej „Zemście” Aleksandra Fredry. Graliśmy ją wiele razy i wprowadzaliśmy nowe, coraz bardziej zabawne elementy. Powstało nawet kilka wersji listu. Dyndalski nie wyłapuje kontekstu i bezmyślnie notuje każde słowo, wtrącenie niezwiązane z treścią też zapisuje. A publiczność zawsze wybucha śmiechem, kiedy zdenerwowany Cześnik, doprowadzony do furii bezmyślnością Dyndalskiego, rzuca popularnym przekleństwem. To zresztą jedyne brzydkie słowo w tej sztuce. Ludzie zrywają boki. Natomiast jeśli chodzi o same sytuacje sceniczne, to największe salwy śmiechu wzbudza niewątpliwie gra Darka Niebudka, jego mimika. On naprawdę umie widza podrajcować.

Z czego najchętniej śmieją się Ślązacy? Bo z tym poczuciem humoru podobno bywa różnie. Mają go w końcu, czy nie?
Myślę, że mają. Jakby nie mieli, to byłyby nie trzy powstania śląskie, a przynajmniej dziesięć. Są wyrozumiali i cierpliwi, chociaż... też oczywiście swoje za uszami mają. Widać to najbardziej przy dyskusjach hanysów z gorolami, tak jak pokazałem w „Pomście”. Brakuje dystansu i skupiania się na meritum, a jest zaperzanie się i docinki. Czasami niepotrzebnie. Ale uważam, że Ślązak umie się śmiać z siebie. Lubi i z polityki. Z relacji damsko-męskich też oczywiście. Ślązacy są bardziej bezpośredni i konkretni w tych sprawach, mniej eleganccy w wyrażaniu uczuć, także słownie. Ale nie oznacza to, że gorsi. Jak hanys powie „przaja ci”, to wiadomo, o co chodzi, a jak gorol „kocham cię na czczo i pod włos i znienacka”, to nigdy nie wiadomo.

Zapytam prowokacyjnie: po co na Śląsku kolejny teatr? Mało ich przecież nie mamy, są praktycznie w każdym większym mieście naszego regionu.
Teatrów na Śląsku jest bardzo dużo. I to dobrych teatrów. Teatr Rozrywki w Chorzowie, Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, teatry w Gliwicach i Zabrzu. Mamy ich od groma, ale… mało w nich śląskości. Na scenie pokazana jest kultura europejska albo polska. A my chcemy pokazać, właśnie w naszym teatrze, tę śląskość, tożsamość, zwyczaje, wychowanie, w końcu samą godkę. Parafrazując Mikołaja Reja „że Ślonzoki nie afy i swojim godajom”. Afy, czyli małpy, nie jak u Reja, gdzie jest porównanie do gęsi. Nie znaczy to oczywiście, że się chcemy separować. Tylko uświadomić innym, że kultura śląska, ubrana w odpowiednią formę, jest naprawdę na wysokim poziomie. I że to nie tylko klimat krupnioka i piwa, czyli taki beerfest. Ludzi trzeba też uczyć, kształtować im gust, bazując na tradycji. Teatr jest takim miejscem spotkań, dyskusji, ludzie poznają się bliżej. Marzy mi się zgromadzenie wokół Teatru Górnośląskiego śląskiej, artystycznej cyganerii. Są na to warunki, bo jest i kawiarnia.

To ma być teatr dla Ślązaków, ale nasz region zamieszkują również osoby z Zagłębia. Jak ich przyciągnąć? Rdzenni Ślązacy znają godkę, jeśli nie bardzo dobrze, to wiele wyrażeń. Ale przecież to miejsce ma edukować. Czy mają szansę poznać tu bliżej Śląsk i zrozumieć go gorole?
Oczywiście. Przy niektórych sztukach będziemy wyświetlać mniej znane słowa na ekranie, przygotujemy specjalne słowniczki. Zresztą, z samego kontekstu też da się zrozumieć. Chociaż oczywiście odbiór może być różny, w zależności, czy będzie to rdzenny Ślązak, czy osoba przyjezdna.

Była „Pomsta”, a 13 listopada będą „Zolyty” na kanwie „Ożenku” Mikołaja Gogola.
Zapewniam, że będzie dobra zabawa. Pamiętam, że po tym, jak wystawiliśmy ją w Chorzowskim Centrum Kultury, sprzątaczki znalazły na widowni... gybis (sztuczna szczęka - przyp. red.). To chyba niezła rekomendacja (śmiech). W planach, poza tłumaczeniami i moimi sztukami, będzie oczywiście bogatszy repertuar. Nawiązałem kontakt z Teatrem Korez i chcemy zagrać tu „Cholonka”. Rozmawiałem też z dyrektorem Robertem Talarczykiem z Teatru Śląskiego i od nich też weźmiemy dwie sztuki: „Polterabend” oraz „Piątą stronę świata”. Myślimy też o dobrych teatrach amatorskich, jest taki w Ornontowicach, a także w Chorzowie. Nie jest wykluczone, że pojawią się na naszej scenie. Ale przede wszystkim będą się prezentowali najlepsi, znani, śląscy aktorzy.

Dorośli przyjdą z ciekawości, sentymentu, ale młodsi? Jak chcecie ich przyciągnąć?
Mam świadomość, że tu największym problemem jest cena. Bo 40-50 złotych za bilet na spektakl dla młodego człowieka to jednak jest cena zaporowa. Bardzo zależy nam jednak na tych młodych widzach. Dlatego chcemy wprowadzić zasadę, że jeśli sztuka będzie wystawiana wieczorem dla dorosłych, to rano - za pół ceny - dla szkolnej młodzieży. Jest to do zrealizowania i aktorzy są w stanie na coś takiego się zgodzić. Oczywiście musiałyby to być bilety dla całych klas. Ale jeśli chodzi o repertuar, to myślę, że młodych też jesteśmy w stanie zainteresować, przyciągnąć. Widzę to choćby po przedszkolakach z Bielszowic, z którymi jako kabareciarz współpracuję. Są zafascynowane Śląskiem i teatrem.

Marian Makula (ur. 1951) - satyryk i artysta estradowy, występujący w kabaretach Cmok, Rak, Raki z Nowej Paki, autor kilku książek i wielu innych tekstów, w tym m.in. szopek noworocznych. Technik górnik i magister historii. Propagator śląskiej godki i Śląska.

Teatr Górnośląski mieści się w Bytomiu, w dzielnicy Łagiewniki przy ul. św. Cyryla i Metodego 10. Oficjalnie działa od 8 października 2016 roku, chociaż już wiosną wystawiano tu pierwsze spektakle. W budynku dawniej mieścił się dom kultury huty „Zygmunt”, potem sklep z odzieżą, kwiaciarnia, sklep budowlany. W końcu restauracja. Teatr działa pod patronatem Stowarzyszenia Wykonawców Animatorów i Twórców Górnego Śląska.

Magdalena Nowacka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.