Sposób na kiboli, czyli policjant udaje fotoreportera

Czytaj dalej
Fot. Fot Arkadiusz Gola / Polskapresse
Patryk Drabek

Sposób na kiboli, czyli policjant udaje fotoreportera

Patryk Drabek

Na meczu Ruchu Chorzów policjanci zatrzymywali kiboli, mając na sobie kamizelki z napisem „foto”. Dziś tłumaczą, że sytuacja była dynamiczna, a związkowcy podkreślają, że było to niefortunne.

Podczas meczu Ruchu Chorzów i Górnika Łęczna policjanci założyli kamizelki z napisem „foto” i zatrzymywali kiboli, którzy wtargnęli na murawę. To był niespokojny mecz, dwa razy przerywany. Na boisku wylądowało kilkadziesiąt rac, a porządkowi nie nadążali usuwać ich z płyty. Po końcowym gwizdku, na stadionie znowu zrobiło się niespokojnie. Jednak „występ” policji w kamizelkach sugerujących, że są przedstawicielami mediów, spowodował lawinę protestów. Jak się okazało, w kamizelkach byli funkcjonariusze z zespołu monitorującego, czyli specjalna grupa zajmująca się problemem pseudokibiców.

- Media były, są i powinny pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń. Dotyczy to zwłaszcza demonstracji, starć i działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje nam, że nie zostaniemy potraktowani jako jedna ze stron konfliktu. Brak pewności, że pod szyldem „media” występuje dziennikarz, może doprowadzić do tragedii. Dlatego oczekujemy od osób odpowiedzialnych za działania policji natychmiastowego zaprzestania takich praktyk - tak brzmi treść protestu, pod którym podpisali się: Marek Twaróg, redaktor naczelny „Dziennika Zachodniego”, Dariusz Kortko, redaktor naczelny katowickich stron „Gazety Wyborczej” i Kamil Durczok, redaktor naczelny portalu Silesion.pl.

Policjanci tłumaczą, że sytuacja podczas meczu była dynamiczna, a czas pracował na korzyść pseudokibiców.

- To było niefortunne zdarzenie. Kamizelki powinny być przełożone na drugą stronę tak, by napis „foto” nie był widoczny. Policjanci nie zdążyli jednak tego zrobić - wyjaśnia wydarzenia w Chorzowie Maciej Dziergas, wiceprzewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów.

- To nie było celowe działanie. Nikt nie zamierzał narażać życia i zdrowia fotoreporterów. Jednocześnie chcę zwrócić uwagę, że podjęta interwencja była skuteczna - dodał Maciej Dziergas.

Policja: Nie możemy być tylko obserwatorem inwencji kiboli

O policyjnej akcji podczas piątkowego meczu Ekstraklasy Ruch Chorzów - Górnik Łęczna rozmawiamy z mł. insp. Piotrem Sieleckim - pierwszym zastępcą komendanta miejskiego policji w Chorzowie, odpowiedzialnym za akcję.

Jak ocenia pan zabezpieczenie meczu Ruch Chorzów - Górnik Łęczna?
Policjanci zapobiegli eskalacji agresji pseudokibiców. Chuligani najpierw przerwali mecz Ruchu i Górnika, rzucając w zawodników ogromną ilość rac, a później wtargnęli na boisko. Do tej pory (rozmawialiśmy w środę - dop. red.) zatrzymano już 10 osób, a niewykluczone są kolejne zatrzymania.

Policjanci zatrzymywali pseudokibiców ubrani w kamizelki z napisem „foto”. Wskazywało to na to, że są fotoreporterami. Uważa pan, że to było prawidłowe działanie?
Policjanci mający na sobie kamizelki „foto” znaleźli się na murawie w związku z realną groźbą wystąpienia zagrożenia dla życia, zdrowia i mienia. Ich zadaniem było ciągłe monitorowanie pseudokibiców celem ich późniejszej identyfikacji.

Zgodnie z założeniami, policjanci w kamizelkach mieli jedynie monitorować wydarzenia, a nie interweniować. Dlaczego zdecydowano, by jednak to oni zatrzymywali pseudokibiców?
Policjanci, zatrzymując pseudokibiców na murawie stadionu Ruchu Chorzów, korzystali z uprawnień i realizowali zadania na podstawie ustawy o policji. Zgodnie z artykułem 1 ustępem 2 tej ustawy, podstawowym obowiązkiem policji jest ochrona życia, zdrowia i mienia przed bezprawnymi zamachami, ochrona bezpieczeństwa i porządku publicznego, w tym zapewnienie spokoju w miejscach publicznych oraz wykrywanie sprawców przestępstw i ich zatrzymywanie. Obserwowane zachowania grupy pseudokibiców Ruchu Chorzów na trybunach ewidentnie wskazywały na przygotowania do zbiorowego zakłócenia porządku publicznego i do naruszeń przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Należy tu przypomnieć, że faktycznie po zakończeniu meczu kilkudziesięcioosobowa grupa pseudokibiców wtargnęła na obiekt, a policjanci wyposażeni w kamizelki „foto” błyskawicznie zareagowali. To właśnie dzięki ich natychmiastowej reakcji na boisko wtargnęło kilkadziesiąt, a nie kilkaset osób. Wtedy tłum mógłby być jeszcze groźniejszy.

Zakładanie tych kamizelek było prawidłowe?
Podjęta interwencja, jej zasadność, prawidłowość i legalność była badana na polecenie komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach. Ustalono ponad wszelką wątpliwość, że zarówno interwencja, jak i użycie środków przymusu bezpośredniego, były zgodne z przepisami. Chciałbym też zaznaczyć, że działanie „pod kamuflażem” jest zgodne z zarządzeniem numer Pf-634 komendanta głównego policji z 30 czerwca 2006 roku w sprawie metod i form wykonywanych przez policję czynności operacyjno-rozpoznawczych. Należy więc stanowczo stwierdzić, że policjanci nie naruszyli żadnych przepisów.

Czy w chwili zatrzymywania pseudokibiców policjanci nie mogli ściągnąć kamizelek albo przewrócić ich na drugą stronę? Takie rozwiązanie sugerowali choćby policyjni związkowcy, którzy samo wykorzystanie tego typu kamizelek określili jako niefortunne.
Sytuacja była naprawdę bardzo dynamiczna. Nie pozwalał na to czas i można to zobaczyć na filmach, które rejestrowały to zdarzenie. Chodziło w tym przypadku o szybkość i skuteczność dzia-łania.

W przeszłości zdarzały się podobne przypadki i funkcjonariusze już zakładali kamizelki z napisem „foto”?

Jeśli chodzi o moją kadencję i tego typu działania, którymi dowodzę, to po raz pierwszy sytuacja była tak poważna, aby policjanci z zespołu monitorującego musieli wejść na murawę w trakcie meczu.

Czy możemy być pewni, że w przyszłości nie będzie dochodziło do podobnych praktyk?
Policjanci cały czas będą korzystali z uprawnień, jakie wynikają z przyjętych uregulowań prawnych. Ostatnio mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy pseudokibice jednego z łódzkich klubów przebrali się za drogowców i udając prace drogowe czekali na przyjazd kibiców antagonistycznie do niej nastawionej drużyny. Z siekierami, maczetami, kijami baseballowymi i nożami. My - jako policja - nie możemy pozostać jedynie bacznym obserwatorem inwencji kiboli. Musimy przeciwstawić się i zwalczać przestępczość pseudokibiców wszelkimi dostępnymi środkami, oczywiście w ramach i w granicach obowiązującego prawa.

Czy funkcjonariusze, którzy zabezpieczali mecz Ruchu i Górnika, poniosą jakiekolwiek konsekwencje?
Mogę potwierdzić, że wdrożyliśmy do realizacji czynności wyjaśniające wobec funkcjonariusza, który łączył elementy ubioru cywilnego z umundurowaniem (czapką policyjną). Takie zachowanie jest niezgodne z paragrafem 36 rozporządzenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z 20 maja 2009 roku w sprawie umundurowania policjantów. Ten przepis zabrania policjantom noszenia przedmiotów umundurowania w połączeniu z przedmiotami ubioru cywilnego. Pozostali funkcjonariusze, w tym ci, którzy mieli założone kamizelki z napisem „foto”, pełnili służbę w zgodzie z przepisami.

***
Stanowisko Komendy Głównej Policji po meczu Ruch Chorzów - Górnik Łęczna

Funkcjonariusze ubrani byli w klubowe kamizelki obsługi - umożliwiające przebywanie w tej strefie i mieli za zadanie obserwację i rejestrację materiałów foto/video.

To jest ich podstawowe zadanie, związane z monitorowaniem i rejestracją wydarzeń. Podczas meczu to właśnie ci funkcjonariusze zauważyli przygotowania stadionowych chuliganów do wtargnięcia na murawę.

W pewnym momencie służba porządkowa organizatora nie była w stanie zapanować nad sytuacją, a o podjęcie działań mających na celu przywrócenie porządku została poproszona policja.

Ze względu na dynamicznie rozwijające się zagrożenie i konieczność szybkiej reakcji, to właśnie policjanci z zespołu monitorującego, znajdujący się we wskazanym miejscu, zapobiegli bezpośrednim atakom na piłkarzy.

Uniemożliwili oni przedostanie się na murawę większej grupie chuliganów, zatrzymując także tych, którzy już weszli na płytę. Zakończyło się to zatrzymaniem sześciu osób.

W niedługim czasie, na prośbę organizatora, na stadionie pojawiły się również pododdziały policji. Można zadać pytanie, co wydarzyłoby się, gdyby nie było tam policjantów monitorujących mecz? Realne było zagrożenie zdrowia i życia zawodników, pracowników klubu i przypadkowych osób oraz uczestników tego spotkania oraz uszkodzenia mienia.

Reakcja policjantów, na prośbę ochrony organizatora, która nie potrafiła swoimi siłami przywrócić porządku, zapobiegła groźnym skutkom działań agresywnych chuliganów.

Głównym zadaniem funkcjonariuszy monitorujących mecz jest obserwacja, lecz jest także ich obowiązkiem podjęcie skutecznej interwencji w sytuacji zagrożenia.

Patryk Drabek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.