Stadion Śląski. Czy okaże się kotłem bez dna?

Czytaj dalej
Kamila Rożnowska

Stadion Śląski. Czy okaże się kotłem bez dna?

Kamila Rożnowska

Śląski nie będzie na siebie zarabiać. Co do tego nie łudzą się nawet władze regionu. Ale jak przywrócić go do życia? Pomysłów jest wiele. Warunek jeden: mieć pieniądze.

Stadion Śląski ma żyć przez cały rok. To pierwszy cel, jaki wyznaczyły sobie władze województwa. Samorządowcy jednak mają świadomość, że Śląski nie będzie na siebie zarabiał. Już są przygotowani na to, że roczne utrzymanie areny może kosztować ok. 10 mln zł. - Nie ma dzisiaj obiektów tej klasy, które by przynosiły tylko dochody. Właściciel publiczny, jakim jest województwo śląskie, będzie zapewne utrzymywać ten stadion. Będziemy musieli robić wszystko, żeby te straty były jak najmniejsze - mówił marszałek Wojciech Saługa. Dodawał, że utrzymanie Śląskiego i tak będzie trzy razy tańsze od utrzymania np. Muzeum Śląskiego, które rocznie pochłania ok. 30 mln zł.

Niemniej jednak można znaleźć stadion, który odnotował zysk. To Stadion Narodowy w Warszawie, który ubiegły rok zakończył na plusie z 2,1 mln zł. Na działalności komercyjnej zarobił 48 mln zł. Ale wpływy z imprez całostadionowych (13 mln zł) i wynajęcia powierzchni (6 mln zł) były i tak niższe od działalności biznesowej (29 mln zł). -Naszych Katowic do Warszawy nigdy nie porównamy, jeśli chodzi o ilość imprez albo chętnych do wynajmowania tego stadionu. Sprawdźmy też, ile imprez z budżetu państwa jest lokowanych na Stadionie Narodowym. Ten stadion nie zarabia tylko dlatego, że jest taki świetny i komercyjny - mówił podczas zeszłorocznej debaty DZ prof. Zbigniew Waśkiewicz z AWF.

Mieszkanie za czytanie

Jedno jest pewne: 8 lat modernizacji (stadion ma być otwarty we wrześniu 2017 r.) sprawiają, że Śląski zacznie kompletnie od zera. Bo konkurencja zdążyła się już zadomowić na rynku. Co przemawia na jego korzyść? Historia i wyrobiona marka. Tylko pozostaje pytanie, czy sentymenty wygrają z pieniędzmi. Jak zatem tę stratę Śląskiego minimalizować? Organizowaniem koncertów, meczów piłkarskich czy zawodów lekkoatletycznych.

Po pierwsze: koncerty gwiazd

W tym wiedliśmy prym, więc naturalnym jest, że to jeden z najważniejszych priorytetów odbudowy wizerunku Stadionu Śląskiego. Jednak okazuje się, że ich organizacja wcale nie musi przynieść nadzwyczaj wysokich zysków, aby obiekt zbilansować. - Zwykle jest tak, że gdy przyjeżdża jakaś agencja, reprezentująca daną gwiazdę, to przyjeżdża z kompletem usług. Ustawia scenę, ma własny catering i właściwie zawiera umowę tylko na dzierżawę obiektu na czas trwania imprezy - wyjaśnia dr Artur Grabowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Na organizacji takiej dużej, całosta-dionowej imprezy, obiekt może realnie zarobić od 100 do 400 tys. zł. Jeśli roczny koszt utrzymania Śląskiego wyniesie 10 mln zł i zakładając, że miałby się utrzymywać tylko z takich imprez, a średni wpływ z nich miałby wynieść 200 tys. zł, wówczas oznacza to, że takich wydarzeń w ciągu roku musiałoby się odbyć 50, aby wyjść „na zero”.

Odrębną, ale równie ważną kwestią jest to: kto miałby wystąpić na Śląskim? W tej chwili nie jest znany jeszcze zespół/ artysta, który miałby zagrać podczas wielkiego otwarcia. Kazimierz Karolczak, członek zarządu województwa mówi, że negocjacje w tej sprawie trwają. Choć do czasu ich zakończenia nie może ujawnić, z kim rozmowy się odbywają, to pod uwagę brana jest trójka wykonawców, którzy w okolicach września 2017 roku będą w trasie koncertowej.

- Stadion powinien mieć już opracowany plan funkcjonowania nie tylko na rok. Trzeba pamiętać, że niektóre imprezy odbywają się cyklicznie i trzeba wcześniej o nie aplikować. Dla Stadionu Śląskiego trzeba znaleźć niszę rynkową. Może organizację jakiegoś festiwalu muzycznego lub teatralnego, którego nie robi Stadion Narodowy w Warszawie, albo nie jest nim zainteresowany Spodek i NOSPR - zastanawia się dr Grabowski. -Czas gra tutaj zdecydowanie na niekorzyść. Bez planu na przynajmniej trzy lata, będzie to pewnie praca bieżąca na zasadzie: „weźmiemy to, co pojawi się akurat na rynku” - dodaje.

Po drugie: lekkoatletyka

Lekkoatletyka to drugi z priorytetów, bo przez czteroletni poślizg (stadion miał być gotowy na Euro 2012), przestał być futbolowym monopolistą. Oczywiście jeśli chodzi o organizację punktowanych meczów reprezentacji. W tej chwili Śląski ma być lekkoatletycznym stadionem narodowym.

Wszystkie funkcje lekkoatletyczne, które „Kocioł Czarownic” będzie realizował zostały wycenione na poziomie 24 mln zł. Władze województwa złożyły już wniosek do ministerstwa sportu o przyznanie 10-milionowej dotacji na ten cel. -Liczymy, że Polski Związek Lekkiej Atletyki wypełni ten stadion treścią i będą się tutaj odbywać poważne mityngi czy zawody rangi mistrzostw Europy czy świata. Jesteśmy na to gotowi - deklarował Wojciech Saługa.

Jednak organizacja wysokiej rangi imprez może okazać się wcale nie taka prosta. -Duża lekkoatletyczna impreza, jak np. mistrzostwa świata, jest drugim pod względem trudności turniejem do zdobycia, po piłce nożnej. Żeby taką imprezę „dostać”, trzeba wydać kilka milionów euro - mówił prof. Waśkiewicz w debacie DZ.

Po trzecie: piłka nożna

Piłka nożna ma wrócić na Śląski. Marzeniem są oczywiście wielkie mecze reprezentacji, ale z tym może być problem w najbliższych latach. Polski Związek Piłki Nożnej ma zawartą umowę ze Stadionem Narodowym, mówiącą, że do 2020 roku wszystkie mecze eliminacyjne naszej reprezentacji będą rozgrywane właśnie na murawie w stolicy. Mamy jednak szansę na organizację meczu towarzyskiego. -Biorąc pod uwagę historię Stadionu Śląskiego, raczej trudno sobie wyobrazić, żeby reprezentacja miałaby tam nie zagrać - mówi Jakub Kwiatkowski, rzecznik prasowy PZPN. Na razie trudno mówić o jakichkolwiek terminach, bowiem przed naszą reprezentacją mecze eliminacyjne do mistrzostw świata. Jeśli nie byłoby potrzeby gry w barażach, to jest szansa, że w listopadzie 2017 roku pojawi się wolny termin, gdy mógłby się odbyć mecz towarzyski. Piłka nożna ma zadomowić się na Śląskim jeszcze dzięki Ruchowi Chorzów. Problemem jednak może okazać się frekwencja. Aby do meczu nie dopłacać, na widowni powinno zasiąść min. 16 tys. kibiców. Z danych za ostatni sezon wynika, że średnio przy ul. Cichej pojawiało się ponad 7 tys. osób. Dr Artur Grabowski zaznacza, że bardzo ważna będzie tutaj odpowiednia polityka cenowa. -Trzeba rozstrzygnąć jedną kwestię: albo zależy nam na osiągnięciu zysku przy niskiej frekwencji, albo chcemy mieć mniejszy zysk, ale większe zapełnienie stadionu - mówi naukowiec, który skłaniałby się jednak ku tej drugiej opcji. Uważa również, że bilety nie mogą być za drogie, a ceny powinny być zróżnicowane. Jego zdaniem ceny pojedynczych wejściówek powinny wahać się od np. 5 zł (dla tzw. ultrasów, kibiców dbających o oprawę meczu) do 15 - 20 zł za zwykłą, pojedynczą wejściówkę. Oczywiście lepsze miejsca na trybunach powinny być droższe. Ogólnie dr Grabowski radziłby wprowadzenie 5 - 6 kategorii cenowych np. biletów rodzinnych, dla osób przychodzących pierwszy raz, czy dla osób niepełnosprawnych z możliwością bezpłatnego wejścia dla opiekuna.

Marzenia: taras widokowy

Linka tyrolska i tarasy widokowe to inna z propozycji uatrakcyjnienie stadionów. Z ekstremalnej przejażdżki można skorzystać m.in. na stadionie w Gdańsku i Warszawie. W Chorzowie też pojawił się pomysł, aby na dachu powstał taras widokowy, a zjazd z linki miałby połączyć się m.in. ze stacją kolejki linowej Elka. Ostatecznie jednak okazało się, że koszt jego budowy - oszacowany na 5,5 mln zł - na razie przerasta możliwości finansowe. Być może powstanie w przyszłości.

Marzenia: widowiska

Inną z propozycji dla Śląskiego mogłaby być organizacja widowisk kulturalnych, spektakli. Dariusz Miłkowski, dyrektor Teatru Rozrywki w Chorzowie mówi, że bardzo chętnie wziąłby udział w takim przedsięwzięciu, ale wszystko rozbija się finanse. - Wiele razy występowaliśmy w plenerze, w Parku Śląskim też (w Dużym Kręgu Tanecznym - przyp. red.). Pod względem liczby widzów, to była mniejsza skala. Z tego co widzę przestrzeń Stadionu Śląskiego jest rozwleczona, ten stadion jest stosunkowo płaski, czyli pewna liczba widzów byłaby mocno oddalono. To oczywiście można rozwiązać telebimami - zastanawia się Dariusz Miłkowski. Czy byłaby możliwość wystawienia spektakli repertuarowych na stadionie przy założeniu, że widzowie znajdowaliby się tylko na murawie? Dyrektor zwraca uwagę, że tak proste przeniesienie jest raczej niemożliwe - elementy scenografii byłby nieproporcjonalne do wielkości stadionowej sceny.

Kamila Rożnowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.