Strażak z Jaworzna pomógł uratować tonących w Bałtyku wczasowiczów

Czytaj dalej
Tomasz Szymczyk

Strażak z Jaworzna pomógł uratować tonących w Bałtyku wczasowiczów

Tomasz Szymczyk

Nie czuję się bohaterem - mówi st. kpt. Bartosz Smolarczyk, dowódca zmiany w Komendzie Miejskiej PSP w Jaworznie. Kilka dni temu w Łazach koło Koszalina pomógł uratować tonących w Bałtyku wczasowiczów.

St. kpt. Bartosz Smolarczyk nad morzem przebywał razem z dziecięcym obozem karate. Miniony piątek był słoneczny, ale morze było wzburzone, dlatego na plaży wywieszono zakazującą kąpieli czerwoną flagę. Jak informował „Głos Koszaliński”, który pisał o całej sytuacji, siłę morskich fal oceniano tego dnia na 4 w skali Beauforta, w Bałtyku występowały też tzw. prądy wsteczne. Mimo to, niektórzy wczasowicze zdecydowali się na wejście do wody. W pewnym momencie przebywający na plaży uczestnicy obozu zaczęli szykować się do powrotu.

- W tym czasie zauważyłem w wodzie trzy głowy oddalające się od brzegu. Pomyślałem: Gdzie są ratownicy? Zacząłem ściągać koszulkę, żeby być przygotowanym do dalszych działań, ale nie byłem jeszcze zdecydowany na wejście do wody. Jak zwykły człowiek, bałem się. Nie jestem też przyzwyczajony do morza - opowiada st. kpt. Bartosz Smolar-czyk. - Zobaczyłem przechodzącego obok mnie mężczyznę z małym dzieckiem i to był impuls, żeby coś zrobić. Wziąłem kamizelkę mojego syna. Zapiąłem ją na pas, bo inaczej się nie dało. Popłynąłem i walcząc z falami próbowałem dostać się do osób, które były sto metrów ode mnie - dodaje.

W akcji brali też udział inni mężczyźni: były i czynny ratownik. Cała trójka podzieliła się zadaniami, dzięki czemu kąpiący się bezpiecznie dotarli na brzeg.

CZYTAJ WIĘCEJ: PRZYJECHALI NA WAKACJE I URATOWALI TONĄCYCH

- Nie wiedziałem, czy dam radę, bo nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Gdybym nie dał rady, czekałbym z tym chłopakiem aż przyjdzie pomoc. Ale udało się dopłynąć z nim do brzegu. Pięć metrów od brzegu ludzie wzięli ode mnie to dziecko i przenieśli na plażę. Ja poszedłem zobaczyć, co z moim dzieckiem, które czekało na plaży - relacjonuje strażak.

Na plaży poszkodowanymi zajęli się już ratownicy WOPR-u, opatulili już tzw. folią życia.

- Nie czuję się bohaterem. Działałem zgodnie z kodeksem strażackim, ale było to dla mnie wyzwanie. Największym wyróżnieniem było dla mnie to, że swoją postawą mogłem pokazać swojemu dziecku oraz uczestnikom obozu jak należy działać w takich sytuacjach. Uważam, że takie rzeczy jak tam, zdarzają sięrównież tutaj w mieście, bo strażacy bardzo często ryzykują swoje życie, tylko nie są nagłaśniane. To nasza praca - podkreśla st. kpt. Bartosz Smolarczyk.

Po powrocie do miejsca zakwaterowania postawa jaworznickiego strażaka została przez setkę obozowiczów nagrodzona gromkimi brawami. Sam strażak o całej sytuacji rozmawiał z rodziną, ale nie mówił o niej kolegom z jaworznickiej komendy. Znad morza wrócił, zresztą, dopiero przedwczoraj. Sprawa wyszła na jaw, bo do komendanta PSP w Jaworznie zadzwonił komendant z Koszalina i podziękował za działanie jaworznickiego strażaka.

St. kpt. Bartosz Smolarczyk uważa, że jego historia to przestroga dla tych wszystkich, którzy lato spędzają nie tylko nad Bałtykiem czy na Mazurach, ale też nad Sosiną, Pogorią czy Stawikami.

- Gdy jest czerwona flaga, nie należy wchodzić do wody, bo może się to skończyć tragedią - podkreśla strażak.

Mówiąc już po kilku dniach o swoim wyczynie znad Bałtyku podkreśla, że gdyby jeszcze raz miał o tym decydować, postąpiłby tak samo.

Tomasz Szymczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.