Strój mieszczki żywieckiej wygląda jak z bajki. To efekt tygodni pracy [AKTYWNE ZDJĘCIE]

Czytaj dalej
Jakub Marcjasz

Strój mieszczki żywieckiej wygląda jak z bajki. To efekt tygodni pracy [AKTYWNE ZDJĘCIE]

Jakub Marcjasz

Strój mieszczki żywieckiej może ważyć nawet 12 kg. Żeby go włożyć, potrzebne jest solidne przygotowanie teoretyczne, bo każdy jego element ma ściśle określone miejsce. Samo ubieranie trwa kilkadziesiąt minut, a przygotowania do niego jeszcze dłużej.

Wizyty królowej hiszpańskiej, Ignacego Mościckiego, Józefa Hallera. Przyjazd Jana Pawła II oraz pogrzeb Marii Krystyny Habsburg. Żywieccy mieszczanie, ubrani w tradycyjne stroje, obecni są podczas najważniejszych wydarzeń w mieście, a także świąt państwowych i kościelnych. Co roku można ich spotkać w Krakowie, idących z Wawelu na Skałkę w procesji ku czci św. Stanisława. Asysta Żywiecka, która ich zrzesza, pielgrzymuje także do Kalwarii Zebrzydowskiej na uroczystości maryjne w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jednak największą grupę osób w tradycyjnych strojach mieszczańskich można podziwiać podczas procesji kończącej oktawę Bożego Ciała. Żywiec i Toruń to jedyne miasta w Polsce, w których zachowała się tradycja noszenia mieszczańskiego stroju. Szczególnie okazale - niczym z bajki - wygląda strój kobiecy.

Panie nie noszą go jednak podczas świąt Bożego Narodzenia. Dlaczego? Te i inne jego tajemnice zdradzają nam trzy mieszczki żywieckie - Maria Ormaniec, jej córka oraz wnuczka.

- To jest duma i satysfakcja, coś nie do opisania, przeżywa się to - mówi o zaszczycie noszenia stroju żywieckiego Maria Ormaniec. Chociaż po raz pierwszy założyła go po ślubie, wspomina, że towarzyszył jej od dzieciństwa, bo putosze, czyli mieszczanie żywieccy, noszą go od co najmniej trzech stuleci. Strojem wyjątkowym - strojem żywieckim - stał się w XIX wieku, kiedy to tutejsze mieszczki przyozdobiły swój strój w szczególny, niepowtarzalny sposób. W takiej formy znamy go do dziś. Najcenniejszym dodatkiem stroju kobiecego stały się hafty, które znalazły się na tiulowych krezach, chustach, krzyżówkach, łoktuszach, fartuchach i chusteczkach.

Spektakularny efekt poprzedzony jest tygodniami pracy. - Praca ze strojem żywieckim to jest praca przez cały rok. To nie jest tak, że się zrobi raz i potem można chodzić w nim przez cały czas - mówi Beata Bysko, córka Marii Ormaniec.

Wystarczy jedno załamanie pogody i przygotowywanie stroju trzeba zaczynać od samego początku. A elementów ubioru jest naprawdę sporo.

Na początek krochmalenie - tak jak robiło się to dawniej, krochmal gotowany jest w dużych garnkach - a potem prasowanie. Samych halek potrzeba trzy, cztery, do tego są kryza, fartuch i spódnica. Potrzeba nawet kilkunastu dni i sprzyjających warunków pogodowych, aby przygotować wszystko tak, jak należy.

- Należy to robić etapami, bo nie da się zrobić całego stroju naraz, każda część wymaga innej konsystencji krochmalu - zauważa Beata Bysko. Sam proces ubierania też jest ściśle określony i aby wszystko zrobić tak, jak należy, potrzeba dużo wiedzy teoretycznej, bo bystre oko starszych mieszczek dostrzeże nawet najmniejszy błąd, a ten jest niedopuszczalny. - Cały strój stanowi logiczną całość, nie można zapomnieć czy pominąć najdrobniejszego elementu - mówi Adrianna Bysko, wnuczka pani Marii i córka Beaty, która po raz pierwszy strój żywiecki założyła, kiedy miała zaledwie 3,5 roku.

Przy ubieraniu niezbędna jest pomoc drugiej osoby. Wszystko trwa kilkadziesiąt minut. - Czasami dłużej niż samo ubieranie trwa dopracowywanie wszystkich elementów. Zdarza się, że obracamy się cztery razy dookoła siebie, bo wszystko musi mieć ład i harmonię kształtów, a odległości i długości zachowane - opisuje Adrianna Bysko.

Po bieliźnie pierwszymi elementami, które ubierają panie, są pończochy oraz buty. Dalej płócienne halki. Pierwsza - sięgająca mniej więcej do połowy łydki - niekrochmalona. Kolejne trzy są już wykrochmalone, układane w taki sposób, aby sylwetka była odpowiednio ułożona, bo wbrew temu, co może się wydawać, panie nie używają żadnych tajemniczych stelaży. Potem: wykończona koronką biała bluzka. Kolejny element to spódnica i fartuch. Dalej kryza i gorset. Później mieszczka - jeśli jest mężatką i ją na to stać - ubiera łoktusze, czyli jeden z najpiękniejszych elementów stroju - tiulowy szal. A na sam koniec: złoty czepiec. Całość uzupełniają: przedni i tylni foborek, czyli kokardy dobrane kolorystycznie do spódnicy, korale, kolczyki oraz tiulowa chusteczka.

Cały strój potrafi ważyć nawet 12 kg! O wygodzie podczas wielogodzinnych uroczystości, w trakcie których panie muszą cały czas stać, można zapomnieć. Problem jest, kiedy zsunie się pończocha, chociaż panie mają tajemniczy sekret, jak go rozwiązać. Niełatwo też wtedy, kiedy pot spływa po plecach i nic nie można z tym zrobić. - Nie jest on stworzony dla wygody, ale dla piękna - tłumaczy Beata Bysko.

A strój mieszczek wrażenie robi chyba na wszystkich, szczególnie widzących go po raz pierwszy, bo jest jak z bajki lub królewskiego dworu. Dlatego każdy, kto go nosi, musi zachowywać się godnie. Nie ma tu miejsca na ekstrawagancję, współczesną modę czy praktyczne rozwiązania.

Jakub Marcjasz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.