Szaba da, szaba da. Disco polo znamy ty i ja. To czemu się nie przyznajemy? [HISTORIA DISCO POLO]

Czytaj dalej
Fot. Maciej Gapiński
Katarzyna Domagała - Szymonek

Szaba da, szaba da. Disco polo znamy ty i ja. To czemu się nie przyznajemy? [HISTORIA DISCO POLO]

Katarzyna Domagała - Szymonek

Człowiek nie wyszaleje się przy dźwiękach jazzu czy Beethovena. Od tego jest disco polo, muzyka, która pozwala wyłączyć myślenie - mówi dr Grzegorz Libor, socjolog z UŚ w Katowicach.

Disco polo jest bardziej kontrowersyjne niż goła pupa Kim Kardashian, Kościół Latającego Potwora Spaghetti czy zwyciężczyni (lub zwycięzca) Eurowizji Conchita Wurst. Większość z nas pytana czy słucha tego gatunku muzyki odpowiada „A skąd! Ja? Nigdy w życiu! Przecież to obciach”. Gdy przychodzi, co do czego, okazuje się, że choć wszyscy się wstydzą, to każdy disco polo zna.

Historia hitów disco-polo na linii czasu. No śmiało, słuchajcie, nikt nie widzi

W 1993 roku przeprowadzano jedne z pierwszych badań socjologicznych dotyczących naszych gustów muzycznych. Polacy pytani, jakiego rodzaj muzyki słuchają najczęściej, wymieniali disco polo. Piętnaście lat później – w 2008 rok – ten gatunek muzyki nadal cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Do słuchania prostych, skocznych melodii przyznawało się 29 proc. z nas. Wyprzedził je wyłącznie pop, który wskazało 37 proc. badanych Polaków. Rok później, w badaniach prowadzonych przez CBOS ankietowani nie mogli wskazać tego gatunku muzycznego. Zniknął z listy odpowiedzi. – Nie oznacza to, że przestaliśmy słuchać disco polo, ta muzyka nigdy nie przeminęła. Zawsze była obok nas – zaznacza dr Grzegorz Libor, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W zeszłym tygodniu do katowickiego hotelu Qubus z całej Polski zjechali się fani tego gatunku. Chcieli sprawdzić się w castingu do trzeciej edycji Disco Star. Programu rozrywkowego, emitowanego przez stacje Polo TV. Disco Star ma być bramą do spełnienia marzeń i wielkiej kariery dla piosenkarzy i zespołów grających disco polo.

Smiley face

By zaprezentować się przed jurorami Disco Star, Marcinem Millerem, liderem zespołu Boys oraz Patrykiem Pegzą z After Party, nasz bohater Marcin Nowacki pokonał blisko 400 kilometrów. Do Katowic przyjechał z Chemrzy w województwie kujawsko-pomorskim. – Grywam na weselach i imprezach miejskich. Muzyka jest tym, co lubię robić i chciałbym związać z nią swoją przyszłość – opowiada. Jako 9-latek dostał od rodziców pierwszy keyboard. W prezencie na pierwszą Komunię Świętą. Uznał, że chce się sprawdzić przed ludźmi z branży. Zabrał ze sobą narzeczoną i brata, razem ruszyli w drogę. Oceny doświadczonego jury się nie boi. Ma być dla niego lekcją, z której wyciągnie wnioski na przyszłość.

Zobacz wideo z castingu do programu Disco Star

Marcin urodził się w 1987 roku. To czas, w którym disco polo miało swoje początki (lata 80-te). Wtedy nazywane muzyką chodnikową zaczęło zdobywać pierwszych słuchaczy. To na niej wychował się nasz bohater. – To dźwięki mojego dzieciństwa – wspomina. - Później próbowałem odnaleźć się w innych gatunkach. Rocku czy popie. Nie spasowały mi. W disco polo czuję się najlepiej – przyznaje. Zdaniem Macieja Bochniaka, reżysera filmu „Disco polo”, który w lutym wchodzi do kin, fenomen tej muzyki kryje się w jej prostocie, która zaspokaja gusta mas. - Staje się naturalnym przekaźnikiem emocji. Jest bardzo dostępna, co sprawia, że każdy najprostszy człowiek może ją odebrać i się z nią utożsamić – mówił w wywiadzie udzielonym Newsweekowi.

Smiley face

Disco polo swoje korzenie ma na wschodzie Polski. Jego kolebką był Białystok i inne miasta z Podlasia. Badacze podkreślają, że powstało, jako odpowiedź na wielkomiejski blichtr. Bunt polski „drugiej kategorii” przeciw wielkiej „warszawce”. Jak grzyby po deszczu pojawiały się kolejne zespoły disco polo. Pierwszy był Bayer Full (powstał w 1984 roku), który dał swoim fanom sporo przebojów. „Majteczki w kropeczki” śpiewał każdy od gór po morze. Z założenia jest to muzyka prosta, nieskomplikowana, w której nie ma wyszukanych dźwięków, melodii czy treści zmuszających do myślenia. Śpiewa się o prostych rzeczach - zabawie, miłości i bara-bara. Proste rymy, które zachęcają do ruszenia na parkiet i częste powtórzenia szybko wpadają w ucho, długo nie chcą wyjść z głowy. Przyznajcie się sami przed sobą, na pewno znacie refren stworzony przez zespół Milano: „Bara, bara bara, riki tiki tak, jeśli masz ochotę daj mi jakiś znak”. - Bo to muzyka, która ma nieść rozrywkę – podkreśla dr Libor. – A wielu ludzi, często przeciwników disco polo, zapomina, że muzykę należy rozdzielać, na tę do słuchania i do zabawy, rzadziej na obie na raz. Nie wyobrażam sobie, by iść na dyskotekę i tańczyć tam przy jazzie, Chopinie czy Beethovenie. To się nie uda – podkreśla dr Libor.

Smiley face

Na początku grana na wiejskich zabawach, w remizach czy na potańcówkach, dla mieszczucha z Warszawy była obciachem. Mieszczuch, lepiej wykształcony, z większymi perspektywami na przyszłość słuchał rocka, jazzu czy klasyki. - Pierre Bourdieu stwierdził, że to, jakiej muzyki słuchamy zależy od naszego miejsca w strukturze społecznej. Tylko nie możemy zapomnieć, że robi się ona coraz bardziej płynna. Nie ma już wyraźnego podziału na warstwy. Ważniejsza staje się jednostka i jej preferencje – zaznacza dr Libor. Pamiętajmy też, że wraz ze wzrostem migracji ze wsi do miast, przeszły też pewne zwyczaje, np. muzyczne. Doszło do wymieszania dwóch kultur. Efektem tego jest pojawienie się disco polo na „salonach”, w modnych klubach czy na studenckich imprezach w największych miastach Polski. Wykształciuchy zaczęły bawić się przy dźwiękach disco polo. Choć oficjalnie nadal nie chcą się do tego przyznawać. - Przypomina mi się, że w 2005 roku dla wielu "obciachem" było głosowanie na Prawo i Sprawiedliwość. Tymczasem prezydentem został Lech Kaczyński. Tak samo jest z disco polo. Wciąż istnieje bardzo silny stereotyp, że słuchanie jej jest pewnego rodzaju wstydem – przypomina dr Libor. Mimo to wygrywa chęć dobrej zabawy. Żyjemy w świecie pełnym różnego rodzaju napięć związanych przede wszystkim z pracą, czasem potrzebujemy czegoś, co nie wymaga od nas jakiegokolwiek intelektualnego wysiłku. Tego dostarcza właśnie disco polo.

Smiley face

Od kilku lat o tym gatunku znów zrobiło się głośno w mediach. Zaczęto pisać o modzie na „bara, bara, bara, riki, tiki, tak”. Zastanawiać się czy ten gatunek powraca. – Skąd niby ma wrócić, skoro nigdy nie odszedł – odpowiada dr Libor. – Disco polo zawsze miało większe lub mniejsze grono słuchaczy, tylko zainteresowanie mediów było różne - wyjaśnia. Jego zdaniem dopiero rozkwit internetu udowodnił naszą pasję do prostych utworów. – Internet stał się środkiem komunikacji, w którym bez obawy o krytykę można wszystko oglądać i słuchać. Nikt nie mówił, że coś jest dobre lub złe, moralne lub niemoralne – wyjaśnia socjolog. Klip do piosenki „Ona tańczy dla mnie” zespołu Weekend na Youtube wyświetlono ponad 86 mln razy, zaś przebój zespołu Feel „Jak anioła głos” zaledwie 2,5 mln, „Boso” zespołu Zakopower oglądano ponad 4 mln razy. – Skoro są chętni do oglądania tego, to łatwo się domyślić, że wiele osób zauważyło, że na tym gatunku można zarobić – zaznacza socjolog. Kolejne stacje telewizyjne zaczynają promować muzykę disco polo. Działa Polo TV, Polsat 2, TVS Polonia 1 czy Disco Polo Music. Od 2011 roku fani disco polo zjeżdżają się na Disco Hit Festiwal – Kobylnica. - Disco polo stało się produktem konsumpcyjnym, nie można traktować go jako zwykłego gatunku, który się słucha. Na nim wiele osób zarabia, od artystów, przez wytwórnie po media – podsumowuje socjolog z UŚ.

Katarzyna Domagała - Szymonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.