Sztuką odtwarza pola bitew [ZDJĘCIA, WDIEO]

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Biernat
Arkadiusz Biernat

Sztuką odtwarza pola bitew [ZDJĘCIA, WDIEO]

Arkadiusz Biernat

Franciszek Nieć, artysta plastyk z Rydułtów odwiedza pola bitew i odtwarza je na linorytach. Od 2011 roku przejechał kilkadziesiąt tysięcy kilometrów. Był między innymi pod słynnym Verdun.

Pekin, Brześć, Wrocław, Warna, Madryt, Majorka... Co łączy wymienione miasta ze sobą? W nich można podziwiać prace Franciszka Niecia. Mieszkaniec Rydułtów od kilku lat tworzy wyjątkowe prace. W abstrakcyjny sposób odtwarza z lotu ptaka pola bitew, głównie I wojny światowej. Co ciekawe, robi to również w dość oryginalnej formie - w tzw. linorycie (technika graficzna należąca do technik druku wypukłego).

Odtwarza pola bitew

Z artystą plastykiem spotkaliśmy się w Państwowym Ognisku Plastycznym w Rydułtowach. - Tworzenie linorytów jest proste, a zarazem dość skomplikowane - przyznaje z uśmiechem Franciszek Nieć.

- Na początku trzeba mieć oczywiście dobry pomysł. Później muszę znaleźć odpowiedni gumolit, a to nie jest takie proste. Na szczęście mam taką zaprzyjaźnioną firmę, która dzieli się ze mną potrzebym materiałem. W nim muszę wybrać miejsca dłutem, które mają nie drukować. Następnie na matrycę należy nałożyć farbę, papier i trzeba zrobić odbitkę. Można to zrobić ręcznie, albo przez prasę - tłumaczy w dużym skrócie tworzenie linorytów Franciszek Nieć.

To właśnie za pomocą druku wypukłego artysta stara się odtwarzać pola bitew. Trzeba od razu zaznaczyć, że nie jest to wierne odtworzenie miejsc, a dość abstrakcyjna i luźna forma. Zdając sobie sprawę, że jego prace przedstawiają pola walk można zauważyć kształt fortyfikacji czy ułożenia terenu. Choć zdarzają się inne interpretacje jego dzieł.

- Niektórzy widzą w tym muzykę, a inni zupełnie coś innego. To jest sztuka i interpretacja jest dowolna. Co ciekawe, nigdy się nie zastanawiałem nad tym ile w linorycie stworzyłem pól walk. Zajmuje się tym od 2011 roku. Może rozrzut jest duży, ale stworzyłem ich od 30 do 50. Te prace mógłbym z pewnością konkretnie zatytułować - przyznaje mieszkaniec Rydułtów. Co ważne, cykl prac nazwany „Międzypola” pozwolił mu uzyskać tytuł doktora habilitowanego.

Odkrywa tragiczne losy

Do swojej pasji podchodzi bardzo poważnie. Zanim weźmie do ręki dłuto, zagłębia się w literaturze o konkretnym polu walki i odwiedza je, aby na własne oczy zobaczyć.

- Wszędzie jeżdżę swoim samochodem. Byłem nim m.in. w Turcji. Miejscowi mocno się dziwili, że turysta przyjeżdża tam samochodem. Większość przecież korzysta z samolotów i jak już odwiedza kurorty nad wodą. Zazwyczaj w trasę wyruszam w czasie wakacji. Wtedy zdarza mi się przejechać około 10 tysięcy kilometrów. Nie używam GPS, tylko mapy. Czasami pytam też miejscowych o drogę. Niektórzy później pomagają mi jako przewodnicy. To fajne, bo można poznać inną kulturę - opowiada Franciszek Nieć.

Jak tłumaczy, nie tylko Polska ma swój Grunwald. Praktycznie każdy naród ma swoją wielką i przełomową bitwę. On odwiedza miejsca krwawych walk, aby też zgłębić swoją wiedzę na ten temat. Odwiedził już setki miejsc (m.in. Francję, Turcję, Austrię, Rumunię czy Bułgarię), gdzie żołnierze walczyli. Obserwuje okopy, pozostałe fortyfikacje, które przedstawiają grozę i to wszystko co przed laty żołnierze przeżywali. Często konfrontuje literaturę z rzeczywistością i dostrzega pewne nieścisłości chociażby pomiędzy opisem miejsc, a ich rzeczywistym wyglądem.

- W literaturze opisującą bitwę nad Sommą wszędzie można znaleźć opis, że Anglicy zdobywali grań. Żartobliwie mogę powiedzieć, że jeżeli to jest grań, to Rydułtowy są miastem alpejskim. Ktoś przesadził, bo ten szczyt bardzo łagodnie się wznosi. Ten błąd jest wielokrotnie powielany. To oznacza, że autorzy nawet tego miejsca nie odwiedzili - przyznaje wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu.

W literaturze odkrywa też wiele tragicznych historii. - Bitwy w I wojnie światowej były bardzo krwawe. Ginęły setki tysięcy ludzi. Los żołnierza był tragiczny. Często bywam na Gallipoli w Turcji i w opisach też jest bardzo dużo błędów. Ciekawostką jest fakt, że płynący na bitwę Anglicy nie mieli w ogóle map. Dotarłem do rysunków, które oni rysowali na statku! Nie wiedzieli czego w ogóle tam się spodziewać - zaznacza dyrektor Państwowego Ogniska Plastycznego w Rydułtowach.

Franciszek Nieć raczej stara się unikać miejsc specjalnych dla turystów z przygotowaną infrastrukturą. Woli przejść kilkaset metrów dalej w głąb lasu, aby zobaczyć pozostałości nienaruszone jeszcze przez człowieka.

Satysfakcją dla niego jest znalezienie okopu do którego nie prowadzą żadne znaki dla turystów. Często w takich miejscach można jeszcze znaleźć łuski, a nawet niewybuchy. Niczego nie zbiera. Uważa, że wszystkie rzeczy pamiętające krwawe walki powinny zostać na miejscu, które dla wielu jest świętością. Czasem też wędrówka po mniej popularnych szlakach wiąże się z niebezpieczeństwem.

- Zwiedzając Linię Maginota wszedłem na pole tzw. patyczaków, czyli prętów metalowych zakotwionych w betonie i zamaskowanych pod ściółką. Przebiłem sobie stopę. Teraz się śmieję, że córka wyciągała mnie z pola walki jak żołnierza - dodaje.

Chce stworzyć panoramę

Franciszek Nieć zwiedził wiele pól bitewnych w Europie i cały czas odtwarza je w pracowni (dziennie pracuje po kilka godzin). Marzy mu się, aby w przyszłości stworzyć dzieło na wzór Panoramy Racławickiej.

- Jeżeli będzie zainteresowanie ze strony którejś z galerii, to jestem w stanie stworzyć taką pracę, która będzie otaczać widza w pomieszczeniu. Przedstawiałaby ona europejskie pola walk. Jedno jest pewne byłoby to coś zupełnie oryginalnego. Bo tworzeniem pól bitewnych w linorycie zajmuje się tylko ja na świecie - kończy Franciszek Nieć.


Arkadiusz Biernat

Dziennikarz, redaktor. Na co dzień pracuję w rybnickim oddziale Dziennika Zachodniego. Zajmuję się głównie problemami (ale nie tylko) Rybnika, Wodzisławia Śl., Żor i Jastrzębia-Zdroju. Piszę teksty, robię zdjęcia, wykonuję materiały wideo. Prowadzę różnego rodzaju debaty, czasem bywam też spikerem na zawodach sportowych. Na łamach DZ z chęcią punktuję błędne lub trudno wytłumaczalne decyzje samorządowców. Denerwuje mnie, że konflikt polityczny z Warszawy przenosi się do naszych lokalnych społeczności. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec dwójki dzieci. Chętnie oglądam piłkę nożną i żużel. Sam jeżdżę na rowerze. Można też się ze mną zmierzyć wirtualnie w CS:GO (początkujący silver ;).

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.