To kobieta ze Śląska szuka żony dla rolnika. Jaka jest Marta Manowska? [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Barbara Siemianowska

To kobieta ze Śląska szuka żony dla rolnika. Jaka jest Marta Manowska? [ZDJĘCIA]

Barbara Siemianowska

Zawsze była gdzieś obok. Teraz jest upragnione „przed” kamerą. Marta Manowska z Katowic prowadzi program „Rolnik szuka żony”. Karierę robi w Warszawie, ale to Śląsk ma w sercu. No i najważniejsze, to nasza dziewczyna, kiedyś pisała do "Dziennika Zachodniego".

Zawsze gdzieś obok. Teraz jest upragnione "przed"

Oglądałam odcinek po odcinku, to zaczęło wciągać jak dobry film, którego bohaterowie są przecież prawdziwi. Byłam po ludzku ciekawa, czy ktoś kogoś wybierze, czy któryś z rolników rzeczywiście znajdzie w tym programie swoją miłość. Tu gra się na emocjach. I nagle mam stop. Nie mogę zobaczyć 6 albo 7 odcinka, bo wyskakuje jakiś błąd na płycie, a ja chcę wiedzieć, co będzie dalej. No to biegnę do FremantleMedia i mówię, że chcę następne odcinki na innej płycie. Wtedy już wiedziałam, że odnajdę się w tym programie, że to ważna i prawdziwa rzecz, w której chcę wziąć udział - wspomina Marta Manowska pierwsze przymiarki do roli prowadzącej w programie „Rolnik szuka żony”.
Płyty z czeską edycją programu dostała zaraz po wygranym castingu, żeby wiedzieć, co to za właściwie za program.

Marta Manowska to nowa twarz telewizji. Widz automatycznie łączy ją teraz z tvp i programem „Rolnik szuka żony”, ale droga przed kamerę była zdecydowanie dłuższa.

Dziennikarka, aktorka, podróżniczka

- Zaczęło się od dziennikarstwa, politologii, którą studiowałam na Uniwersytecie Śląskim, było pierwsze zachłyśnięcie się gazetą, już na pierwszym roku miałam praktyki w „Dzienniku Zachodnim”, staż w agencji reklamowej BBDO w Warszawie. Gdzieś po drodze na studiach pojawiła się propozycja napisania książki i tak powstali „Bytomianie - ich życie i miasto” - wylicza Marta Manowska.

A lista jest zdecydowanie dłuższa, bo była też Hiszpania i studia z historii sztuki, praca jako instruktorka windsurfingu. - Ta Hiszpania obudziła troszkę zew podróżniczy i coś jeszcze ważniejszego, historia sztuki zaczęła odkopywać troszkę marzenia o aktorstwie, dlatego zdecydowałam się na powrót, ale tym razem do Krakowa - wspomina pani Marta.

Zaczął się nowy rozdział, pisany wielkimi literami: AKTORSTWO. - Ostatecznie do PWST się nie dostałam, choć było całkiem blisko. Ale to nie znaczy, że ktoś mi teatr wybił z głowy - śmieje się pani Marta. - Ćwiczyłam, grałam w teatrze i miałam inne propozycje, które przybliżały mnie do tej kamery, ale bardzo długo byłam tylko obok kamery. Werbowałam tych, którzy mieli przed nią wystąpić. Przez 1,5 roku prowadziłam np. castingi do programu kulinarnego „Ugotowani”, emitowanego na tvn. Na znalezienie uczestników do odcinków mieliśmy miesiąc, jeździłam po całej Polsce i wybierałam, sprawdzałam, czy potencjalni kandydaci potrafią gotować, czy będą umieli pokazać się w programie, czy będą w stanie stworzyć nie tylko coś na talerz, ale też zachęcić widza do programu - opowiada pani Marta.

Jeszcze wcześniej działała przy produkcji „Bitwy na głosy”, programu emitowanego przez tvp. - Zajmowałam się koordynacją gwiazd, co w praktyce oznaczało, że byłam łącznikiem między produkcją programu, artystami i studiem dźwiękowym. To właściwie tu ktoś mnie zapamiętał i przypomniał sobie przy okazji poszukiwań prowadzącej do programu „Rolnik szuka żony”, skojarzyłam się komuś z prowadzącą czeską wersję i dostałam zaproszenie na casting - mówi Marta Manowska.
Nie było to pierwsze takie zaproszenie dla pani Marty, ale choć o programie „Rolnik szuka żony” nie wiedziała za wiele, to pierwszy raz po castingu czuła, że tym razem się udało. - Poprzeczkę zawieszam sobie zawsze bardzo wysoko, ale to był trzeci casting, w którym brałam udział i pierwszy, po którym wyszłam zadowolona. To zresztą w ogóle był taki dobry czas u mnie, wróciłam z podróży do Tajlandii, którą zafundowałam sobie na 30-te urodziny, byłam pozytywnie nastawiona, otwarta, włączył mi się tam taki entuzjazm, którym zarażałam. Jak już wygrałam ten casting i kręciliśmy któryś z kolei odcinek, usłyszałam, że tę radość było po prostu widać, a kogoś takiego potrzebowali, bo w tym programie nie ma miejsca na udawanie - mówi pani Marta.

Zatem w czerwcu zrezygnowała z „Ugotowanych”, bo wygrała casting do „Rolnika…” i trzeba się było zdecydować. - Nie miałam żadnych wątpliwości, że to się uda, że ten program ma potencjał, który zobaczyłam ja i zobaczą też ludzie, wiedziałam, że warto - podkreśla pani Marta.

Rolnik nie tylko szuka, ale też obala stereotypy

- Urodziłam się w Siemianowicach Śląskich, mieszkałam w Katowicach przez 25 lat, teraz od 5 jestem już w Warszawie, i tak, oddycham miastem. Ale wieś to genialna mieszanka spokoju i energii, którą uwielbiam, nigdy nie zdarzyło mi się sformułowania „ale tu ładnie” użyć tyle razy, co przy okazji kręcenia tego programu - mówi pani Marta.
Na mieszkanie na wsi nie jest jeszcze gotowa, ale program „Rolnik szuka żony” nie jednego przekona, że wieś to wcale nie zaścianek. - Poznałam tu świetne rodziny i świetnych rolników. Mają swoje gospodarstwa, są ustawieni zawodowo, zrywają z tym stereotypem rolnika niewykształconego, który siedzi tylko całymi dniami w polu, bohaterowie naszego programu pokazują, że polska wieś też jest nowoczesna i korzysta z dotacji unijnych. Grzegorz np. ma w polu ciągnik z klimą! - śmieje się pani Marta.

W programie nie miała problemów z wejściem do obory. Na świnie nie reagowała jak dama z miasta. Wieś zna od dziecka. - Żniwa, kopanie ziemniaków, to wszystko mam za sobą, na wakacje wyjeżdżałam do rodziny w Wilkowyi pod Jarocinem. Rolnicy z programu byli zaskoczeni, że czuję się tu tak dobrze - wspomina pani Marta nagrywanie pierwszych odcinków.
27 i 28 października znów jedzie na zdjęcia, ale to sentymentalny wyjazd, zostanie nakręcony ostatni odcinek. - Prowadzę ten program, a sama nie wiem, co się wydarzy. Teraz rolnicy powiedzą mi, czy coś zaiskrzyło, czy będą z tego związki - mówi Marta Manowska.

Ten finałowy odcinek zobaczymy pod koniec listopada, ale z programem chyba się nie rozstaniemy. Producenci mają nadzieję, że będzie też druga edycja.

Marta Manowska: Mówią o mnie baba ze Śląska

W Warszawie brakuje jej rodziny i kominów. Rodziny tu nie sprowadzi, ale kominy dało się załatwić. - Takie mieszkanie znalazłam, że z okna patrzę na trzy kominy, to widok, który ułatwia mi Warszawę, przybliża do ukochanych Katowic - śmieje się pani Marta.
Jak wjeżdża do Katowic to cieszy się jak dziecko, tu jest jej miejsce. - Jak widzę tabliczkę „Katowice”, to nawet jak sama jestem w samochodzie, cieszę się na głos. To na Śląsku jestem u siebie i cokolwiek by nie mówić o naszym powietrzu, to właśnie tu oddycham - przyznaje dziennikarka.

Ze Śląska jest dumna. Zdarzy jej się zaciągnąć końcówkę do góry, na bieżąco monitoruje wyniki GKS-u Katowice, a wydarzenia śledzi w „Dzienniku Zachodnim”. Podkreśla, że jej rodzina to długie tradycje górnicze i kulturalne, z którymi sama nie zamiaru zrywać. - Jestem na Śląsku przynajmniej raz w miesiącu, ładuję tu baterie, zagrywam się w remika z dziadkami, zajadam się roladami, bo chociaż jestem teraz na bezmięsnej diecie, to przy babcinych roladach takie postanowienia idą w odstawkę. Wpadam tu najczęściej jak po ogień, ale w tym pośpiechu staram się łykać tego Śląska jak najwięcej - śmieje się pani Marta.

Prowadząca program „Rolnik szuka żony” do Katowic wróci na początku listopada na nieco dłuższą chwilę i już nie może doczekać się... NOSPR-u. - O nowej siedzibie już się tyle nasłuchałam, rodzice też dzwonili, że przepięknie to wygląda, że trzeba zobaczyć i NOSPR i Muzeum Śląskie, najlepiej i rano i wieczorem. Mam nadzieję, że uda się wybrać też na jakiś koncert do nowej siedziby NOSPR-u - mówi pani Marta. 


Od 5 lat kursuje między Warszawą a Katowicami, ale żadna zmiana w rodzinnym mieście jej nie umyka. - Za każdym razem, kiedy tu wracam, widzę coś nowego, coś innego, jestem dumna z Katowic i kierunku w jakim podążają. To z tym miastem zawsze będę się identyfikować. Warszawa kojarzy mi się po prostu z walką o swoje. Oswoiłam sobie to miasto i kocham je, ale to Śląsk jest najważniejszy. Katowice to bezpieczeństwo, to moje miejsce, tu jestem u siebie.

Barbara Siemianowska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Grzegorz

Tak idiotycznego programu jak "Rolnik szuka żony" dawno nie widziałem. Tak, tak jest jeszcze paranoiczny program prowadzony przez panią Drzyzgę, są kretyńskie seriale, teleturnieje dla bezmózgowców i programy informacyjne informujące więcej niż wybiórczo (bryluje TVN). Naprawdę pisanie i propagowanie takiego badziewia budzi moje zdziwienia. No, chyba, że to tekst reklamowy, opłacony przez telewizję. No, ale wówczas chyba wypadałoby o tym poinformować, a nie...

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.