To zobaczyć u nas trzeba

Czytaj dalej
Dorota Niećko

To zobaczyć u nas trzeba

Dorota Niećko

Katowice to stolica współczesnej architektury. Tutejsza moderna pokazuje też potęgę regionu przed wojną. Podobnie Zabrze. Postmoderna jest w Parku Śląskim, Pszczyna daje Śląskowi perłę neobaroku, a Tarnowskie Góry są śląskim kandydatem do wpisu na listę UNESCO.

Zatem jaki jest ten Śląsk? Jest tam coś wartego zobaczenia, czy to nadal tylko kopalnie i szare bloki? Otóż - jest. Będąc tu, koniecznie trzeba wdrapać się na wieżę, by obejrzeć z góry Katowice, zjechać pod ziemię w Zabrzu, by poczuć się jak górnik, przemierzyć Strefę Kultury aż do słynnego Spodka, obejrzeć największy miejski park w Polsce, czyli Park Śląski, usiąść na ławeczce obok księżnej Daisy w Pszczynie i na koniec zjeść śląski obiad na robotniczym osiedlu. Zapraszam. Oto Śląsk i jego architektura.

Mieszkanie za czytanie

Katowice. Strefa Kultury

Wizytę tu warto zacząć od stolicy regionu, Katowic. To miasto swojego przemysłowego dziedzictwa się nie wypiera, przeciwnie - podkreśla. Stare kopalnie przerobiono na muzeum (podobnie jak stary magiel) albo centrum handlowe. W starej fabryce porcelany lokują się firmy, zajmujące się na przykład współczesnym dizajnem. Jako pamiątkę zaś można stąd zabrać do domu... czarne mydło w kształcie bryłki węgla, wyciskarkę do cytrusów w kształcie UFO lub... nerkę z pyrlikiem.

Wizytówką miasta od nieco ponad roku jest Strefa Kultury. Wcześniej tuż przy rondzie i Spodku działała kopalnia Katowice. Teraz stoją tu budynki Muzeum Śląskiego (nawiązując do tradycji miejsca - schowane pod ziemią, za to można wjechać na 40-metrową dawną kopalnianą wieżę), Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (z fantastyczną salą koncertową) i Międzynarodowego Centrum Kongresowego (nie trzeba nawet wchodzić do środka, bo można spacerować po jego... dachu, skąd zresztą najpiękniej w Katowicach widać zachody słońca). Wszystko to są architektoniczne perełki z wieloma nagrodami na koncie.

Katowice. Nikiszowiec i Giszowiec

Nie ma możliwości, by być turystą w Katowicach i nie zajrzeć do Nikiszowca, a jak się już jest w Nikiszowcu - ominąć sąsiedni Giszowiec. Pieszo, rowerem albo samochodem, bo choć na początku XX wieku Giszowiec i Nikiszowiec były połączone kolejką wąskotorową („Balkan-Ekspres”), to dziś nie ma po niej śladu. Za to okazja do odwiedzenia Nikiszowca nadarza się właśnie wyśmienita, bo w niedzielę w ponadstuletnim robotniczym osiedlu zaplanowano Odpust u babci Anny, a każdy festyn przyciąga tu tłumy. Kto nie wie, zobaczy, co to keciok i nerka z pyrlikiem. Nikiszowiec to pomnik historii. Unikatowe ponadstuletnie osiedle ceglanych familoków z dziedzińcami w kwiatach i brukowanymi uliczkami naprawdę robi wrażenie. Giszowiec zaś to osiedle-ogród, z tonącymi w bajecznie kolorowych obecnie ogrodach przepięknymi domkami w stylu wiejskich chat. Do czego je przyrównać? Pewien włoski turysta określił niegdyś te domy „chatkami hobbitów”.

Chorzów. Park Śląski

Z Katowic tramwajem dojedziemy tu w 10 minut. Choć stwierdzenie, że to największy park miejski w Europie jest nieco na wyrost, to na pewno jest jednym z największych. Choć jest tu płasko, to działa... kolejka górska (Elka). To tu też moglibyśmy podziwiać jeden z największych stadionów w Polsce, czyli Stadion Śląski gdyby nie fakt, że jest on w ciągłym remoncie już od siedmiu lat. Nie jest zresztą jedynym nieczynnym obiektem w parku. Mimo to: bez dwóch zdań, Park Śląski to miejsce, które będąc na Śląsku odwiedzić trzeba koniecznie. Miłośnicy współczesnej architektury znajdą tu wiele świetnych, choć często zaniedbanych budynków: nieczynną, ale unikatową halę Kapelusz, postmodernistyczny budynek dyrekcji, pierwsze w Polsce kąpielisko z morskimi falami (oczywiście, nieczynne), najstarsze w Polsce planetarium (ono akurat jest czynne). Wymieniona na początku Elka też jest czynna jedynie częściowo, bo przed laty miała trzy odcinki, a po remoncie - tylko jeden.

Zabrze. Guido i żelazny domek

W oddalonym od Katowic o około 20 kilometrów Zabrzu znajdziemy natomiast największą atrakcję turystyki przemysłowej w regionie. To kopalnia Guido. Co roku odwiedza ją ponad 100 tys. osób. To właśnie tu można zjechać pod ziemię i na własnej skórze poczuć, jak wyglądała przed laty praca górników. Wszystko za sprawą otwartego w tym roku poziomu 355, ponoć najgłębiej położonej w Europie trasy turystycznej. To coś dla zwolenników mocnych wrażeń. Strome upady, wznosy, niskie chodniki, ciemno. Zadyszkę złapią nawet wysportowane osoby. Turyści dostają robocze ciuchy, kaski, lampy i aparaty ucieczkowe. A potem ruszają do niemal niedostępnej części kopalni. Zaintrygowani? Jeśli ktoś woli nieco łagodniejsze wrażenia, może wypić drinka w podziemnej kawiarni lub zostać na powierzchni, np. w Parku Techniki Wojskowej. Jeśli zaś ktoś będzie miał siłę jeszcze zwiedzać Zabrze, może obejrzeć unikatowy „żelazny domek” na Zandce. Zbudowano go jako prototyp przed wojną, i naprawdę ma ściany ze stali.

Tarnowskie Góry i UNESCO

Urocze, 70-tysięczne miasto, położone na północ od aglomeracji (około 30 km od Katowic) warto zwiedzać teraz, jeśli chcemy uniknąć tłoku. Za rok, dwa, będzie tu może i milion turystów rocznie (obecnie jest około 130 tys.). Wszystko dlatego, że już niedługo pierwsze śląskie miasto, właśnie Tarnowskie Góry będą prawdopodobnie na liście UNESCO. Dokładnie: na listę światowego dziedzictwa wpisane zostaną tarnogórskie podziemia, pozostałość po dawnym górnictwie rud ołowiu, srebra i cynku. Ciekawostka jest to, że wniosek o wpis 28 obiektów pogórniczych na listę UNESCO, to jeden z najbardziej skomplikowanych dokumentów w historii tej listy. Podziemia można zwiedzać, przez sztolnię płynie się tu łodziami. Jak jeszcze można opisać Tarnowskie Góry? Wystarczy przypomnieć, że kilka lat temu czytelnicy „Dziennika Zachodniego” uznali, że jest tu najładniejszy rynek na Śląsku. Do dziś można zjeść obiad u Sedlaczka, czyli w miejscu, gdzie biesiadował król Jan III Sobieski.

Pszczyna i zamek Daisy

Leży około 40 km na południe od Katowic. To kolebka polskiego łowiectwa i prawdziwy hit śląskiej turystyki. W ciągu roku pszczyński - obecnie neobarokowy, choć był wiele razy przebudowywany - zamek, jedną z najpiękniejszych rezydencji arystokracji, odwiedza 300 tys. osób. To jednocześnie jedne z najczęściej odwiedzanych zamków w Polsce. Zamek nie dość, że stoi w przepięknym parku, to jeszcze mieszkała w nim niezwykła arystokratka, filantropka i przede wszystkim - piękna kobieta, księżna Daisy. Ale wart zobaczenia jest tu też największy na Śląsku średniowieczny rynek z barokowym kościołem ewangelickim. Jeśli zaś ktoś chce zobaczyć, jak można wykorzystać przemysłowe budynki, w Pszczynie może wybrać się na śląski obiad do restauracji w... wieży wodnej.


Dorota Niećko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.