Arek Biernat

Tragedia w Stonawie: ratownicy schodzą po ciała górników

Tragedia w Stonawie: ratownicy schodzą po ciała górników
Arek Biernat

Tragedia w Stonawie: ratownicy schodzą po ciała górników. W czeskiej kopalni CSM w Stonawie, niedaleko Karwiny, ratownicy przystępują do akcji wydobycia ciał 9 zmarłych polskich górników, którzy zginęli tu w wybuchu metanu 20 grudnia 2018 roku.

Do końca tygodnia służby ratownicze mają dokonać tzw. zejścia kontrolnego w zagrożony rejon, gdzie na podstawie wcześniej wykonanych pomiarów stwierdzono (zrealizowano 8 odwiertów), że pożar został ugaszony.

Codziennie w akcji ma brać udział od 6 do 8 zastępów. Towarzyszyć ma im także lekarz. W sumie w gotowości jest 500 wyszkolonych i odpowiednio wyposażonych ratowników.

Dopiero po dokonanym zejściu kontrolnym zostaną podjęte decyzje, co do dalszych działań.

Jeśli warunki pozwolą, to służby rozbiorą tamę i przewietrzą chodnik. Następnie ratownicy w specjalnych aparatach, umożliwiających im czterogodzinną pracę w trudnych warunkach, będą zmierzać w rejon, gdzie znajdują się Polacy.

Teren objęty wybuchem metanu ma długość około 4,8 tys. m.

- Za pierwszą tamą w rejonie przodka znajdują się ciała pięciu osób - mówi Karel Blahut, kierownik kopalni CSM w Stonawie. - Tych zmarłych chcemy wydobyć w pierwszej kolejności. Jeśli warunki pozwolą, może to się udać jeszcze pod koniec kwietnia lub na początku maja. Ich ciała znajdują się około 250 m za tamą. Ciała pozostałych czterech górników są w ścianie przy kombajnie. Do nich dzieli nas około 500 metrów. Wydobycie ich może potrwać do połowy maja. Podkreślam, że wszystko zależy od warunków panujących na dole - dodaje Karel Blahut.

Zgodę na wydobycie ciał muszą wydać policja oraz miejscowa prokuratura, która prowadzi śledztwo. Spółka OKD, właściciel kopalni, zapewnia, że współpracuje z śledczymi.

- Bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze - słyszymy w spółce. - Na każdej zmianie dochodzi do kilku kontroli. To nie tylko wewnętrzne postępowania, ale także zewnętrzne, wykonywane przez Urząd Górniczy. Tak było przed wypadkiem, a po tragedii kładziemy jeszcze większy nacisk na bezpieczeństwo - dodają władze spółki.

Do wybuchu metanu w czeskiej kopalni CSM w Stonawie, niedaleko Karwiny, doszło 20 grudnia 2018 roku. W wypadku zginęło 13 osób, w tym 12 Polaków, a 10 osób zostało rannych.

Do tej pory na powierzchnię wydobyto tylko cztery ciała. Dziewięć pozostaje w odciętym specjalnymi tamami wyrobisku. Wszystko przez m.in. wysokie stężenie metanu. W szpitalu w Ostrawie wciąż leży najciężej ranny górnik. Jego stan się poprawia, m.in. można się z nim komunikować.

Arek Biernat

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.