Tragiczny wypadek na przejściu w Mikołowie. Dlaczego pod kołami zginęły dwie nastolatki?

Czytaj dalej
Bartosz Wojsa

Tragiczny wypadek na przejściu w Mikołowie. Dlaczego pod kołami zginęły dwie nastolatki?

Bartosz Wojsa

Lena odprowadzała Wiktorię. Zginęły 200 metrów od domu Wiktorii, na przejściu przez ruchliwą drogę krajową nr 44. Mieszkańcy Mikołowa od dawna apelowali, żeby postawić w tym miejscu światła. Wypadek w Mikołowie wstrząsnął nie tylko mieszkańcami tego miasta.

Ta tragedia nie powinna się wydarzyć - mówią mieszkańcy Mikołowa o śmiertelnym potrąceniu na przejściu dla pieszych, do którego doszło w poniedziałek, 20 listopada, na drodze krajowej nr 44 w rejonie ulicy Podleskiej. To tam zginęły dwie nastolatki, 14-letnia Lena i 13-letnia Wiktoria, przyjaciółki. Takiego strasznego zdarzenia w tym mieście nie było od 2012 roku, kiedy to w wypadku w Bujakowie zginęła piątka młodych ludzi. Tym razem jednak do tragedii doszło na pasach. Dlaczego? Pięć ważnych pytań.

1. Czy dziewczynki wracały do domu?

13-letnia Wiktoria mieszkała w jednym z bloków na osiedlu Kochanowskiego w Mikołowie. W poniedziałek odwiedziła Lenę, która mieszkała niedaleko. Dziewczyny poznały się w szkole podstawowej, do której razem chodziły. Później starsza od Wiktorii Lena przeniosła się do gimnazjum, ale przyjaźń dziewczynek przetrwała. 20 listopada Wiktoria raz przechodziła już przez przejście dla pieszych na DK44 w Mikołowie, niedaleko skrzyżowania z Podleską, by dotrzeć do domu Leny, który jest w rejonie ulicy Staropodleskiej, po drugiej stronie ruchliwej ulicy. Do tragedii doszło w drodze powrotnej, kiedy Lena odprowadzała Wiktorię. Wiktoria zginęła zaledwie 200 metrów od swojego domu.

Wypadek w Mikołowie
Wypadek w Mikołowie

20 minut po szóstej dziewczynki, razem z 20-letnim mężczyzną, który również przechodził przez pasy, zostały potrącone przez kierującego audi, 31-letniego mieszkańca Tychów.

Cisza. Mieszkańcy osiedla Kochanowskiego mówią, że nie słyszeli huku ani uderzenia. Tę ciszę przerwały dopiero sygnały karetek pogotowia. - Usłyszałyśmy sygnał karetki, a że mamy okna wychodzące na tę drogę, to wyjrzałyśmy - mówią mieszkanki bloku na os. Kochanowskiego. - Obserwowałyśmy przebieg zdarzeń, pracę służb. Widziałyśmy czarne worki, którymi przykryto te dzieci. To straszne - relacjonują kobiety.

Nastolatki szły przez pasy, które łączyły os. Kochanowskiego ze Staropodleską. W pobliżu przejścia nie ma nawet chodnika, a od strony os. Kochanowskiego wchodzi się na jezdnię bezpośrednio spośród drzew i błotnistej łąki. 13-letnia Wiktoria zmarła na miejscu wypadku, a jej koleżanka Lena w karetce, podczas reanimacji. 20-latek, który też został potrącony, trafił do szpitala z urazem nogi i głowy - jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.

2. Czy kierowca audi jechał za szybko?

Oktawia Lewkowicz była na miejscu wypadku chwilę po tym, jak do niego doszło. Też chciała przejść przez pasy, by dotrzeć do domu przy ul. Staropodleskiej, ale droga była zablokowana. - Na pasie w stronę Katowic był namiot ze zwłokami dziewczynek, wokół były też porozrzucane drobne przedmioty: komórki, buty tego 20-latka - wylicza mikołowianka. - Okropny widok - dodaje.

Badanie kierowcy audi alkomatem wykazało, że Arkadiusz O. był trzeźwy. Nie ma jeszcze wyników badań toksykologicznych, które również zostały przeprowadzone. Mają być znane w przyszłym tygodniu.

Prokuratura Rejonowa w Mikołowie ustaliła, że kierowca prawdopodobnie nie dostosował prędkości jazdy do panujących warunków. Na tym odcinku DK44 jest ograniczenie prędkości do 70 km/h. Miał też nie obserwować należycie przedpola jazdy i nie zachować szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do pasów. W środę, 22 listopada, usłyszał zarzut: spowodowanie wypadku drogowego, w wyniku którego śmierć poniosły dwie osoby, a trzecia doznała obrażeń ciała.

- Mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Nie odpowiadał też na żadne z pytań. Grozi mu do 8 lat więzienia - mówi prokurator Maria Zaręba z Prokuratury Rejonowej w Mikołowie. Trudno ocenić, czy kierowca próbował gwałtownie hamować, choć na drodze nie widać śladów, które by o tym świadczyły. W poniedziałek pogoda była bardzo zła, prószył śnieg, było ciemno.

Prokuratura złożyła wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie 31-letniego tyszanina, ale sąd wniosek odrzucił. Jeszcze nie wiadomo, czy prokuratura zaskarży tę decyzję.

3. Czy zeznania rannego 20-latka rzucą nowe światło na sprawę?

Istotne w sprawie mogą okazać się zeznania 20-latka, który został potrącony, ale przeżył wypadek. Wciąż znajduje się w szpitalu, jego stan jest stabilny. - Nie wiadomo jednak, na ile będzie on cokolwiek pamiętał - zastrzegają policjanci. 20-latek doznał wskutek potrącenia poważnego urazu głowy. O tym, kiedy będzie można go przesłuchać, mają zdecydować lekarze.

4. Czy tragedii można było uniknąć?

Po tym, jak na łamach DZ i na naszym portalu informowaliśmy o wypadku, pojawiły się dziesiątki komentarzy. Ludzie pisali, że już wcześniej apelowali, by postawić przed przejściem sygnalizację świetlną. Dotarliśmy do dokumentów, z których wynika, że jeden z mieszkańców - Marek Głowania - w kwietniu tego roku złożył oficjalny wniosek w tej sprawie do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, oddział Katowice, która drogą zarządza.

„Piesi są tam narażeni na wielkie niebezpieczeństwo” - pisał. Bo choć kierowca na jednym pasie zatrzymywał się, by pieszych przepuścić, inni, jadący drugim pasem, wyprzedzali go. Nadmierna prędkość też nie jest rzadkością. Ale odpowiedź GDDKiA w sprawie świateł była krótka i odmowna. „Organizacja ruchu w rejonie przejścia dla pieszych jest zgodna z wytycznymi w tym zakresie” - odpowiedziała GDDKiA w lipcu. Zasugerowano też, że policjanci mogą za to częściej prowadzić tam kontrole ruchu drogowego.

5. Jak pozbierać się po tej tragedii?

Lena była uczennicą Gimnazjum nr 2 w Mikołowie, a Wiktoria chodziła do Szkoły Podstawowej nr 5. Dziewczynki dobrze się uczyły, były lubiane. - Nasi uczniowie są tym wszystkim bardzo przejęci - mówi Małgorzata Dudkiewicz, dyrektor G2. - Spotkanie psychologa z uczniami już się odbyło. Nasza kadra jest ciągle dla uczniów dostępna, a oni przychodzą do psychologa szkolnego, zadają pytania, rozmawiają.

Podobnie jest w SP5, do której chodziła Wiktoria. - Była wspaniałą dziewczynką, uczennicą. To tragiczny dzień w historii naszej szkoły - mówi Jolanta Czekaj, dyrektor szkoły.

W dalszej części artykułu: Poznaj fakty. Żadnych banałów, same konkrety. Oto najważniejsze, co musisz wiedzieć - kierowco i pieszy - by zwiększyć swoje bezpieczeństwo na drodze

Pozostało jeszcze 45% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Bartosz Wojsa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.