Tylko u nas rzeźbili w węglu... [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Państwowe Ognisko Plastyczne w Rydułtowach
Arek Biernat

Tylko u nas rzeźbili w węglu... [WIDEO]

Arek Biernat

Ludwik Konarzewski dokładnie 70 lat temu założył w Rydułtowach kurs rzeźby w węglu. To prawdopodobnie była jedyna taka szkoła na świecie. Powstawały w niej wręcz wybitne prace. Zobaczcie archiwalne zdjęcia.

Dokładnie 1 grudnia 1945 roku, Ludwik Konarzewski (senior) założył w Rydułtowach kurs rzeźby w węglu. Przez lata była to prawdopodobnie jedyna taka szkoła na świecie. W zajęciach brały udział dzieci, młodzież i dorośli. Powstało tam mnóstwo znakomitych prac. Nic dziwnego, bo nauczycielem był wybitny malarz, rzeźbiarz i pedagog.

Rzeźby z ,,czarnego złota”

Ludwik Konarzewski po przyjeździe do Rydułtów wniósł kulturę, sztukę i powiew świeżości do górniczego miasteczka. Do pracowni znajdującej się w dawnej stolarni przy ul. Ofiar Terroru przychodziły nie tylko dzieci i młodzież, ale również dorośli. Rzeźbiono nie tylko w węglu, ale także w glinie i drewnie (uczono też rysunku). Ze względu na tradycje górnicze, istniejącą kopalnię, to właśnie prace wykonane z „czarnego złota” rozsławiały Rydułtowy na cały kraj i nawet świat.

- Naprawdę masa ludzi przychodziła do niego na zajęcia. Była to ucieczka przed trudną i szarą powojenną rzeczywistością - tłumaczy Franciszek Nieć, artysta plastyk z Rydułtów.

Rzeźby i płaskorzeźby z węgla były głównie związane z tematyką górniczą. Można nie zgadzać się, ze sztuką głębokiego socrealizmu, ale trzeba przyznać, że prace z Rydułtów na wystawach poza Śląskiem robiły furorę. Pewnie to sprawiło, że w 1949 roku kurs przejęło Ministerstwo Kultury i Sztuki, nadając mu status Państwowego Ogniska Kultury Plastycznej, które istnieje do dnia dzisiejszego.

Swoją wiedzą oprócz Ludwika Konarzewskiego dzielili się tutaj, absolwenci Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w tym jego syn... Ludwik Konarzewski. Placówka rozwijała się w kolejnych latach. Do oferty dołączono naukę malarstwa, czy historii sztuki. Cały czas motywem przewodnim prac była tematyka górnicza. Zwłaszcza człowiek w pracy i w domu.

- Konarzewski dawał do zrozumienia młodym ludziom, że pochodząc z górniczego miasteczka nie trzeba wiązać swojej przyszłości z kopalnią. Wskazywał, że można zostać artystą - dodaje Nieć.

Od Ogniska wielu młodych ludzi rozpoczęło swoją karierę ze sztuką.

Z powodzeniem zdawali na Akademię Sztuk Pięknych (na podstawie wykonanych rzeźb). Dzięki nabytym umiejętnościom nieźle później zarabiali. Czasy były takie, że ze strony władz PRL zapotrzebowanie na rzeźby o tematyce robotniczo - patriotycznej było wielkie. Co możemy nawet obecnie zaobserwować na naszych ulicach.

Węgiel? Tylko z Rydułtów

Po śmierci seniora, placówkę objął jego syn. W latach 60. została przeniesiona do skrzydła internatu Szkoły Górniczej przy ul. Mickiewicza. Dobrze pamięta te czasy Franciszek Nieć.

- Ludzie przychodzili do Ogniska po pracy. Często byli to sami górnicy, którzy realizowali tutaj swoje pasje. Była nie tylko rzeźba w węglu, ale też rysunki natury. To była forma spędzania wolnego czasu - tłumaczy nasz rozmówca.

Widok pozującego górnika w spodniach i z kilofem w ręku był czymś naturalnym w pracowni. Poza tym popularne były rzeźby św. Barbary i inne motywy górnicze. Placówkę wspierała oczywiście miejscowa kopalnia, która też miała z tego wymierne korzyści. Często wykonane prace na zajęciach, rozdawano na okolicznościowych imprezach górniczych.

Węgiel, w którym rzeźbiono, naturalnie pochodził z rydułtowskiej kopalni. - Pamiętam, że to musiał być węgiel z pokładu 400. On był najlepszy do rzeźbienia. Co jakiś czas przyjeżdżał załadowany multicar, z którego węgiel rozładowywali uczestnicy warsztatów - słyszymy w Rydułtowach.

Uczestnicy zajęć wspominają, że w tym węglu nie można było stukać, tylko dłubać. Przez co w pracowni mocno się kurzyło i często wyglądała jak górniczy przodek. Wszędzie było czarno, a rzeźbiarze przypominali wyglądem górników wyjeżdżających z dołu. Niemniej, była to bardzo dobra szkoła tzw. rzeźby realistycznej.

- Pracowali tutaj głównie amatorzy. Były duże i małe figury. Wspominano, że jedna z nich ważyła kilka ton i była darem dla radzieckich górników. Przedstawiała Bieruta albo Stalina. Dźwigiem ją przenoszono - tłumaczy Franciszek Nieć. Konarzewscy byli wybitnymi fachowcami, którzy wychowali wielu znakomitych artystów. Dzięki nim w Rydułtowach na stałe zagościła wielka sztuka. Stworzone przez nich Ognisko przez kolejne lata rozwijało się i działa do dnia dzisiejszego (siedzibę ma obok biblioteki).

Niestety, rzeźby w węglu już nie ma. Nie zachowały się też żadne prace (pod biblioteką została jedyna rzeźba, przedstawiająca pracującego górnika, ale nie jest ona z węgla) Przez lata spadło zainteresowanie tego typu sztuką. Dziś Ognisko opiekuje się około 200 artystami (głównie dzieci i młodzież). Dla jednych jest to zabawa, a dla innych kurs przed startem na Akademię Sztuk Pięknych. Są zajęcia z rzeźby, malarstwa, czy linorytu.- Praktycznie wszyscy uczestnicy zajęć w Ognisku zdają na takie studia artystyczne, jakie chcą - zapewnia Franciszek Nieć.

Być może kiedyś znów wróci moda na rzeźby w węglu. Chętnych nie brakowałoby w Rydułtowach.


Arek Biernat

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.