UNESCO. Na tej liście są piramidy, Tadż Mahal i srebrne Tarnowskie Góry

Czytaj dalej
Fot. Fot. Marzena Bugała-Azarko/SMZT
Dorota Niećko

UNESCO. Na tej liście są piramidy, Tadż Mahal i srebrne Tarnowskie Góry

Dorota Niećko

Kopalnię srebra i Sztolnię Czarnego Pstrąga w Tarnowskich Górach co roku odwiedza ponad 120 tys. turystów z całego świata. Od 9 lipca 2017 obiekty te są na prestiżowej liście UNESCO. To pierwszy wpis z województwa śląskiego i 15. z Polski

Jakie miasto w woj. śląskim należy do światowej ekstraklasy? Tarnowskie Góry. Te, które zna cała Polska, o regionie nie wspominając. Byli tam wszyscy. Stop. To nieprawda. Kłopot jest z tymi Tarnowskimi Górami, na które niektórzy mówią nawet Góry Tarnowskie. Jednocześnie znane i nieznane. - Są nawet tarno-górzanie, którzy nie odwiedzili do tej pory naszej kopalni - wzdycha Marek Kandzia, prezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, które opiekuje się kopalnią srebra i Sztolnią Czarnego Pstrąga. Oba te obiekty, choć nie tylko, od 9 lipca są na prestiżowej liście UNESCO. To właśnie jest światowa ekstraklasa. I to właśnie to liczące 140 członków stowarzyszenie na listę je wprowadziło.

Obecnie na liście światowego dziedzictwa UNESCO są 1073 miejsca na całym świecie (ok. 70 to zabytki techniki). 15 w Polsce. Jako nowe miejsce, nieco w cieniu awantury o Puszczę Białowieską, na 41. sesji komitetu UNESCO w Krakowie wpisano tarnogórskie podziemia. Co też nie jest do końca prawdą, bo z 28 obiektów na liście tylko część jest pod ziemią (cała lista - obok). To kolejny kłopot z „ogarnięciem”, co tak naprawdę mamy. Tarnogórski wniosek był jednym z najbardziej skomplikowanych w historii, liczył 500 stron, a z załącznikami - tysiąc. Dla porównania - inna polska kopalnia wpisana na listę, Wieliczka, składała wniosek, który miał 30 stron. Ale to było w 1978 roku. Wtedy jeszcze na listę trafiały na ogół pojedyncze obiekty. Dziś to rzadkość. Do Wieliczki w 2013 dołączono kopalnię w Bochni. Tarnogórskie podziemia to jedyny przykład dziedzictwa przemysłowego, wpisany w tym roku na listę UNESCO, i jedna z nielicznych kopalni ołowiu. - Zawsze mówi się o tym srebrze, a to była niejako dodatkowa działalność kopalni - precyzuje Grzegorz Rudnicki, rzecznik SMZT. I dodaje: - Fortuny dorabiało się na cynku.

200 tys. turystów rocznie? Może

Cynk czy ołów, nie ma znaczenia, turyści i tak zjadą do kopalni srebra. Teraz ważne jest to, co po wpisie na listę. W skrócie: zacznie się prawdziwa robota. UNESCO to bowiem prestiż, ale za wpisem nie idą żadne dodatkowe pieniądze. Co więcej, teraz trzeba o to, co się ma, dbać i udostępniać turystom. By nie było tak, jak np. w przypadku centrum Wiednia, które z racji planów wpisano na listę „dziedzictwo zagrożone”, albo doliny Łaby w Niemczech, która zaledwie w pięć lat po wpisie na listę UNESCO spadła z niej, bo przez rzekę przerzucono... most z autostradą. - Edukacja, ochrona, badania archeologiczne, praca dopiero się zaczyna - potwierdza Zbigniew Pawlak, wiceprezes SMZT, współautor wniosku do UNESCO. - Musimy pracować nad lepszą ochroną naszego dziedzictwa. Atrybutów jest 28, o wszystkie trzeba zadbać. To też problemy związane z właścicielstwem, a mamy przecież szereg interesariuszy.

To prawda, tymi 28 obiektami zarządza 12 podmiotów. To m.in. Tarnowskie Góry, Bytom i Zbrosławice, ale też wodociągi. Ale jest o co grać. Doświadczenie pokazuje, że po wpisie na listę UNESCO, w następnym roku wpisany obiekt odwiedza od 30 do nawet 100 proc. więcej turystów. Rekordzista, francuskie miasto Carcassonne, zanotował skok o 500 proc. W 2016 r. kopalnię srebra odwiedziło 78 tys. osób, a sztolnię 45 tys. Na bilety wydali więc szacunkowo 3-4 mln złotych. Najwięcej osób odwiedza kopalnię w maju i czerwcu, najmniej w styczniu i lutym. 65 proc. zwiedzających to dzieci i młodzież. - My, kopalnia Guido i browary w Tychach oraz Żywcu to tzw. gwiazdy techniki na Szlaku Zabytków Techniki - przypomina Teresa Szydłowska, anglojęzyczna przewodniczka pod podziemiach. - Dla tych, którzy interesują się turystyką industrialną i podziemiami, jesteśmy znani - potwierdza Kandzia. Podziemia są też na Europejskim Szlaku Zabytków Techniki (ERIH).

Nasz szlak zabytków techniki w 2017 r. odwiedziło 764 tys. osób. A woj. śląskie - 5,3 mln. Według szacunków, zostawili u nas ok. 6 mld złotych. Guido (o którym w stowarzyszeniu mówią pod nosem „Disneyland”) odwiedziło ponad 154 tys. osób, niewiele więcej niż miasto gwarków. Rekordzista w Polsce to zaś Wawel, na liście UNESCO razem z krakowską starówką. W 2015 miał 1,25 mln turystów. Kopalnia Soli w Wieliczce: grubo ponad milion. Bochnia: 150 tys.

Wzór z Japonii, a może z Kornwalii

Inna sprawa, gdzie te 150-200 tys. ludzi miałoby się w okolicy zatrzymać. Stowarzyszenie dysponuje pensjonatem z 49 miejscami, w mieście jest poza tym zaledwie kilka niewielkich hotelików. Co innego z gastronomią, bo zjeść dobrze w Tarnowskich Górach jest nietrudno. Na wszelki wypadek: przy wejściu do kopalni srebra wisi plakat, reklamujący lokal Marii Ożgi, finalistki „MasterChefa”.

Wracając do zarządzania. Tarnogórski wpis jest też unikatowy z innego względu: to kompletnie oddolna inicjatywa. Jako anegdotę członkowie SMZT wspominają dzień, 10 lat temu, kiedy pojechali po raz pierwszy do Warszawy w tej sprawie: Chcemy do UNESCO - powiedzieli. Nie wiedzieli wtedy w ogóle, jak się za to zabrać. - Do niedawna nie wiedzieliśmy, że prócz kopalni mamy inne, cenne dla ludzkości artefakty. Ot, coś tam jest w terenie - przyznaje dziś prezes Kandzia. Ale byli zdeterminowani. Kilka lat później jeden z urzędników marszałka, do którego poszli po wsparcie, popukał się w głowę i rzekł mniej więcej: Z czym do ludzi. Nikt w nich nie wierzył. Miasto obudziło się, gdy prace nad wnioskiem były już zaawansowane, Pawlak został pełnomocnikiem ds. UNESCO przy burmistrzu. Urzędnicy marszałka przypominają dziś, że wsparli stowarzyszenie przy przebudowie naziemnej części kopalni, gdzie powstała m.in. multimedialna wystawa. A stowarzyszenie ripostuje, że remont kosztował 2 mln, a dostali 400 tys. zł.

Jesienią 2016 podpisano jednak ważne porozumienie w sprawie współpracy na rzecz dobra kopalni wszystkich dwunastu podmiotów, które zarządzają dobrami z wniosku. Ta umowa była podstawą do stworzenia Komitetu Sterującego. - Teraz trzeba je wdrożyć w życie, a komitet musi mieć regulamin - mówi Adam Hajduga, odpowiedzialny za promocję dziedzictwa industrialnego w urzędzie marszałkowskim (to jeden z sygnatariuszy). - To wynika z planu zarządzania - dodaje. W działania włączy się pewnie także Narodowy Instytut Dziedzictwa, który obligatoryjnie odpowiada za zasób narodowy. Na razie wiadomo, że marszałek i prezes stowarzyszenia jeszcze się po wpisie nie spotkali. Ale Hajduga uspokaja, że nie ma obaw.

- W przypadku podobnych obiektów na liście, jak Nord-Pas-de-Calais (zagłębie górnicze) czy czterech kopalni z Walonii, rozwiązania wypracowywano dopiero po wpisie. W Walonii do dziś szukają formuły dla swoich kopalń, choć od wpisu minęły cztery lata. Dziś to cztery kopalnie i kilku właścicieli, wszystkie udostępnione dla turystów, ze wspólną stroną www - przytacza.

Wniosek francuski też był niezwykle skomplikowany. Obejmuje 150 gmin, właścicieli było jeszcze więcej. Na liście jest aż 109 miejsc. Ale w tym przypadku chodzi o krajobraz kulturowy.

Na liście UNESCO jest co najmniej kilkanaście związanych z górnictwiem miejsc w samej Europie. O wielu pewnie Państwo słyszeli, np. o kompleksie Zollverein w Essen. Podobne do naszej kopalnie na liście UNESCO to niemiecka Rammelsberg (kopalnia srebra i ołowiu) albo kopalnia srebra w Iwami Ginzan w Japonii (Honsiu, ma jedną podziemną trasę dla turystów). I nie wszystkie są obiektami stricte turystycznymi. Są w nich np. centrum filmowe, muzyczne, kościoły. Lub są to kolonie robotnicze. I każdy z tych obiektów musi wypracować własny pomysł na „siebie w UNESCO”.

Dobrym wzorem dla „naszej kopalni” może być Kornwalia i Zachodni Devon w Wielkiej Brytanii (krajobraz górniczy), na listę wpisany 10 lat temu. - To też nie jest jeden obiekt - mówi Hajduga. Kornwalia zadeklarowała już, że chętnie podzieli się z nami kontaktami i wiedzą. Z Japończykami też pewnie spotkamy się prędzej czy później.

Ale wpis na listę światowego dziedzictwa to też dla miasta bariera w rozwoju. Na tym poległy właśnie wspomniane wcześniej Wiedeń i Dolina Łaby pod Dreznem. W Tarnowskich Górach też tak może być. Bo dlaczego na pogórniczych terenach nie wybudować na przykład osiedla? Tu właśnie jest rola komitetu sterującego, by powiedział: uwaga, nie róbcie tego.

Na koniec: o przewodnikach. Nie ma wątpliwości, która atrakcja dziś powinna być numerem 1 w promowaniu regionu. - W bufecie „szlak zabytków techniki” przybyło nam kilka dań z górnej półki, które mają co trzy gwiazdki Michelina - uśmiecha się Hajduga. Więcej takich dań długo nie będzie. Bo żeby inny obiekt został wpisany na listę UNESCO, musi być najpierw pomnikiem historii. My takie pomniki mamy dwa: to Nikiszowiec i gliwicka Radiostacja. Mała szansa, by na listę wpisano pojedynczy obiekt, ale Nikiszowiec? Kto wie, może za pięć, dziesięć lat dołączy do Tarnowskich Gór.

UNESCO: 28 obiektów z Tarnowskich Gór, Bytomia i gminy Zbrosławice

Górnictwo na pograniczu Górnego Śląska i zachodniej Małopolski liczy sobie już tysiące lat.

To w ołowianych między innymi ozdobach, uważanych chyba wtedy za wyjątkowo wykwintne, gustowali mieszkańcy naszych ziem jeszcze na przełomie epok brązu i żelaza. Już wtedy, rzecz jasna przy pomocy mało zaawansowanej, dostępnej jej techniki, ludność kultury łużyckiej pozyskiwała rudę ołowiu z tutejszych złóż. We wczesnym średniowieczu rozkopywano ziemię coraz śmielej i na coraz większą skalę eksploatowano skrywane przez nią skarby. A były przebogate. O polskim srebrze pisali najstarsi nasi kronikarze, a ołowiem handlowano na znaczną skalę. Z najnowszych badań wynika, że wędrował on m.in. do Czech. Górnictwo rozwinęło się m.in. w rejonie Bytomia, który przez większość XII wieku przynależał jeszcze do ziemi krakowskiej. Do dziś historycy nie wyjaśnili ostatecznie, czym był „Zversov ante Bitom”, w którym wydobywano srebro w roku 1136, kiedy Polską władał jeszcze Bolesław Krzywousty. W tajemniczej miejscowości wymienionej w papieskim dokumencie dopatrywano się to Chorzowa, to Siewierza czy innych miejscowości, to zaś osady wchłoniętej z czasem przez rozbudowujący się Bytom. Z tym ostatnim może być coś na rzeczy, albowiem XX-wieczne badania archeologiczne ujawniły relikty szybów górniczych na samym bytomskim rynku. Na Stroszku, pograniczu Bytomia i Radzionkowa, odnaleziono też w XIX wieku średniowieczny srebrny skarb - depozyt kawałków siekanego i lanego srebra.

W późnym średniowieczu płytko zalegające złoża ołowiu i srebra zaczęły na Górnym Śląsku ulegać wyczerpaniu. Górnictwo kruszcowe musiało sięgać po cenne rudy coraz głębiej. Drążenie licznych szybów i sztolni oznaczało dla górników niekończącą się walkę z siłami natury, pociągając za sobą konieczność ciągłego zabezpieczania podziemi przed zalewaniem wodami gruntowymi. Odwadnianie wyrobisk na zawsze już zostało nieodłączną częścią górniczej pracy.

W porównaniu z pobliskim Bytomiem, czy też Olkuszem i Sławkowem w Małopolsce, tradycje górnictwa Tarnowskich Gór są stosunkowo młode. Srebro zaczęto tu wydobywać prawdopodobnie w XVI wieku, co najwyżej - jak chce legenda - pod koniec wieku XV. Mimo tego, są to tradycje wspaniałe. Rozwój miasta wiąże się z ogłoszeniem „Ordunku gornego” - książęcego przywileju, kładącego podwaliny prawa górniczego. To tu za pruskich czasów funkcjonował górnośląski Urząd Górniczy. Tu uruchomiono jedną z pierwszych w Europie maszyn parowych do odpompowywania wody z kopalni. Tu też powstała pierwsza na Górnym Śląsku górnicza szkoła zawodowa. A wreszcie - to w Tarnowskich Górach i ich okolicy do dziś przetrwały jakże imponujące zabytki śląskiego górnictwa.

Dorota Niećko

Redaktor. Zajmuję się piątkowym wydaniem magazynowym Dziennika Zachodniego. Ale również piszę: o architekturze, komunikacji i transporcie, o rozwoju miast - tym zrównoważonym, a także lotnictwie oraz podróżach - tych dalekich i bliskich. Zimą - również o nartach. Znam dobrze atuty i wady Katowic i innych miast Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Lubię odkrywać mniej znane miejsca woj. śląskiego. Lubię odkrywać uroki miasta jako pieszy i pasażer komunikacji publicznej. W wolnym czasie na ogół jestem w podróży

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.