W komunikacji publicznej stery przejmują kobiety. I to dosłownie [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Klyta
Tomasz Klyta, Michał Nowak

W komunikacji publicznej stery przejmują kobiety. I to dosłownie [WIDEO]

Tomasz Klyta, Michał Nowak

Jeszcze kilka lat temu widok kobiety prowadzącej pojazd w komunikacji publicznej należał do rzadkości. Trendy powoli się zmieniają i kobiety coraz częściej przejmują stery dużych pojazdów, takich jak autobusy i tramwaje. Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce będzie ich jeszcze więcej.

PKM Świerklaniec to jeden z najprężniej rozwijających się przewoźników publicznych w woj. śląskim. Spora część taboru przedsiębiorstwa posiada klimatyzację i wiele udogodnień dla niepełnosprawnych pasażerów. Ostatnim pomysłem PKM-u jest wprowadzenie darmowego wi-fi do autobusów. Kilka tygodni temu, zapytaliśmy Grzegorza Wystempa – prezesa przedsiębiorstwa – czy planuje jeszcze jakieś dodatkowe udogodnienia dla pasażerów. Odpowiedział z uśmiechem: kobiety.

Chodzi oczywiście o panie, które prowadzą autobusy. Jak przekonuje Grzegorz Wystemp, kobiety łagodzą obyczaje a odbiór społecznych dwóch, które już pracują w PKM Świerklaniec, był zaskakująco dobry. Zresztą już niejeden przewoźnik w woj. śląskim zatrudnia kobiety na takich stanowiskach.

Musimy umieć dokładnie to samo co mężczyźni
Panie pracujące w PKM Świerklaniec to Beata Szefler i Aleksandra Osadnik. Jak mówią, za kierownice autobusów trafiły przypadkiem. Pani Beata próbowała po prostu znaleźć sobie stałe zajęcie. Pani Aleksandra nie ukrywa, że chciała jeździć dużymi samochodami – tirami. Te plany jednak nie wypaliły i tak trafiła za kierownicę autobusów w PKM Świerklaniec.

- Ja uważam, że nie ma żadnej różnicy między kobietą a mężczyzną za kierownicą autobusu – stwierdza stanowczo Beata Szefler – Musimy umieć dokładnie to samo co mężczyźni, mamy takie same obciążenia. Nie ma dla nas żadnych ulg – tłumaczy.

- Kilka razy zdarzyło się, że w przypadku mojego błędu pasażerowie tłumaczyli to pod nosem właśnie tym, że jestem kobietą – przyznaje Aleksandra Osadnik - Wszyscy kierowcy popełniają jednak drobne błędy. Nie da się ich uniknąć. Stereotypy odchodzą w zapomnienie i dla pasażerów nie ma żadnej różnicy czy autobus prowadzi kobieta czy mężczyzna – dodaje. - Jeśli chodzi o podejście pasażerów, to dużo zależy też od tego, czy dany kierowca jeździ na jednej stałej linii – jak na przykład ja – czy obsługuje różne trasy. Na „mojej trasie” pasażerowie już się do mnie przyzwyczaili. Często witają się ze mną i nawet zagadują krótką rozmowę – opowiada Beata Szefler.

Jeżdżą wolniej ale jak trzeba do potrafią nadgonić
Czy aby na pewno nie ma różnic pomiędzy kobietami a mężczyznami za kierownicą? Statystki policyjne mówią jasno, że to właśnie mężczyźni doprowadzają do większej liczby wypadków niż kobiety. Są ostrożne, jeżdżą bezpiecznie. Rzadziej zdarzają im się wpadki pod wpływem alkoholu i innych używek.

- Jak się zastanowić to rzeczywiście chyba jeździmy łagodniej niż mężczyźni. Przy dojazdach do czerwonego światła hamujemy wcześniej a nie tuż przed pojazdem z przodu – twierdzi Aleksandra Osadnik – Ale czy to kwestia płci? Raczej techniki – dodaje po chwili zastanowienia. - Ale nie znaczy to, że się ślimaczymy. Na drodze wiele może się zdarzyć, np. korek. Pasażerowie liczą na naszą punktualność zatem jak trzeba to przyspieszamy i staramy się nadgonić stracony czas. Oczywiście zawsze zgodnie z obowiązującymi przepisami – dopowiada Beata Szefler.

W PKM Świerklaniec jeździ ponad 150 kierowców, zatem panie są na razie rodzynkami w tym towarzystwie. Nie uważają jednak, że koledzy traktują je inaczej, choć przyznają, że chciałyby mieć więcej koleżanek. - Koledzy są pomocni ale nie traktują nas inaczej. Sobie nawzajem pomagają tak samo. Nigdy nie dali mi odczuć, że tu nie należę – mówi Beata Szefler.

Motornicza radzi sobie tak samo dobrze jak motorniczy
W grudniu miną 34 lata odkąd pani Teresa Kasperczyk pracuje jako motornicza tramwaju. Jak przyznaje, tramwajem zjeździła już niemal całe województwo. Z przyjemnością wykonuje ten zawód również dzisiaj - zawsze startuje z zajezdni w Katowicach-Zawodziu i kieruje się tam, gdzie wskaże dyspozytor.

Przez 11 lat pani Teresa pracowała tylko na nocną zmianę. Dzisiaj pracuje różnie, ale również zdarzają jej się kursy po zmroku. Może się wydawać, że jest to niebezpieczna praca, ale motornicza nigdy nie musiała prosić nikogo o interwencję. - Nigdy nie miałam problemów, żebym się czuła zagrożona albo musiała się bać. Zdarzają się różne sytuacje, ale policji nigdy nie musiałam wzywać – przyznaje Teresa Kasperczyk.

Ale jak dodaje, praca motorniczej wcale do lekkich nie należy. - Zdarzało się parę razy, że pasażerowie skarżyli się na zapach niektórych innych osób w tramwaju. Przymusu na szczęście używać nie musiałam, wystarczyło tylko powiedzieć, że są skargi pasażerów i taka osoba grzecznie opuszczała tramwaj. Bywało również, że zjeżdżając nocą na zajezdnię jakiś pasażer zaspał przystanek. Czasami trzeba było mu jeszcze pomagać wysiąść, więc czasem jest to również praca fizyczna – uśmiecha się motornicza.

Każdy motorniczy musi być również przygotowany na to, czego w teorii wszystkie kobiety się boją, czyli zepsucia pojazdu na drodze. - Kiedy autobus się zepsuje, wzywa się pomoc techniczną. My musimy sobie radzić sami w takich wypadkach – mówi motornicza i dodaje: - Chyba nie ma motorowego, któremu by się to nie przydarzyło. Ja również miałam takie sytuacje, ale zwykle nie miałam problemu z usunięciem tramwaju z drogi. Jesteśmy na taką ewentualność specjalnie wyszkoleni.

Kobieta za sterami tramwaju już nikogo nie dziwi
A jak wygląda poruszanie się po drogach? Motornicza przyznaje, że obsługi tramwaju mógłby się nauczyć każdy, ale trzeba się przyzwyczaić do tego, że kierowcy samochodów sprawiają dużo problemów - szczególnie, gdy torowisko jest w ulicy, a nie obok. Zajeżdżanie samochodem drogi, wymuszanie pierwszeństwa, czy wymijanie tramwaju to nagminne błędy kierowców.
- Samochód jest szybszy od tramwaju i niektórzy wykorzystują to na drodze w niewłaściwy sposób – mówi Teresa Kasperczyk. - Najbardziej trzeba uważać i być skupionym w godzinach szczytu. Wtedy jest najwięcej pasażerów i największy ruch, ale wszystko da się opanować. Trzeba tylko mieć oczy i uszy dookoła głowy – zaznacza.

Jeśli chodzi o reakcje podróżnych na widok kobiety za sterami tramwaju, taki obrazek przestał już kogokolwiek dziwić. - Reakcje ludzi na to co robię są w pełni normalne. Jeśli chodzi o prowadzenie tramwaju, to dużo pań pracowało w tym zawodzie już kiedy ja przyjmowałam się do pracy. Można powiedzieć, że u nas w jednostce na Zawodziu bilans panów i pań jest wypośrodkowany – mówi tramwajarka.

Czyli płynie z tego wniosek, że płeć nie ma wpływu na pracę w zawodzie motorniczego, również pod względem tego, jak postrzegają nas pasażerowie. No, może jest tylko jedno „ale”…
- Rok temu miałam sytuację, gdy podeszła do mnie policja, jak stałam tramwajem w Chorzowie. Myślałam, ze może coś przeskrobałam, że być może jakiś pasażer się poskarżył – opowiada pani Teresa. - Policjant podszedł do mnie z alkomatem, a drugi z aparatem fotograficznym. Poprosili mnie, żebym dmuchnęła. Kiedy to zrobiłam, ten drugi zaczął robić mi zdjęcia. Nie mogłam w tej sytuacji opanować śmiechu, a panowie prosili mnie, żebym zachowała powagę. Okazało się, że zdjęcie potrzebne było im do jakichś materiałów – śmieje się motornicza. – Wkoło było więcej motorniczych, którzy dziwnie się patrzyli. Może policjanci wybrali akurat mnie, bo jestem kobietą – puentuje z uśmiechem tramwajarka.

Tomasz Klyta, Michał Nowak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.