W piątek Noc Biologów. Poznamy historię Ogrodu Botanicznego w Zabrzu. Najstarszego w Śląskiem [MAPA]

Czytaj dalej
Katarzyna Domagała-Szymonek

W piątek Noc Biologów. Poznamy historię Ogrodu Botanicznego w Zabrzu. Najstarszego w Śląskiem [MAPA]

Katarzyna Domagała-Szymonek

Już po raz piąty Wydział Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach otworzy swoje podwoje przed ciekawskimi. W piątek startuje V Noc Biologów. Z tej okazji przygotowano szereg warsztatów, wykładów i spotkań. Jednym z wystawców będzie Miejski Ogród Botaniczny w Zabrzu - najstarszy na Śląsku.

Piąta edycja Nocy Biologów organizowana będzie pod hasłem „Odkrywamy kod natury”. I właśnie taki tytuł nosi wykład dr Agaty Daszkowskiej-Golec, który zainauguruje imprezę. Dowiemy się z niego co sprawia, że każdy z nas jest unikalny, co odkrył Grzegorz Mendel w ogrodzie pełnym roślin grochu, dlaczego maleńka muszka owocowa była najważniejszym spośród zwierząt dla Thomasa Morgana. Wykład odbędzie się o godz. 16.00 w auli Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego (ul. Bankowa 9, sala 126). W programie spotkania przewidziany jest również występ duetu muzycznego „FORBOE”.

Organizatorzy przygotowali dla uczestników całą listę atrakcji. Między innymi będziemy mogli poznać historię wyjątkowego miejsca na Śląsku - Miejskiego Ogrodu Botanicznego w Zabrzu, który jest najstarszym w regionie! Jego początki sięgają lat 30 - tych ubiegłego wieku. Dziś mieszkańcy nazywają MOB zielonymi płucami Zabrza.

- Inicjatorem i projektantem Botanicznego Centralnego Ogrodu Szkolnego (Botanischer Zentralschulgarten) w Zabrzu był pochodzący z Halle dyplomowany inspektor budownictwa ogrodniczego Fritz Berckling, absolwent cenionej Szkoły Ogrodniczej (Gartenbauschule) w Berlinie-Dahlem - opowiada dr Agnieszka Zawisza-Raszka, dyrektor MOB. - Na owe czasy był prawdziwym wizjonerem z zakresu architektury krajobrazu - zaznacza. To on zaprojektował Park im. Poległych Bohaterów w Zabrzu czy przebudował las Makoszowski w Park im. Powstańców Śląskich

Berckling został zatrudniony przez miasto w 1928 roku, kiedy objął posadę dyrektora Miejskiego Zarządu Zieleni. Miał współtworzyć nowy wizerunek miasta. - Wtedy rozpoczął też prace nad ogrodem botanicznym, który miał być wzorcowym w niemieckiej części Górnego Śląska - dodaje pani dyrektor. Do zagospodarowania miał teren trzech hektarów. Dziś jest to dwa razy więcej - ponad sześć hektarów.

Pierwsze prace ruszyły w 1936 roku i szły bardzo sprawnie. Na terenie przeznaczonym na ogród posadzono krzewy i drzewa. Już w czerwcu 1938 roku mogli je podziwiać pierwsi zwiedzający. - Równolegle rozpoczęto budowę szklarni i toalet, kompostownika i inspektów, w których wysadza się młode rośliny zanim trafią na rabaty do ogrodu - opowiada dr Zawisza-Raszka.

Jak na ówczesne czasy można było podziwiać w nim ogrom nietypowych roślin dla klimatu umiarkowanego. - Bananowiec czy rozłożyste palmy stanowiły ewenement florystyczny - zaznacza pani dyrektor. Ogród działał nawet podczas II Wojny Światowej. Dzisiaj spacerując ogrodowymi alejkami możemy podziwiać niektóre rośliny z tamtych czasów. W jednym z najstarszych zakątków ogrodu są jabłonie, które pamiętają lata wojny. Cały czas owocują.

Kiedy pytamy z jakich gatunków roślin dr Zawisza-Raszka jest najbardziej dumna, na odpowiedź trzeba chwilę poczekać. - Trudno wskazać jedną, konkretną, mamy wspaniałe kolekcje berberysów, dereni, irgi, krzewuszki, ale też rośliny bardziej egzotyczne jak pochodzący z Azji kasztan z jadalnymi orzechami, korkowiec amurski, kuningamię chińską, która odrzuca martwe pędy. Z kolei reprezentantem Ameryki jest amorfa krzewiasta czy kielichowiec wodny, tulipanowce czy choina kanadyjska. Symbolem ogrodu jest marsylia czterolistna (Marsilea quadrifolia), podlegająca w Polsce ścisłej ochronie.

Samych drzew i krzewów jest ponad 5 tysięcy. Bylin ponad 200 różnych taksonów. - Tylko w szklarni i palmiarni jest ponad pięć tysięcy roślin z różnych stref klimatycznych, w rozarium ponad dwa i pół tysiąca róż w ponad sześćdziesięciu odmianach. To dość bogaty zbiór - zachwala pani dyrektor. Ogromną atrakcją są cytryny, papaje czy banany, które rosną w palmiarni. - Nie ukrywam, zdarza nam się zjeść owoce, ale jest to dla nas tak ważnym wydarzeniem, że dzielimy je po równo między pracownikami - opowiada pani dyrektor.

Każdego roku, a dokładniej przez pół roku działania ogrodu (od maja do końca października), ogląda te rośliny blisko 40 tys. zwiedzających. Przychodzą tam uczniowie ze szkół, seniorzy, całe rodziny z dziećmi i spędzają na ternie ogrodu całe dni.

Zimą ogród jest zamknięty dla zwiedzających. Co nie oznacza, że nic się w nim nie dzieje. - Mamy pełne ręce roboty, bo wszystko wymaga konserwacji. Wykonujemy prace, o których nie myśli się w sezonie - wyjaśnia pani dyrektor. Potwierdzenia nie trzeba długo szukać. Wystarczy wejść do szklarni, gdzie ogrodnicy... spawają drzewo. Tak, to nie żart. Z rurek metalowych, na które później nawijany jest drut powstaje specjalna konstrukcja dla bylin i roślin epifitycznych. - Ogrodnicy powoli zaczynają przeglądać nasiona, sprawdzają, które nadają się do wysiania, a które nie. Począwszy od końca zimy rozpoczynamy żmudną prace pikowania roślin - wyjaśnia. Nie nudzi ich to zajęcie? - Nie! Każdy sezon w ogrodzie dostarcza nam innych wrażeń. Kompozycje jakie układamy z roślin są inne. Do tego organizujemy szereg warsztatów, spotkań dla dzieci i młodzieży czy doroczny Festiwal Kwiatów. To nam się nigdy nie znudzi - podkreśla pani dyrektor.

W 2014 roku pojawił się tam ogród japoński. - To regularna kwatera, do której wchodzi się przez malowniczą bramę - opowiada pani dyrektor. Do tej pory ogród podzielony był na część francuską (poukładaną) i angielską (o bardziej luźnym, nieformalnym charakterze). W tym roku ogród powiększy się o nowych mieszkańców. Pojawią się tam ule z pszczołami.

- W opiece nad pszczołami pomogą nam Agnieszka i Łukasz Przybyłowie. Małżeństwo skonstruuje też ule, w których jedna ścianka będzie wykonana z pleksi, by spokojnie móc obserwować życie pszczół - opowiada pani dyrektor. Dla najmłodszych gości ogrodu wizyta u pszczół będzie sporym przeżyciem. Bowiem, by móc zbliżyć się do uli trzeba będzie założyć specjalny kombinezon, rękawice i kapelusze ochronne. - Zwieńczeniem wizyty będzie miodobranie, każdy z gości będzie mógł sam skosztować dobrodziejstwa uli - zdradza dyrektor.

Katarzyna Domagała-Szymonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.