W przedwojennej Galicji pito dużo alkoholu. Jak Rzeszów zarabiał na trunkach...

Czytaj dalej
Arkadiusz Bednarczyk

W przedwojennej Galicji pito dużo alkoholu. Jak Rzeszów zarabiał na trunkach...

Arkadiusz Bednarczyk

W przedwojennej Galicji pito dużo alkoholu. Huculi (górale pochodzenia rusińsko-wołoskiego) lubili dodawać do wódki paprykę, tłuczony pieprz lub miód. Jak pisał Stanisław Vincenz, prozaiki i eseista obrazujący życie na Huculszczyźnie - jeden z urzędników narzekał, że odkąd mieszkańcy pewnej wsi zamieszkanej posiedli sztukę pisania, imię Pana Boga, Hospod-Boh, piszą przez małe „h”, ale słowo horiwka, czyli gorzałka, rozpoczynają z... szacunkiem od wielkiej litery.

Alkohol uważany był za lek przeciwko różnym chorobom – jak mawiano - żołądka czy kiszek, środek odkażający czy ułatwiający trawienie tłustych potraw od których uginały się magnackie stoły. Wszak znana wszystkim „okowita” pochodzi od łacińskiego kreślenia aqua vitae – woda życia.

Królowa Marysieńka kazała ponoć – kiedy zemdlała – nacierać się różnymi wódkami...W Krakowie znana była „komendantka” pamiętająca naczelnika Tadeusza Kościuszkę, kminkowka i puncz w Kongresowce, w Galicji znano piołunowkę. W powstaniu listopadowym powodzeniem cieszyła się bardzo mocna „belwederka”. Z Adam Mickiewicz z Bohdanem Zaleskim chadzali na piwko i wino pod „arana” (śledzika); popularna była wódka gdańska, starką zachwycał się birbant- Wincenty Pol:
Karczmarz wydawał klucze do kościoła...

W czasach średniowiecznych okowita w Polsce nie była znana. Do posiłków pito zwykle piwo wyrabiane w klasztornych browarach i uważane za dietetyczny napój podawany nawet dzieciom, oraz boski napój za jaki uważano wino. Trunki wysokoprocentowe pojawiły się w Polsce w szesnastym stuleciu. Były wszak mocno zanieczyszczone nie stosowano wówczas procesu rektyfikacji. W wykazie obowiązkowych opłat pojawiały się podatki „od szynkowania gorzałki”. Praktycznie w każdym dworze znajdowała się gorzelnia w której produkowano alkohol z żyta czy pszenicy, który następnie sprzedawano miejscowym chłopom. Ci szukając odskoczni od szarej codzienności pili tęgo zazwyczaj niedzielami w przydrożnych karczmach.

Traktowanie chłopów jak zwierzyny roboczej powodowało, że wieśniak nie mógł zbliżyć się zbyt blisko do pańskiego dworu, nie mówiąc już o tym, iż nie mógł wejść do środka pałacu gdyż okropnie śmierdział. Karczmarze wydawali chłopom klucze do kościoła dopiero gdy ci porządnie się napili i alkoholowy odór „zabijał” wszechoboecny smród...

Pozostało jeszcze 71% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Arkadiusz Bednarczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikzachodni.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.